Psychologium

Psychologia dla Ciebie

Rozwój osobisty a segregacja śmieci

Filed under: Rozwój osobisty — Dominik at 2:05 pm on Saturday, September 27, 2008

Od jakiegoś czasu segreguję w moim gospodarstwie domowym śmieci. Czynność ta, wydaje się dość prozaiczna i przyziemna, ma jednak wiadomy globalny sens. Przyznam, że nie przyszło mi łatwo wprowadzenie tej zasady w życie, a i nastąpiło to w sumie dopiero dosyć niedawno. Jaki ma jednak związek to pożyteczne działanie z rozwojem osobistym? Ano znalazłem kilka analogii?

Rosnąca świadomość

Zaczęło się od mojej rosnącej świadomości o znaczeniu tego co się dzieje z tonami naszych śmieci i ich wpływie na nasze środowisko. Segregacja i wtórne wykorzystanie dają szansę na znaczące zmniejszenie obciążeń środowiska oraz wymierne oszczędności finansowe. Świadomość ta wytworzyła pewien niepokój we mnie, w postaci myślenia: ja także chciałbym przychylić się do takiej postawy. Poczułem nawet coś w rodzaju winy, że inni potrafią się na to zdecydować a ja nie. Ponieważ słowo ?wina? uważam za szkodliwe i zawsze zamiast niego używam słowa ?odpowiedzialność, zrozumiałem, że w ten sposób chcę się odpowiedzialnie przyczynić do poprawy stanu naszego środowiska.

Chyba podobnie wygląda to w przypadku rozwoju osobistego: pojawia się świadomość czegoś na własny temat a wraz z nią ten swoisty rodzaj niepokoju. Jeśli niepokój ten potrafi być twórczy, otworzy się przed nami droga do czegoś nowego dla nas samych.

Warunki

Uważam, że zasadnicze znaczenie dla rozpoczęcia segregacji śmieci w moim domu miało pojawienie się odpowiednich pojemników w śmietniku na moim osiedlu. Zostały w ten sposób wytworzone sprzyjające warunki na to, aby ziarno w postaci mojej myśli o segregacji mogło wzrosnąć. Byłoby mi niewspółmiernie ciężej wywozić gdzieś śmieci tam, gdzie takie pojemniki się znajdują. Mając je pod moim blokiem zrozumiałem, że jest to jak podanie dłoni.

W rozwoju osobistym takimi warunkami do zmiany mogą być: przeczytana w książce fraza, usłyszany fragment czyjejś wypowiedzi na zbliżony temat, spotkana przypadkowo (?) osoba. Czasem sytuacja życiowa może nas skonfrontować z właściwymi warunkami, które stworzą odpowiedni grunt do dokonania pierwszego kroku w kierunku zmiany. A skoro jesteśmy przy pierwszym kroku to?

Lepszy mały krok niż żaden

Przyznam się, że nie od razu segregowałem oddzielnie każdy typ śmieci. Rozpocząłem od osobnej reklamówki tylko na papier i makulaturę. Pozostałe rodzaje szły razem. Później założyłem kolejną reklamówkę na szkło. Ostatnią, założoną niedawno jest siatka na plastiki. W ten sposób te trzy rodzaje zbieram osobno, plus ogólny śmietnik na wszelkie inne odpadki. Takie stopniowe podejście okazało się dla mnie łatwiejsze niż radykalna zmiana w postaci czterech nowych pojemników.

W naszym rozwoju często może to wyglądać podobnie. Nie zawsze łatwo zdecydować się na radykalną zmianę na wszystkich frontach, o których myślimy. Czasem łatwiej rozpocząć od małej zmiany, w jednym obszarze. Można się w tedy ze zmianą oswoić, łagodniej ją w siebie zintegrować i przygotować do ewentualnej następnej.

Chrońmy nasze środowisko. To nasz dom. To my.

Depresja

Filed under: Psychologia, Psychoterapia — Dominik at 6:38 pm on Wednesday, September 10, 2008

Ostatnio kilkoro moich znajomych, wiedząc, że jestem psychologiem powiedziało do mnie: ?chyba mam depresję, możesz mi coś poradzić?? Zapytałem ? skąd taki pomysł. ?A bo mi się nic nie chce? albo ?Życie jest do niczego? to przykłady najczęstszych odpowiedzi. Czy rzeczywiście oznaczają one depresję? Czy sprawa jest tak poważna?

Objawy depresji

Depresja, obok manii i zaburzenia dwubiegunowego, należy do grupy zaburzeń nastroju (afektywnych). Nie wdając się w nadmierne podziały warto wiedzieć jakie są symptomy depresji, pozwalające wyróżnić tę właśnie jednostkę. Przede wszystkim w depresji obecne są następujące składniki:

- nastrój smutku i przygnębienia występujący przez większość dnia,
- znaczne osłabienie zainteresowania i przyjemności z różnych sfer życia,
- znaczna zmiana apetytu i często wagi (in plus lub minus) w ostatnim okresie,
- bezsenność lub nadmierna potrzeba snu,
- obserwowane z zewnątrz pobudzenie lub spowolnienie psychomotoryczne,
- zmęczenie i znaczna utrata energii,
- poczucie bezwartościowości i nadmierne, nieuzasadnione poczucie winy,
- spadek zdolności myślenia i koncentracji,
- powracające myśli na temat śmierci.

Aby móc podejrzewać występowanie depresji niezbędne jest występowanie przynajmniej pięciu z nich, w okresie dwutygodniowym.

Skąd przychodzi depresja?

Istnieją dwa główne nurty koncepcji na temat pochodzenia depresji. Podejście biologiczne zakłada występowanie określonych zmian w funkcjonowaniu układu nerwowego. Istotną rolę mają wtedy odgrywać neuroprzekaźniki zwane monoaminami, najważniejsze z nich to norepinefryna, dopamina i serotonina. Podejście to zakłada również udział dziedziczenia w występowaniu depresji.

Drugie podejście lokuje źródło depresji w czynnikach psychicznych, a konkretnie w stylu poznawczym funkcjonowania osoby. Koncepcja ta podkreśla wagę pojawiania się u osoby negatywnych myśli na własny temat, bieżącej sytuacji i przyszłości. Układają się one w tzw. triadę depresyjną. Osoba postrzega swoją sytuację jako beznadziejną i poprzez błędne interpretacje pogłębia przekonanie o niemożliwości pokonania trudności. O przyszłości myśli zawsze w ciemnych barwach. Wszelkie niepowodzenia przypisuje cechom samego siebie.

Problemy to nie depresja

Przede wszystkim warto uświadomić sobie, że pogorszony nastrój, wynikający z wystąpienia w naszym życiu różnych problemów, z którymi trudno jest sobie poradzić to jeszcze nie depresja. W zrozumiały sposób różne drobne niepowodzenia dnia codziennego osłabiają nasz entuzjazm i radość życia, jednak warto potraktować taki stan jako przejściowy i nie pozwolić na zalęgnięcie się myśli prowadzących do utraty wiary w możliwość ich przezwyciężenia. Warto zadać sobie pytania i dokonać refleksji, czy: ta sytuacja ma charakter jednostkowy czy stały? Czy w większym stopniu zależy od czynników zewnętrznych czy ode mnie? Jak duży mam w rzeczywistości wpływ na jej rozwiązanie? Odpowiedzi na te pytania pozwolą ?rozbroić? ewentualne pojawiające się wątpliwości.

Co może pomóc na obniżony nastrój?

Jeśli istnieją podstawy do podejrzenia o depresję z pewnością warto skorzystać z konsultacji psychologa. Kliniczne postacie depresji mogą także skutkować potrzebą kontaktu z psychiatrą w celu zastosowania farmakoterapii. Jednak w zdecydowanej większości wspomnianych na początku posta przypadków pogorszenia nastroju interwencja psychologa ani tym bardziej psychiatry nie będzie niezbędna.

Przede wszystkim warto ?wybić się? z takiego zasiedzenia, które czasem nas dopada. Czasem wystarczy wyjechać gdzieś na weekend, zmienić na trochę otoczenie. Warto też spotkać się z kimś lubianym i spędzić kilka godzin na miłej rozmowie. Często sprawdza się sięgnięcie po lubianą książkę lub film. Element ożywienia i zmiany w środowisku pomaga dostrzegać sprawy z różnych perspektyw. Jeśli sport sprawia przyjemność, to na pewno wypad na rower poza miasto czy godzinka tenisa znakomicie wpłyną na ogólne pobudzenie i odświeżenie fizyczne i psychiczne, a to zazwyczaj prowadzi do poprawy nastroju.

Gotowość do zmiany

Filed under: Psychologia, Psychoterapia — Dominik at 11:24 pm on Sunday, August 31, 2008

Kiedy klient pojawia się u psychologa lub terapeuty, wnosi określony problem. Oczekuje, że uda się go jakoś rozwiązać. Z reguły ujawnia się wtedy, że jego rozwiązanie wiąże się z jakąś konieczną zmianą. Bardzo często zmiany te, jak się okazuje, mogą dotyczyć klienta, a nie jego otoczenia. I tu czasem zaczynają się schody. Teoretycznie zmiana jest oczekiwana (ma przynieść poprawę sytuacji lub funkcjonowania) jednak kiedy okazuje się, że jej dokonanie wymaga określonego wysiłku i nakładu czasu ? często staje się ona mniej atrakcyjna. Inaczej mówiąc klient mniej lub bardziej świadomie robi bilans: czy mi się to opłaci?

Gdy pierwsze objawy ustąpią?

Czasami zdarza się sytuacja, że klient rezygnuje z terapii po kilku pierwszych spotkaniach. Co może być tego powodem? Pominiemy tu sytuację wynikającą z tego, że uznał, że ?nie czuje? kontaktu lub bezpieczeństwa pracując z danym terapeutą. Pierwsze spotkania z reguły przynoszą pewną poprawę stanu klienta. Już sama możliwość bycia wysłuchanym, wielu osobom bardzo pomaga. Dodatkowo, jeśli terapeuta jest rzeczywiście wrażliwy i empatyczny, zawiązująca się relacja stwarza miejsce na emocjonalne odreagowanie klienta. Czasem pierwsze interwencje i trafne pytania terapeuty pozawalają na pierwotne rozświetlenie problemu, z którym osoba przyszła. W rezultacie, najbardziej dotkliwe objawy skłaniające do kontaktu z psychologiem zostają osłabione. Zdarza się wtedy, że klient rezygnuje z dalszych spotkań. Czy słusznie? Odpowiedź nie jest jednoznaczna.

Czasem może to być właściwa decyzja. Szczególnie jeśli problem nie był olbrzymiego kalibru. Być może podczas tych pierwszych spotkań klient zdołał odzyskać równowagę emocjonalną lub też dostrzegł problem w nowej perspektywie. Możliwe, że uzna, że dalej jest w stanie radzić sobie sam, a przecież w gruncie rzeczy, do takiego stanu właśnie mają doprowadzić interwencje psychologa.

Jednak niekiedy, zwłaszcza przy bardziej głębokich lub złożonych problemach, takie rozstanie okaże się przedwczesne. Poprawa wynikająca z pierwszych spotkań może okazać się krótkotrwała, a nie zakończone sprawy mogą powrócić. Niestety często ze wzmożoną siłą.

Z czego to wynika?

W najszerszym ujęciu - ludzie nie przepadają za wysiłkiem. Z reguły aby coś osiągnąć, najatrakcyjniejsze są rozwiązania najmniej kosztowne. Z tego powodu, do rozwiązywania problemów często wybierane są strategie krótkoterminowe. Inaczej mówiąc ? zrobić tyle, aby pomoc była jak nadeszła jak najszybciej i kosztowała jak najmniej. Przypomina to trochę strategię łatania dziur w ulicy. Strategia długoterminowa, pozwala na dokonanie gruntowniejszych zmian, jednak zazwyczaj wiąże się z większym wysiłkiem. Nieco podobnie do położenia nowego asfaltu na ulicy, wracając do analogii drogowej.

Boję się?

Czasem przerwanie terapii może wyniknąć z konfrontacji z nieprzyjemnym materiałem odkrywanym w trakcie sesji. Jeśli okaże się, że pojawiających się spraw, uczuć, nie zakończonych kwestii jest sporo, a w dodatku kontakt z nimi nie należy do łatwych, ucieczka może jawić się jako najprostsze rozwiązanie. Co w takiej sytuacji robić? Poddać się temu? Najlepiej podzielić się tymi odczuciami z terapeutą. Będzie on z pewnością w stanie właściwie zareagować i zaproponować inny sposób poruszania się w niebezpiecznych tematach. A kontynuacja terapii daje znacznie większe szanse na uporanie się z problemami.

Kto i kiedy kończy terapię?

Filed under: Psychologia, Psychoterapia — Dominik at 10:48 am on Thursday, August 21, 2008

W zdecydowanej większości, każda psychoterapia ma swój określony czas trwania. Czasem są to oddziaływania krótkoterminowe, obejmujące od 8 do 12 spotkań, czasem długoterminowe, trwające pół roku, rok lub nawet kilka lat. Długość tę określa się wstępnie, podczas pierwszego lub drugiego spotkania. Wstępnie, ponieważ może ona zmieniać się w zależności od przebiegu procesu terapeutycznego, od dynamiki zmian i pojawiającego się nowego materiału na sesjach. Z reguły domyka się wtedy ustalone wcześniej etapy i uzgadnia rozpoczęcie lub nie, kolejnych. Kiedy jednak powinna się terapia całkowicie zakończyć? Czy są jakieś arbitralne wskazówki do tego?

To już?

Najczęściej decydentem w sprawie końca terapii jest oczywiście klient. To on uznaje, że problem został już rozwiązany lub na tyle osłabiony, że można zaprzestać dalszej pracy. W szerszej perspektywie osoba uznaje, że jakość życia jaką ma w danym momencie do dyspozycji jest już odpowiednia i w tej chwili wystarczająca. Często znaczenie może mieć czynnik ekonomiczny, terapia u dobrego terapeuty, trwająca dłuższy czas może być wszak poważnym wydatkiem. W zdecydowanej większości przypadków terapeuta zgodzi się ze zdaniem klienta i wspólnie razem wyznaczają moment końca terapii oraz dokonują tego we właściwy sposób. Czy jednak zdarza się, że klient chce zakończyć terapię a terapeuta jest odmiennego zdania? Owszem, może tak być. W niektórych przypadkach, po złagodzeniu najdotkliwszych objawów, klient może poczuć tak znaczącą ulgę, że uzna terapię za zakończoną. Jeśli jednak uruchomione zostały określone procesy, terapeuta może uznać, że nie jest to właściwy moment na tak szybkie zakończenie spotkań. W takiej sytuacji na pewno powie o tym klientowi i zaproponuje odpowiednią formę dalszej pracy. Jednak czy klient się na to zgodzi czy też podtrzyma chęć zakończenia spotkań ? to zależy już wyłącznie od jego decyzji. Poza sytuacjami ściśle zagrażającymi życiu, terapeuta nie ma możliwości ani prawa zatrzymać klienta.

Powinniśmy się rozstać

Czy zdarza się tak, że klient chce kontynuować terapię a terapeuta uznaje, że rozstanie powinno już nastąpić i proponuje je? Owszem, może się tak zdarzyć. Psychoterapia oprócz swoich korektywnych rezultatów dostarcza klientowi także wielu pozytywnie odbieranych doznań w postaci wsparcia, zrozumienia, swego rodzaju ukojenia. Dla wielu osób mogą to być doznania dawno, lub w ogóle, w ich życiu nieobecne, ponieważ nie były dostarczane ze strony bliskich osób. Klientowi może być po prostu w terapii dobrze i mimo rozwiązania już najważniejszych problemów może w niej chcieć pozostać. Dotyczyć to może szczególnie osób o osobowościach zależnych, symbiotycznych, lub mających mało relacji z innymi osobami w swoim świecie. Terapeuta może w takiej sytuacji uznać, że proces terapii jest względnie domknięty i czas teraz aby klient próbował realizować i poszukiwać wspomnianych doznań poza gabinetem terapeutycznym, w codziennym życiu. W takiej sytuacji będzie łagodnie omawiał z klientem pomysł zakończenia terapii, możliwość i ewentualny, właściwy moment. Ponownie, decyzyjność należy do klienta. Jeśli uzna on, że odnosi dalsze korzyści i chce terapię kontynuować ? terapeuta z pewnością go nie ?porzuci?. Najprawdopodobniej zaproponuje jednak ustalenie nowego kontraktu, nowych zasad pracy, skupionej już wtedy nie wokół rozwiązywania konkretnych problemów, a np. dotyczącej dostarczania wsparcia emocjonalnego.

Przedłużanie terapii

Istnieje potencjalne ryzyko, że terapeuta może starać się przedłużać terapię mimo, że klient już tego nie chce lub jest to zupełnie nieuzasadnione z punktu widzenia procesu. Najczęstszym powodem w takich sytuacjach może być oczywiście czynnik ekonomiczny ? chęć podtrzymania zarobku. Oczywiście postawa taka jest całkowicie naganna, skrajnie nieetyczna i wierzę, że bardzo rzadka. Nie zostaje się psychoterapeuta z dnia na dzień, szkolenie trwa wiele lat i na szczęście, w ten system szkolenia wmontowane są mechanizmy redukujące ryzyko, że nieodpowiednia osoba terapeutą zostanie. Gdyby jednak klient spotkał się z takim zjawiskiem to prawdopodobnie sam zaprzestanie spotkań, nawet bez uzgadniania tego z terapeutą. W skrajnych przypadkach może także zwrócić się z taką informacją do różnych organizacji, np. Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

Na Pan/Pani czy po imieniu?

Filed under: Psychologia, Psychoterapia — Dominik at 6:13 pm on Wednesday, August 6, 2008

Kiedy klient i psycholog spotykają się po raz pierwszy, są dla siebie w naturalny sposób całkowicie obcymi osobami. Jest zrozumiałe, że odnoszą się do siebie wykorzystując najpowszechniejszą w języku polskim formę grzecznościową: Pan lub Pani. Po kilku spotkaniach, zwłaszcza jeśli przyjmują one później formę psychoterapii, czyli bardziej długoterminowego oddziaływania, osoby te mocno się do siebie zbliżają. Budująca się relacja między dwoma osobami, najważniejszy czynnik leczniczy w pomocy psychologicznej sprawia, że trudno już te osoby traktować jako obce sobie.

Czy możemy sobie mówić po imieniu?

W pewnym momencie rozwoju relacji terapeutycznej może się pojawić pomysł przejścia na formę bardziej bezpośrednią: mówienie sobie po imieniu. Czy jest to możliwe, często praktykowane, wskazane? Odpowiedź na te pytania nie jest taka prosta i oczywista. Po pierwsze ? wiele zależy od szkoły i podejścia terapeutycznego w jakim pracuje terapeuta. Jeśli będzie to ortodoksyjna analiza, to przejście na formę ?per Ty? nigdy raczej nie nastąpi. Podejście to zakłada niemalże ustawiczne frustrowanie klienta i utrzymanie formy oficjalnej z pewnością będzie jednym z elementów tej strategii. Na przeciwległym krańcu znajdować się będą humanistyczne podejścia terapeutyczne z terapią zorientowaną na osobę i Gestaltem na czele. Systemy te aprobują skracanie dystansu z klientem i przy prawidłowym rozwoju relacji, przejście na mówienie sobie po imieniu jest kwestią czasu. Podsumowując, przejście na formę bardziej bezpośrednią jest w większości podejść terapeutycznych akceptowane, jednak następuje w różnym czasie.

Kiedy, kiedy, kiedy?

Moment przejścia na formę mówienia sobie po imieniu jest raczej wyznaczany dynamiką rozwoju relacji niż konkretnym upływem czasu, np. sześciu miesięcy. Z mojej wiedzy i praktyki wynika, że nie często następuje przed upływem roku, co nie znaczy, że nie jest to możliwe. Decyzja o mówieniu do siebie w taki sposób to nie tylko zmiana formy grzecznościowej lecz decyzja o przejściu na głębszy poziom relacji, oznaczający z reguły już dość zaawansowany jej etap. Mówienie sobie po imieniu oznacza zezwolenie na jeszcze większą intymność pomiędzy klientem a terapeutą. Terapeuta decydując się na taki krok spodziewa się, że dystans między nim a klientem najpewniej się zmniejszy. W odpowiednim momencie procesu terapeutycznego może to przynieść klientowi wiele korzyści.

Kto proponuje?

Pomysł na przejście na formę imienną może mieć zarówno klient jak i terapeuta. Jeśli wyjdzie z taką propozycją terapeuta, ma to na celu najczęściej wspomnianą wyżej pomoc w pogłębieniu relacji. Jeśli pomysł wyjdzie ze strony klienta, może on ku temu mieć różne przesłanki. W niektórych sytuacjach może się zdarzyć, że terapeuta się nie zgodzi na taki krok w tym akurat momencie terapii. Na pewno ma to określone uzasadnienie i można do tego pomysłu wrócić w przyszłości.

Kiedy psycholog rezygnuje…

Filed under: Psychologia, Psychoterapia — Dominik at 8:38 pm on Thursday, July 24, 2008

Przeglądając ostatnio jedno z internetowych for psychologicznych natrafiłem na post, w którym osoba żaliła się, że psycholog, do którego chodziła, na pewnej sesji powiedział, że nie jest w stanie jej pomóc. Osoba ta bardzo źle odebrała tę informację, czuła się zawiedziona, inni użytkownicy forum także wyrażali swoje oburzenie postawą owego psychologa. Postanowiłem więc napisać kilka słów o tym złożonym i trudnym w istocie problemie, jakim jest decyzja czy dany psycholog, psychoterapeuta mogą pracować z danym klientem.

Czy może mi Pan/Pani pomóc?

Osoba zwracająca się po pomoc liczy, że ją otrzyma. Każdy psycholog z pewnością dołoży wszelkich starań aby tak się stało. Są jednak sytuacje, w których psycholog bądź terapeuta już na początku decydują się nie podejmować pracy z daną osobą. Dlaczego? Przede wszystkim, dlatego że następuje pewna specjalizacja w ramach tego zawodu. Z pewnością nie jest jeszcze tak, jak w medycynie somatycznej, że są lekarze specjaliści, np. okulista czy laryngolog i nie wszyscy zajmują się wszystkim. Jednak istnieje kilka linii podziału w zakresie komu dany psycholog może pomóc a komu nie. Jedną z nich jest podział na wiek klienta czy pacjenta. Są psychologowie, którzy pracują zarówno z dziećmi, młodzieżą jak i osobami dorosłymi. Jednak bardzo często psycholog pracuje tylko z dziećmi i młodzieżą bądź tylko z dorosłymi. Łatwo domyślić się, że metody pracy z takimi pacjentami mocno się różnią. Wybór taki daje możliwość skupienia się na specyficznych typach problemów, właściwych różnym etapom życia człowieka.

Inny sposób specjalizacji może dotyczyć konkretnych problemów psychicznych. Czym innym charakteryzuje się depresja, czym innym zaburzenia lękowe a czym innym zaburzenie osobowość borderline. Psycholog może specjalizować się w określonym typie problemów, natomiast mieć mniejsze doświadczenie w innym. Jest kwestią jego świadomego wyboru oraz etyki i uczciwości zawodowej, że nie podejmie się pracy z problemem, który może okazać się dla niego zbyt trudny.

Inne sytuacje

Czasami mogą mieć miejsce jeszcze inne sytuacje. W jednym z wcześniejszych postów Psycholog u psychologa pisałem o tym, że psycholog jako żywy człowiek także ma swoją psychikę i czasami (mimo terapii własnej) może mieć jeszcze jakieś sprawy nie dokończone. Nie przeszkadza mu to specjalnie w pracy z klientami i jest w stanie skutecznie im pomagać, jednak? jednak tak długo jeśli problem jego pacjenta nie jest właśnie jego problemem. Klasycznym przykładem jest sytuacja, w której pojawia się klient w żałobie i potrzebuje od psychologa silnego wsparcia, aby tę żałobę przeżywać. Jeśli zdarzyłoby się tak, że psycholog w ostatnim czasie także stracił kogoś bliskiego, z pewnością nadal przeżywa własną żałobę i wtedy raczej trudno może być mu oparciem dla osoby przeżywającej taką stratę.

Jak poinformować?

Osobną kwestią jest jak zakomunikować pacjentowi fakt, że psycholog nie może podjąć z nim pracy lub musi ją zakończyć. Nie może to być w żadnym razie krótkie, suche stwierdzenie. Warto rzeczowo podać powody takiej decyzji (np. wspomniana wcześniej specjalizacja w określonych typach problemów). Nie jest to absolutnie żaden wstyd ani ujma dla psychologa aby odpowiedzieć: niestety nie pracuję z osobami z uzależnieniem - jeśli się w tym obszarze nie pracuje. Dobrą praktyką jest z kolei podanie telefonu do innego znanego psychologa, który danym problemem się zajmuje. Z reguły każdy psycholog posiada znajomych, którzy pracują w różny sposób i z różnymi pacjentami i jest w stanie wskazać pacjentowi z kim się skontaktować. Zawsze należy zadbać o to, aby pacjent zrozumiał powody takiej sytuacji oraz aby nie pozostał z własnym problemem bez wskazania jak uzyskać dalszą pomoc.

Pacjent czy klient?

Filed under: Psychologia, Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 1:08 pm on Saturday, July 19, 2008

W języku polskim istnieją dwa określenia oznaczające osobę, która korzysta z pomocy psychologa, bądź psychoterapeuty: pacjent i klient. Czy jest między nimi jakaś różnica znaczeniowa, czy też można ich używać zamiennie?

Pacjent

Właściwie to właśnie określenie jest chyba bardziej tradycyjne i częściej spotykane. Psycholog to w pewnym sensie lekarz, ?lekarz dusz?, a do lekarza przychodzą przecież pacjenci. Jednak dla wielu psychologów ta konotacja jest raczej niedogodnością. Słowo pacjent kojarzy się z osobą chorą a wielu psychologów i psychoterapeutów (i prawdopodobnie samych pacjentów) nie uważa ich za osoby znajdujące się w stanie chorobowym. Owszem, w warunkach szpitalnych bądź poradni zdrowia, słowo pacjent jest jak najbardziej na miejscu. Najczęściej trafiają lub przebywają tam osoby w poważniejszym stanie, często będącym chorobą psychiczną. Jednak w gabinetach psychologów i psychoterapeutów bardzo często pojawiają się przecież osoby o umiarkowanych dolegliwościach lub zupełnie zdrowe, przeżywające okresowe trudności lub po prostu chcące poprawić coś w swoim funkcjonowaniu.

Klient

Z powyższych powodów pojawiło się zatem drugie określenie ? klient. Wywodzi się ono z podejścia do terapii, które zaproponował jeden z przedstawicieli nurtu humanistycznego w psychologii Carl Rogers. Stworzył on własny system terapeutyczny zwany psychoterapią zorientowaną na osobę. Ulokował on przychodzącego po pomoc człowieka w absolutnym centrum uwagi terapeuty i zaproponował szereg niedyrektywnych (czyli bardzo naturalnych, łagodnych, nie kierujących) zasad pracy terapeutycznej. To właśnie Rogers sformułował tzw. triadę terapeutyczną, czyli trzy najważniejsze zasady, które powinien stosować terapeuta. Są to: bezwarunkowa akceptacja klienta i jego świata, empatia i autentyczność. I właśnie Rogers zaproponował, aby nie nazywać wszystkich przychodzących po pomoc osób pacjentami lecz użył słowa ? klient. Miało to słowo zapobiec wspomnianym wcześniej negatywnym skojarzeniom z chorobą i byciem chorym. Podejście to sprawdza się dobrze i pozwala oderwać się od tej lekarskiej asymetrii wynikającej z tradycji traktowania lekarza jako ?naprawiającego? chorego pacjenta. Niestety w języku polskim słowo ?klient? ma z kolei inne niekorzystne skojarzenia. Przede wszystkim kojarzy się mocno komercyjnie z czynnościami handlowymi. Klient to ktoś, kto coś kupuje, nabywca. Klient to także często proszący o coś, właściwie blisko już wtedy jest do słowa ?petent?, a ono ma wyłącznie niekorzystne odniesienia, wynikające z naszych polskich doświadczeń z minionego systemu.

Jak zatem?

Osobiście skłaniam się bardziej ku słowu klient. Być może określenie to przesuwające akcent z choroby na bardziej nie kliniczny stan w jakim znajduje się osoba, odpowiada mojemu podejściu, które z reguły koncentruje się na poszukiwaniu zasobów mogących wspomóc powrót do lepszego funkcjonowania. Mam nadzieję, że z czasem słowo klient, częściej funkcjonujące w świecie psychoterapii i pomocy psychologicznej stanie się bardziej powszechne i osłabi swoje komercyjne skojarzenia.

Psychoterapia Gestalt

Filed under: Psychoterapia — Dominik at 5:28 pm on Thursday, July 10, 2008

Psychoterapia według podejścia Gestalt wywodzi się z nurtu humanistycznego w psychologii i czerpie z jego rdzennego dorobku. Podstawowe założenia są rezultatem połączenia wielu różnych koncepcji psychologicznych takich jak tradycyjna psychoanaliza, psychologia postaci, psychoanaliza interpersonalna, holizm, praca z ciałem, jednak wiodącą rolę odegrało podejście egzystencjalne i fenomenologiczne. Przyjmują one, że człowieka należy rozumieć w kontekście jego niekończących się relacji ze środowiskiem. Istotne jest jak osoba postrzega otaczającą rzeczywistość i na ile potrafi widzieć rzeczy takimi, jakimi są. Stąd pierwotnym celem jaki jednostka ma osiągnąć jest dojście do świadomości tego, czego doświadcza i co robi.

Osoba zdrowa według Gestalt

Podstawowym założeniem terapii Gestalt jest przekonanie, że człowiek ma w sobie potencjał do samoregulacji w środowisku i że jest w pełni świadomy tego, co się dzieje w nim i wokół niego. Celem terapii Gestalt jest osiągnięcie pełnej świadomości, a co za tym idzie, dostęp do większego wyboru. Zdrowienie w rozumieniu Gestalt to zwiększanie tej świadomości, ta z kolei ma umożliwiać realizację naturalnych potencjałów ludzkich czyli samoaktualizację. Gestalt uważa, że zdrowi ludzie z reguły myślą o sobie pozytywnie i żywią wobec siebie pozytywne uczucia. Ich kontakty interpersonalne oparte są na równowadze, a życie twórcze i satysfakcjonujące. Zdrowi ludzie są świadomi swoich potrzeb i starają się twórczo je zaspokajać, nie tracąc przy tym szacunku dla innych i środowiska. Elementem zdrowia jest zdolność do samoregulacji i udzielania sobie samemu wsparcia w przypadku stresu, jak również zdolność do rozpoznawania potrzeby wsparcia ze stronny innych ludzi. Oznacza to nawiązywanie takich relacji, w których nie występuje podporządkowanie, w przeciwieństwie do relacji opartych na całkowitej zależności lub wykorzystaniu partnera. Zdrowi ludzie przyjmują również odpowiedzialność za swoje życiowe wybory i za to, co uczynią ze swoim życiem. Zdrowi ludzi są świadomi swoich doświadczeń, a także swego środowiska i wykorzystują tę świadomość, twórczo przystosowując się do otoczenia.

Jak wygląda praktyka terapeutyczna Gestalt?

Terapia zgodna z Gestalt nakierowana jest na poszerzanie świadomości. W tym celu psychoterapeuta koncentruje uwagę pacjenta na jego bieżących doświadczeniach. Najważniejsze jest to, czego doświadczamy ?tu i teraz? oraz wzajemna relacja. Pacjent zgłaszając się po pomoc zazwyczaj przychodzi z określonym problemem. Często sytuacja jest mocno splątana i towarzyszy jej wiele nierozpoznanych uczuć. Trudno wtedy zachować spokojne i jasne myślenie czy podejmować racjonalne decyzje. Terapeuta pomaga pacjentowi doznać poszczególnych uczuć, sprawdzić ich istotę, zrozumieć prawdziwe znaczenie. Dzięki temu pacjent ma możliwość lepszego poznania i zrozumienia tego co dla niego najważniejsze i jednocześnie eliminacji tego, co nie ma dla niego faktycznego znaczenia. Poprzez koncentrację na ?tu i teraz? uwaga pacjenta skupiona jest na tym, co dla niego najważniejsze. Stosunkowo rzadko rozmowa dotyczy więc przeszłości, tak ważnej np. dla psychoanalizy. Nie oznacza to bynajmniej, że Gestalt całkowicie pomija rolę i znaczenie przeszłych doświadczeń pacjenta lub też jego przyszłych planów. Mają one często istotne znaczenie, jednak Gestalt zawsze rozpatruje je w świetle bieżącej sytuacji osoby. Łatwiej dzięki temu jest pacjentowi uzyskać realne poczucie ich rzeczywistego wpływu na jego życie. To z kolei prowadzi do większej zdolności do podejmowania właściwych dla siebie decyzji i dalszego działania.

Samorealizacja

Filed under: Rozwój osobisty — Dominik at 12:56 pm on Tuesday, July 1, 2008

Kiedy człowiek jest szczęśliwy? Z pewnością jest wiele kryteriów, na podstawie których ludzie uznają swoje życie za szczęśliwe i dobre. Dla jednych będzie to dobre zdrowie, dla innych spełnione życie rodzinne, dla jeszcze innych zasobny portfel. Różne ludzkie potrzeby układają się w pewną hierarchię, którą psycholog Abraham Maslow przedstawił w postaci piramidy.

Piramida ludzkich potrzeb

Podstawowym prawem opisującym pojawianie się potrzeb, jest zasada, która uznaje iż potrzeby zaspokajane są w kolejności od dołu. Brak zaspokojenia potrzeb na określonym poziomie, uniemożliwia pojawienie się potrzeb znajdujących się wyżej. I tak u podstawy piramidy leżą potrzeby najbardziej elementarne, związane z naszym biologicznym funkcjonowaniem, a zatem są to potrzeby pożywienia, powietrza, snu, seksu. Gdy nie zostaną one spełnione osoba nie będzie przejawiać potrzeb znajdujących się na wyższym poziomie. Na nim z kolei znajdują się potrzeby związane z bezpieczeństwem i przynależnością ? chcemy czuć bezpieczeństwo, zarówno fizyczne jak i emocjonalne, chcemy nawiązywać różne relacje z innymi ludźmi, zarówno przyjacielskie jak i bliższe, intymne. Kolejnym poziomem w hierarchii potrzeb są potrzeby uznania, szacunku, estetyki ? w pewnym momencie życia ważne staje się dla nas, aby ludzie nas szanowali, cenili za coś, aby nasze dokonania zyskiwały uznanie innych osób. Ostatnie, najwyższe poziomy w hierarchii potrzeb zajmują potrzeby związane z samorealizacją i transcendencją. Kiedy spełnione zostaną potrzeby znajdujące się na niższych piętrach, pojawia się często potrzeba dalszego rozwoju indywidualnych zdolności, osiągania pełni zadowolenia z życia, posiadania głębszego zrozumienia sensu istnienia, własnej roli w świecie.

Czy mnie to dotyczy?

Wydawać mogłoby się, że samorealizacja dotyczy małej grupy osób, mających wszystko lub osób obdarzonych szczególnymi talentami. Nic bardziej mylnego. W naszym kręgu kulturowym i geograficznym zdecydowanej większości ludzi udaje się z powodzeniem zaspokoić potrzeby znajdujące się na niższych i środkowych piętrach piramidy. Począwszy od wczesnej dorosłości, czyli wieku około 30 lat sytuacja zawodowa i rodzinna pozwala najczęściej na życie na satysfakcjonującym poziomie. Właśnie wtedy pojawiają się najczęściej pytania o rzeczywisty cel i sens życia, o to jak żyć pełniej i lepiej, jak być w pełni człowiekiem.

Człowiek czyli kto?

Abraham Maslow twierdził, że osiąganie i spełnianie potrzeby samorealizacji najpełniej wyraża osobę. Podał listę dziewiętnastu cech, jakimi charakteryzują się osoby samorealizujące się. Są wśród nich takie charakterystyki jak: posiadanie własnego, trwałego systemu wartości, umiejętność zdrowego i bezpiecznego funkcjonowania w relacjach interpersonalnych, zdolność do otwartego i spontanicznego postrzegania otaczającej człowieka rzeczywistości, świadomość własnych silnych stron ale i słabości, zdolność do łączenia pozornie sprzecznych zjawisk takich jak pracowitość i zdrowe lenistwo bądź towarzyskość i potrzebę okresowej samotności. Osiągając i rozwijając wymienione przez Maslowa cechy osoba jest zdolna łatwiej i bezpieczniej stawiać czoło rzeczywistości, utrzymuje zdrowe i satysfakcjonujące związki z innymi ludźmi, potrafi żyć w zgodnie ze swoimi pragnieniami i potrzebami, ma silne poczucie własnej wartości oraz swojego miejsca w życiu. Wszystkie te wskaźniki są często traktowane jako zjawiska wpływające na jakość życia i poczucie życiowej satysfakcji.

Finally
Creative Commons License photo credit: phlora

Psycholog u psychologa

Filed under: Psychologia, Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 8:08 pm on Friday, June 6, 2008

Czasami kiedy rozmawiam z ludźmi, którzy wiedzą, że zajmuję się psychologią i wspominam o tym, że to czy tamto działo się na mojej terapii własnej, na ich twarzach maluje się zdumienie. ?Jak to? To psycholog też chodzi do psychologa? To jak ma pomagać innym skoro sam ma problemy?? Takie i podobne pytania padają często i z pozoru są uzasadnione. To jak to jest?

Psycholog też człowiek

Przede wszystkim, psycholog to człowiek z krwi i kości, przeżywający takie same emocje jak inni ludzie. Jemu także przytrafiają się problemy i trudne, wymagające sytuacje. Oczywiście, dysponuje większą wiedzą na temat mechanizmów psychicznych człowieka, jednak nie oznacza to, że wszystkim życiowym wymaganiom stawia czoło bez wysiłku. Lubię zawsze dla ilustracji użyć metafory z chirurgiem. Może mieć znakomitą wiedzę na temat tej dziedziny i na koncie setki udanych operacji, jednak to nie zabezpieczy go i nie oznacza, że nigdy nie złamie ręki.

Naprawa siebie

Tak jak życiowe problemy przytrafiają się wszystkim ludziom, tak praktycznie trudno znaleźć osobę, o której można jednoznacznie powiedzieć, że nic nie sprawia jej trudności, ze wszystkim sobie radzi i niczego nie chciałaby u siebie zmienić. Owszem, są takie osoby i szczerze gratuluję im takiej sytuacji. Do takiego stanu zmierza mniej więcej każda psychoterapia. Zdecydowana jednak większość ludzi odniosłaby korzyści z pewnej introspekcji i zwiększenia wiedzy na swój temat. To samo tyczy się także psychologów. Poddając się terapii własnej mają szansę przyjrzeć się lepiej sobie i skorygować ewentualne niekorzystne wzorce. Dzięki temu łatwiej też jest im później pomagać ludziom.

Psycholog jako uczeń

Kolejnym, bynajmniej nie mniej ważnym aspektem jest również fakt, że uczestniczenie w terapii własnej jako pacjent, jest też dla psychologa doskonałą nauką zawodu. Jest to na tyle istotne zagadnienie, że praktycznie wszystkie szkoły terapeutyczne wymagają wręcz, aby w trakcie studiów przyszły terapeuta odbył wymaganą ilość godzin terapii własnej. Pozawala mu to poznać i poczuć ze strony pacjenta jak oddziaływają na niego różne narzędzia warsztatu psychoterapeuty. Ma to doniosłe znaczenie dla jego przyszłego stylu pracy z własnymi pacjentami. Nie wyobrażam sobie pracy w tym zawodzie bez doświadczenia własnego.

« Previous PageNext Page »