Psychologium

Psychologia dla Ciebie

Psychoterapia słowami Zuzanny

Filed under: Psychologia, Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 3:30 pm on Friday, August 7, 2009

Ponad rok temu w poście Co może dać mi psycholog? Przedstawiałem czego możemy z grubsza oczekiwać po spotkaniach z psychologiem i psychoterapeutą. W kolejnym Psychoterapia? Kilka słów więcej pisałem o tym, co może być skutkiem podjęcia psychoterapii. Dziś chciałbym nawiązać to tamtych tematów, pokazując je jednak z zupełnie innej strony.

Zuzanna

Od pewnego czasu koresponduję przez Internet z pewną osobą z odległej części kraju. Nigdy się nie spotkaliśmy, jednak udało nam się nawiązać bliski kontakt i mimo wirtualnych warunków, potrafimy dzielić się wzajemnie własnymi, nawet bardzo intymnymi doświadczeniami. Zuzanna rozpoczęła swoją psychoterapię w nurcie Gestalt ponad pół roku temu. Całkiem niedawno rozmawialiśmy o tym co się dzieje w jej życiu i jej terapii. Napisała wtedy wiele niezwykłych słów na temat przemian zachodzących u niej w ostatnim okresie. Wiele z nich ma swoje źródło w terapii. Słowa te tak bardzo prawdziwe i jasne, ujęły mnie niezwykle i dlatego poprosiłem Zuzannę, aby zgodziła się żebym zamieścił je tutaj. Uważam, że są znakomitym głosem opisującym jakie zmiany i w jaki sposób mogą zachodzić pod wpływem psychoterapii. Oto słowa Zuzanny:

‘…po prostu staram się trzymać z daleka od wszelkich czarności i smutności, bo nie mam na nie najmniejszej ochoty… ale najfajniejsze jest to, że wcale nie czuję, że tak muszę, ale że tego właśnie chcę, że to tylko i wyłącznie mój w pełni świadomy wybór… a jeśli pytasz o to, czy coś się w moim życiu ważnego wydarzyło lub zmieniło, co ma na mnie tak “zbawienny” wpływ, to nie, z obiektywnego punktu widzenia właściwie wszystko (albo prawie wszystko) jest tak jak dawniej… tylko właśnie - “obiektywnie”, bo “subiektywnie” jest już inaczej… nie wiem, jak to wyjaśnić… chodzi o to, że zauważam w sobie znaczną zmianę spojrzenia na siebie i otaczający świat… coraz częściej przyłapuję się na tym, że pewne rzeczy, które kiedyś wywoływały we mnie złość, smutek, poczucie winy, czy jakieś inne złe emocje, teraz już tak bardzo na mnie nie wpływają, a w każdym razie nie wpływają długotrwale… i chyba zaczynam odczuwać na własnej skórze “uleczający” wpływ świadomości, tzn. przyłapuję się już na tym, że w danym momencie “włącza mi się czerwona lampka” i myślę sobie: “tak, teraz dzieje się to i to, jak w to pójdziesz będzie tak i tak… na pewno masz na to ochotę?” mam wybór, podejmuję decyzję i dalsze moje działanie jest już bardziej świadome i bardziej zgodne z tym czego rzeczywiście chcę (póki co dzieje się tak na razie w sytuacjach nazwijmy to “łatwiejszych dla mnie”, ale już się dzieje i mam nadzieję , że będzie coraz lepiej i z czasem zacznie się to przekładać także na inne dziedziny mojego życia) … w związku z tym wszystkim czuję dużo większy “luz życia”, jakby więzy (takie w mojej głowie), które mnie krępowały i były powodem mojego egzystencjalnego bólu zaczynały powoli puszczać i bardzo mi się to podoba… nie wiem, może to przedwczesna radość, może za chwilę znów się “przewrócę” i będzie gorzej… ale tak czy siak, wyraźnie czuję, że zachodzą we mnie zmiany… i są to zdecydowanie pozytywne zmiany

ale, jak na pewno wiesz, terapia, to nie tylko godzina w tygodniu w pokoju terapeutycznym, ale proces, który cały czas zachodzi w głowie… a ja właśnie przez te 2 tyg. uświadomiłam sobie tak wiele rzeczy, pierwszy raz poczułam, że chyba powoli zaczyna mi się wszystko układać i że wcale nie jestem (choć tak mi się zdawało) już tą samą osobą, co parę miesięcy temu… albo inaczej, jestem nią, ale w takiej nowej, już trochę bardziej świadomej i akceptującej wersji…

ale najbardziej na tej terapii podziałało chyba na mnie to, że musiałam zacząć podejmować decyzje, że nikt mnie tu nie prowadzi za rączkę, że idę tam gdzie chcę, że nikt mi nie mówi, jaka powinnam być i jak powinno wyglądać moje życie… to ja decyduję, co jest dla mnie lepsze i czego tak naprawdę chcę…. i to że dochodzę do tego wszystkiego sama jest ogromnie ważne, trudne, cholernie trudne, wkurzające nawet, nowe dla mnie, dziwne, czasem spinające, ale ogromnie ważne, bo dzięki temu, to co uda mi się osiągnąć jest MOJE nikogo innego TYLKO MOJE… rozumiesz? mogę w pełni się z tym identyfikować… poza tym widzisz, nie było nic gorszego niż poczucie zniewolenia, zniewolenia przez przeszłość, przez obecną sytuację życiową itd… a ta terapia, przez to właśnie, że zmusza mnie do podejmowania decyzji i w dużym stopniu samodzielnego dochodzenia do odpowiedzi, dała mi poczucie, że nareszcie zaczynam panować nad swoim życiem, że to ja rządzę nim, a nie ono mną, a to jest dla mnie bardzo ważne… oraz ogromną satysfakcję, że potrafię dać sobie z tym trudnym zadaniem radę… no i oczywiście wiarę w swoje możliwości…’

Słowa mówią same za siebie, dlatego zachowałem je w pełni oryginalnie.

Zuzanno, bardzo dziękuję Ci, że zgodziłaś się abym mógł zaprezentować Twoje osobiste przemyślenia tutaj. Są one moim zdaniem bardzo oryginalnym i wartościowym głosem, który może pomóc innym ludziom poszukującym drogi do siebie. Dziękuję jeszcze raz.

P.S. Na prośbę autorki słów, zmieniłem imię, pod jakim tutaj wystąpiła.

No Comments »

No comments yet.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Leave a comment