Na Pan/Pani czy po imieniu?
Kiedy klient i psycholog spotykają się po raz pierwszy, są dla siebie w naturalny sposób całkowicie obcymi osobami. Jest zrozumiałe, że odnoszą się do siebie wykorzystując najpowszechniejszą w języku polskim formę grzecznościową: Pan lub Pani. Po kilku spotkaniach, zwłaszcza jeśli przyjmują one później formę psychoterapii, czyli bardziej długoterminowego oddziaływania, osoby te mocno się do siebie zbliżają. Budująca się relacja między dwoma osobami, najważniejszy czynnik leczniczy w pomocy psychologicznej sprawia, że trudno już te osoby traktować jako obce sobie.
Czy możemy sobie mówić po imieniu?
W pewnym momencie rozwoju relacji terapeutycznej może się pojawić pomysł przejścia na formę bardziej bezpośrednią: mówienie sobie po imieniu. Czy jest to możliwe, często praktykowane, wskazane? Odpowiedź na te pytania nie jest taka prosta i oczywista. Po pierwsze – wiele zależy od szkoły i podejścia terapeutycznego w jakim pracuje terapeuta. Jeśli będzie to ortodoksyjna analiza, to przejście na formę ‘per Ty’ nigdy raczej nie nastąpi. Podejście to zakłada niemalże ustawiczne frustrowanie klienta i utrzymanie formy oficjalnej z pewnością będzie jednym z elementów tej strategii. Na przeciwległym krańcu znajdować się będą humanistyczne podejścia terapeutyczne z terapią zorientowaną na osobę i Gestaltem na czele. Systemy te aprobują skracanie dystansu z klientem i przy prawidłowym rozwoju relacji, przejście na mówienie sobie po imieniu jest kwestią czasu. Podsumowując, przejście na formę bardziej bezpośrednią jest w większości podejść terapeutycznych akceptowane, jednak następuje w różnym czasie.
Kiedy, kiedy, kiedy?
Moment przejścia na formę mówienia sobie po imieniu jest raczej wyznaczany dynamiką rozwoju relacji niż konkretnym upływem czasu, np. sześciu miesięcy. Z mojej wiedzy i praktyki wynika, że nie często następuje przed upływem roku, co nie znaczy, że nie jest to możliwe. Decyzja o mówieniu do siebie w taki sposób to nie tylko zmiana formy grzecznościowej lecz decyzja o przejściu na głębszy poziom relacji, oznaczający z reguły już dość zaawansowany jej etap. Mówienie sobie po imieniu oznacza zezwolenie na jeszcze większą intymność pomiędzy klientem a terapeutą. Terapeuta decydując się na taki krok spodziewa się, że dystans między nim a klientem najpewniej się zmniejszy. W odpowiednim momencie procesu terapeutycznego może to przynieść klientowi wiele korzyści.
Kto proponuje?
Pomysł na przejście na formę imienną może mieć zarówno klient jak i terapeuta. Jeśli wyjdzie z taką propozycją terapeuta, ma to na celu najczęściej wspomnianą wyżej pomoc w pogłębieniu relacji. Jeśli pomysł wyjdzie ze strony klienta, może on ku temu mieć różne przesłanki. W niektórych sytuacjach może się zdarzyć, że terapeuta się nie zgodzi na taki krok w tym akurat momencie terapii. Na pewno ma to określone uzasadnienie i można do tego pomysłu wrócić w przyszłości.
