<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	>

<channel>
	<title>Psychologium</title>
	<atom:link href="http://www.psychologium.net/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.psychologium.net</link>
	<description>Just another WordPress weblog</description>
	<pubDate>Wed, 01 Feb 2012 05:51:48 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.5</generator>
	<language>en</language>
			<item>
		<title>Koncert na dwie harfy</title>
		<link>http://www.psychologium.net/koncert-na-dwie-harfy/</link>
		<comments>http://www.psychologium.net/koncert-na-dwie-harfy/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 01 Feb 2012 05:51:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dominik</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Psychoterapia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.psychologium.net/?p=48</guid>
		<description><![CDATA[
Trafiają do mnie osoby reprezentujące różne profesje i różne zamiłowania. Problemy i trudne sprawy nie omijają nikogo, pracowałem więc już między innymi z nauczycielami, lekarzami, kierowcami, artystami i studentami różnych kierunków. Z każdą z takich osób próbuję nawiązać kontakt, który ułatwi nam zajęcie się doświadczanymi trudnościami, które były powodem przyjścia do gabinetu. Zazwyczaj na początkowym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>
Trafiają do mnie osoby reprezentujące różne profesje i różne zamiłowania. Problemy i trudne sprawy nie omijają nikogo, pracowałem więc już między innymi z nauczycielami, lekarzami, kierowcami, artystami i studentami różnych kierunków. Z każdą z takich osób próbuję nawiązać kontakt, który ułatwi nam zajęcie się doświadczanymi trudnościami, które były powodem przyjścia do gabinetu. Zazwyczaj na początkowym etapie spotkań, staram się pokazać na czym polega idea pracy psychoterapeutycznej nad własnymi sprawami oraz czego można oczekiwać od terapeuty. Czasami udaje mi się znaleźć zgrabną metaforę opisującą jak klient może rozumieć swoją obecną, niezadowalającą sytuację, jak będzie wyglądał proces zdrowienia i co będzie temu procesowi sprzyjało. Najbardziej przemawiające do wyobraźni są oczywiście takie metafory, które tematycznie pochodzą z jakiejś części świata klienta. O jednej z takich, którą udało nam się kiedyś wspólnie z klientem wypracować chciałbym teraz napisać. </p>
<p>Brakujące dźwięki </p>
<p>Przesympatyczny młody człowiek z którym kiedyś pracowałem zajmował się muzyką. Potrafił grać na różnych instrumentach. Czasami dla łagodnego wejścia w temat rozmawialiśmy chwilę o muzyce, jako że i mnie jest ona bardzo bliska. Chcąc przedstawić mu moją wizję pracy terapeutycznej porównałem człowieka do harfy. Harfa to piękny, dostojny instrument, wydający przyjemne dźwięki. Żeby jednak można było na nim ładnie zagrać, musi być dobrze nastrojony, musi także posiadać wszystkie struny aby można było zagrać każdy dźwięk z gamy. Kiedy człowiek jest zdrowy, swoje najważniejsze sprawy ma poukładane i uspokojone, jest właśnie taką kompletną harfą. Może znaleźć się w różnych sytuacjach i będzie potrafił elastycznie zareagować, czyli zagrać jak harfa każdą melodię. Jednak osoby, które trafiają do gabinetu, najczęściej przeżywają trudności w różnych sytuacjach i razem z klientem zobaczyliśmy je jako harfy, które nie potrafią zagrać każdej melodii. Być może posiadają struny w jakimś stopniu rozstrojone. Być może nawet brakuje niektórych strun, a nie wykluczone, że czasem w ich miejsce zamontowane zostało coś zastępczego, co ma strunę udawać. Na takiej harfie trudno jest grać, a wydobycie niektórych dźwięków może być zupełnie niemożliwe. </p>
<p>Naprawa harfy </p>
<p>Na samym początku staramy się dokładniej przyjrzeć harfie. Co źle działa, czego brakuje, co jest być może niepotrzebne? W jakich sytuacjach osoba przeżywa trudności, co je powoduje, jakie to wyzwala reakcje? Takie pytania pozwalają namierzać trudności. Czasami odkrywamy bolesną prawdę o stratach i urazach jakie osoba poniosła w różnych sytuacjach swojego życia. To one najczęściej powodują trudności w późniejszym radzeniu sobie z podobnymi sytuacjami. Często wystarczy odkryć i dobrze dostroić niewłaściwie brzmiącą strunę. Czasem jednak deficyt jest większy i należy popracować nad założeniem nowej struny, wypracowaniem nowej umiejętności, która będzie mogła zostać włączona do repertuaru zachowań osoby, tak jak brakująca struna zamocowana w harfie. Często okazuje się też, że aby skompensować powstałe deficyty, zamontowane zostały różne sznurki i linki, mające zastąpić brakujące struny. Są to różnego rodzaju przekonania, strategie, normy i rozwiązania, które ludzie stosują aby niezbyt efektywnie radzić sobie z rzeczywistością. Zazwyczaj pochodzą one od innych osób z którymi na różnych etapach rozwoju mieliśmy kontakt – rodziców, bliskich, partnerów. Jeśli nie dostroimy ich do pozostałych naszych strun będą nadal brzmiały obco, sztucznie i nie sprawdzą się w życiu. Czasem mogą też zupełnie nie pasować do nas i wtedy lepiej jest to sobie uświadomić i z nich zrezygnować. </p>
<p>Dwie harfy </p>
<p>Jeśli pozostaniemy w estetyce naszej metafory to terapeuta także jest harfą. W procesie swojej edukacji uczy się o tym jak harfy wyglądają, co może się z nimi dziać, jak mogą odzyskiwać swoje piękno. W procesie terapii własnej poznaje samego siebie i porządkuje swoje sprawy czyli struny i ogólny stan. Dzięki temu może pomóc klientowi w naprawianiu swojej harfy. Psychoterapia przyjmuje więc często postać tytułowego koncertu, spotkania, kiedy dwie osoby są w bliskiej relacji. W jej ramach klient może poznawać siebie, grać na swoich strunach, wydobywać różne dźwięki, porównywać je z dźwiękami pochodzącymi od innej osoby. I nie jest to wcale przesądzone, że terapeuta stanowi jakiś idealny wzorzec, czy punkt odniesienia, chociaż dobrze, gdyby przynajmniej w podstawowych sprawach tak było. Największą wartością takiego spotkania jest to, co dzieje się między dwoma osobami oraz jakie doświadczenie z niego wynika. Jak się bowiem okazuje, bardzo często korzystają na tym i jest to rozwijające, dla obydwu stron. </p>
<p><a href="http://www.flickr.com/photos/85331096@N00/6766189391/" title="Martha's harp" target="_blank"><img src="http://farm8.static.flickr.com/7165/6766189391_a47aca8fba_m.jpg" alt="Martha's harp" border="0" /></a><br /><small><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc/2.0/" title="Attribution-NonCommercial License" target="_blank"><img src="http://www.psychologium.net/wp-content/plugins/photo_dropper/images/cc.png" alt="Creative Commons License" border="0" width="16" height="16" align="absmiddle" /></a> <a href="http://www.photodropper.com/photos/" target="_blank">photo</a> credit: <a href="http://www.flickr.com/photos/85331096@N00/6766189391/" title="thomas hull" target="_blank">thomas hull</a></small></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.psychologium.net/koncert-na-dwie-harfy/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Zaklinanie rzeczywistości</title>
		<link>http://www.psychologium.net/zaklinanie-rzeczywistosci/</link>
		<comments>http://www.psychologium.net/zaklinanie-rzeczywistosci/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Dec 2011 07:40:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dominik</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Psychologia]]></category>

		<category><![CDATA[Psychoterapia]]></category>

		<category><![CDATA[Rozwój osobisty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.psychologium.net/?p=47</guid>
		<description><![CDATA[
Tym razem mamy już początek grudnia czyli głęboką jesień, pomyślałem więc, że na taką porę roku dobry będzie tekst nieco poważniejszy niż ostatnie dwa. Właściwie nigdy nie byłem specjalnym wielbicielem jesieni, moja pora roku to wiosna i wczesne lato. Dlatego zazwyczaj kiedy dni zaczynały robić się coraz krótsze, moje nastawienie odnośnie otaczającej aury stawało się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
<p>Tym razem mamy już początek grudnia czyli głęboką jesień, pomyślałem więc, że na taką porę roku dobry będzie tekst nieco poważniejszy niż ostatnie dwa. Właściwie nigdy nie byłem specjalnym wielbicielem jesieni, moja pora roku to wiosna i wczesne lato. Dlatego zazwyczaj kiedy dni zaczynały robić się coraz krótsze, moje nastawienie odnośnie otaczającej aury stawało się z każdym dniem coraz mniej przychylne, delikatnie mówiąc. Nie znamy jednak póki co skutecznego sposobu na ominięcie mniej lubianych pór roku. Nie pozostaje zatem pewnie nic innego, jak nauczyć się z ich obecnością żyć. Moje przemyślenia na ten temat doprowadziły mnie do punktu, w którym stwierdziłem, że mimo iż za jesienią nie przepadam, to jej istnienie ma jakiś sens. Chociażby taki, że przyroda potrzebuje odpoczynku i oczyszczenia po intensywnym lecie. Co jednak ma wspólnego istnienie jesieni z życiem i psychoterapią? </p>
<p>Sens </p>
<p>Tak jak w przyrodzie zmienność pór roku pełni jakieś funkcje, tak i nasze życie przebiega w określony sposób i ma swoją logikę. Przytrafiają nam się różne zdarzenia – i pozytywne i negatywne, takie których sobie życzymy i takie, których wolelibyśmy uniknąć. Zazwyczaj nie podoba nam się, kiedy coś nie idzie po naszej myśli i często złościmy się z tego powodu. Obwiniamy wtedy często o zaistniałą sytuację inne osoby, okoliczności zewnętrzne, los i wiele innych możliwych czynników. Czy potrafimy jednak dostrzec nasz udział w takim a nie innym zdarzeniu? Czy w szerszej perspektywie udaje się dostrzec jakieś zależności i powtarzające się sytuacje? O czym mogą one świadczyć? Czy mają one jakiś głębszy sens czy są może jednak tylko szeregiem przypadkowych zdarzeń? </p>
<p>&#8216;To się wtedy nie domknie&#8217; </p>
<p>Nie dalej jak dwa tygodnie temu usłyszałem od człowieka ważnego w moim zawodowym życiu zdanie, które na długo ze mną zostało. Rozmawiając o pracy z klientami zadałem mu pytanie brzmiące: &#8216;a co jeśli klient koniecznie chce wyjść ze swoim pomysłem na rozwiązanie konkretnej sytuacji, a ja mam prawo przypuszczać (choć praktycznie nigdy nie ma takiej pewności!), że to nie jest jednak dobry pomysł?&#8217;. Usłyszałem spokojną odpowiedź: &#8216;być może musi sam to sprawdzić. I jeśli faktycznie to nie jest dobry pomysł, to się mu to wtedy nie domknie&#8217;. Proste, prawda? </p>
<p>Gdzie ten sens? </p>
<p>Życie jest mądre, ma swój sens i dzieje się zgodnie ze swoimi prawami. Jeśli będziemy próbowali je naginać, być może w krótkiej perspektywie coś nam się uda. Możemy na przykład podkolorować fakty w CV chcąc otrzymać konkretną pracę, albo lekko zmanipulować partnera, żeby z nim być lub coś od niego uzyskać, możemy także udawać coś przed sobą, po to zrealizować jakiś swój plan. To właśnie nazywam zaklinaniem rzeczywistości. Czy w dłuższej perspektywie to się jednak opłaci? Nie mam tu bynajmniej na myśli kwestii moralnych, odnoszę się jedynie do psychologicznych konsekwencji takich strategii, które jak się okazuje, ostatecznie zwracają się przeciwko nam samym. Drogi na skróty rzadko się sprawdzają. Przykładowo, wielu młodych ludzi, absolwentów ma obecnie trudności ze znalezieniem pracy. Czy winny jest tylko kryzys? A co z jakością studiów i własnym zaangażowaniem w naukę? Mam okazję czasem z takimi osobami rozmawiać i często niepokoi mnie podejście o jakim słyszę: po co się tego uczyć, to jest nieprzydatne, ważne żeby zdać i mieć spokój. Jestem przekonany, że każdy w swoim życiu codziennie dokonuje swoimi decyzjami wyborów: czy respektuję prawa życia, czy próbuję je dostosować do siebie? </p>
<p>Sens w gabinecie </p>
<p>Podczas pracy terapeutycznej klient szuka rozwiązań dla swojej sprawy, z którą przyszedł. Najwartościowsze są te odkrycia, których sam dokona. Jeśli wspólna z terapeutą praca jest prowadzona uważnie, większość z tych odkryć ma szansę być dobrze sprawdzona i zazwyczaj wnoszą one określoną wartość w życie klienta. Czasem jednak pomysły nie są trafione i mimo wyczuwalnego braku energii w kierunku takiej propozycji, klient decyduje się zastosować takie rozwiązanie. Takie zaklinanie rzeczywistości najczęściej ma małe szanse na powodzenie. Zazwyczaj źle załatwiona sprawa odezwie się ponownie, często z większą siłą. Jest na szczęście jednak pewne pocieszenie. Nawet jeśli takie rozwiązanie się nie sprawdzi, to klient staje się bogatszy o nową wiedzę o tym co NIE zadziałało. Ostatecznie, przy odpowiedniej uważności, jest więc to nadal szansa na nauczenie się czegoś ważnego o życiu. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.psychologium.net/zaklinanie-rzeczywistosci/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Moja szafa z ubraniami</title>
		<link>http://www.psychologium.net/moja-szafa-z-ubraniami/</link>
		<comments>http://www.psychologium.net/moja-szafa-z-ubraniami/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 02 Oct 2011 16:28:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dominik</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Psychologia]]></category>

		<category><![CDATA[Rozwój osobisty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.psychologium.net/?p=46</guid>
		<description><![CDATA[Mam w domu dużą szafę na ubrania, taką w zabudowie. Jest w niej sporo miejsca, jednak jestem typem osoby, która lubi kupować ubrania i często robię to pod wpływem impulsu. Skutek jest taki, że szafa dosyć szybko się zapełnia i zaczyna brakować w niej miejsca. Istnieje pewien potencjał dalszego upychania ubrań w szafie, jednak i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mam w domu dużą szafę na ubrania, taką w zabudowie. Jest w niej sporo miejsca, jednak jestem typem osoby, która lubi kupować ubrania i często robię to pod wpływem impulsu. Skutek jest taki, że szafa dosyć szybko się zapełnia i zaczyna brakować w niej miejsca. Istnieje pewien potencjał dalszego upychania ubrań w szafie, jednak i on ma swoje granice. Wtedy jest już w niej bardzo ciężko coś zarówno schować, jak i znaleźć. </p>
<p>Tłok </p>
<p>Jest nieznośny. Ubrania powciskane na siłę, rzadko wcześniej wyprasowane. A nawet jeśli wyprasowane, to przez ten brak miejsca i tak się pogniotą i nie nadają do założenia prosto po wyjęciu z szafy. Podchodząc do tak zapchanej szafy czuję od razu jakiś rodzaj zniechęcenia, zawirowania i zauważyłem, że moje nastawienie do nowego dnia na tym cierpi. Chaos chyba mi nie służy. </p>
<p>Porządki </p>
<p>Wpadłem więc na prosty pomysł. Raz do roku staję przed moją szafą i otwieram ja na oścież. Przez chwilę przyglądam się jej w takim zapchanym stanie i zbieram w sobie energię do czynu. Zaczynam wyjmować wszystko na zewnątrz - z każdej półki i wieszaka po kolei. Systematycznie półka po półce, przegroda po przegrodzie, wszystko ląduje na podłodze. Dzięki tej radykalnej akcji mam możliwość zobaczyć dokładnie, co i w jakim stanie stanowi aktualnie zawartość mojej szafy. Całe to przedsięwzięcie ma oczywiście jeden cel – zrobić w szafie więcej miejsca na nowe ubrania. W związku z tym, czegoś muszę się jednak pozbyć. Klucz jest bardzo prosty – używając terminologii handlowej, sprawdzam rotację każdej z rzeczy. Rotację, czyli jak często nosiłem ją w ciągu ostatniego roku. Jeśli więcej niż raz, rzecz wraca do szafy. Jeśli ani razu w ciągu ostatniego roku, ale rzecz nadal mi się podoba – także, aczkolwiek warunkowo, wraca do szafy. Jeśli coś ewidentnie mi się już nie podoba, lub nie nosiłem tego znacznie dłużej niż rok – musimy się pożegnać. Odkładam rzecz na bok. Jak się okazuje, po każdej takiej akcji zbiera się dość pokaźna górka ubrań, których już nie noszę, nie mam więc z nich pożytku, zajmują tylko przestrzeń. Ich dalszy los czeka na nie w pojemnikach na odzież, ustawianych przez organizacje pomocowe. </p>
<p>Porządek </p>
<p>Zauważyłem przedziwną zależność. Po każdym czyszczeniu szafy coś się dzieje i zmienia w moim życiu. Pojawia się nowa energia, sprawy życiowe stają się przejrzystsze i prostsze. Łatwiej dostrzec mi ich prawdziwą naturę, łatwiej podejmować decyzje. Podobnie jak w szafie - w mojej psychice pojawia się przestrzeń na nowe doświadczenie. W jakiś magiczny sposób pozbycie się ‘zapychaczy’ z szafy pomaga mi pozbyć się różnych spraw, myśli, niedokończonych tematów zarówno w głowie jak i w życiu. Na swojej życiowej drodze zbieramy przecież mnóstwo różnych doświadczeń, wspomnień, zapisów. Wiele z nich dobrze nam służy, uczymy się dzięki temu świata i jego zasad. Znaczna jednak część to zupełnie niepotrzebny balast, którego utrzymanie pochłania bardzo dużo naszej energii. W procesie psychoterapii mówimy często o domykaniu nie zakończonych spraw, dzięki czemu przestają one być tak dużym obciążeniem. Mam wrażenie, że w nie do końca dla mnie jasny sposób, porządki w szafie z ubraniami mają dużo wspólnego z porządkami w psychice. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.psychologium.net/moja-szafa-z-ubraniami/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Pizza z dostawą na plażę</title>
		<link>http://www.psychologium.net/pizza-z-dostawa-na-plaze/</link>
		<comments>http://www.psychologium.net/pizza-z-dostawa-na-plaze/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Aug 2011 06:10:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dominik</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Psychologia]]></category>

		<category><![CDATA[Rozwój osobisty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.psychologium.net/?p=45</guid>
		<description><![CDATA[Jako że czas na kolejny artykuł wypadł dokładnie w połowie wakacji, postanowiłem że powstanie tekst trochę swobodniejszy i luźniej związany z psychologią i psychoterapią, mający jednak oczywiście pewne odniesienia do spraw psychologicznych czy rozwoju osobistego. Sam także wróciłem kilka dni temu z wyprawy nad nasze polskie morze i pewne nowe zjawisko, które zaobserwowałem, skłoniło mnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jako że czas na kolejny artykuł wypadł dokładnie w połowie wakacji, postanowiłem że powstanie tekst trochę swobodniejszy i luźniej związany z psychologią i psychoterapią, mający jednak oczywiście pewne odniesienia do spraw psychologicznych czy rozwoju osobistego. Sam także wróciłem kilka dni temu z wyprawy nad nasze polskie morze i pewne nowe zjawisko, które zaobserwowałem, skłoniło mnie do podzielenia się kilkoma refleksjami. </p>
<p>Zimne napoje! Gotowana kukurydza! </p>
<p>Od wielu lat nieodłącznym elementem plażowego krajobrazu w Polsce są niestrudzeni wędrowcy oferujący różne produkty spożywcze, do zakupu których nawołują w mniej lub bardziej oryginalny sposób. Począwszy od zimnych napojów, przez gorącą kawę, gotowany bób i jagodzianki, naprawdę na różne sposoby możemy zaspokoić głód i pragnienie, praktycznie nie podnosząc się z kocyka. Może to i wygodne, choć spotkałem się też z licznymi zdaniami, że częste migracje kolejnych sprzedawców oraz ich wokalne popisy, dla wielu osób są po jakimś czasie irytujące. Mnie osobiście zawsze było naprawdę szkoda tych osób, które w upale, grzęznąc w piasku, decydują się przemierzać plaże, dźwigając ciężkie, plastikowe lodówki. W tym roku zaskoczyło mnie jednak pewne novum: </p>
<p>Pizza, hamburgery, kebab! </p>
<p>Co takiego? Pizza i kebab na plaży? Czy oni to niosą w tych lodówkach? Jak będzie wyglądało to jedzenie po godzinie noszenia na plaży? Takie myśli błyskawicznie przemknęły mi przez głowę. Podniosłem się więc z ręcznika, aby zaobserwować jak realizowana jest sprzedaż takich artykułów. I tu znaczne zaskoczenie. Okazało się, że ktoś wpadł na pomysł zbierania zamówień na nieco bardziej konkretne dania w postaci pizzy czy hamburgerów i dostarczanie ich na plażę z pobliskiego baru. W pierwszej chwili odezwała się we mnie nutka biznesowa i pomyślałem, że bardzo sprytnie ktoś znalazł niszę w tym plażowym biznesie i zaproponował coś zupełnie nowego. Po chwili jednak pomyślałem w zupełnie inny sposób: </p>
<p>Co jeszcze możemy zrobić za ciebie? </p>
<p>Czy w tym pomyśle nie idziemy jednak za daleko? Czy oferowanie kolejnych propozycji, które mogą znaleźć się pod naszym nosem bez ruszania się z miejsca jest udanym przedsięwzięciem? Czy pozbawianie się własnego działania w czynności nawet tak prozaicznej jak zapewnienie sobie posiłku jest dla nas korzystne? Jakiś czas temu w tekście <a href="http://www.psychologium.net/Podmiotowosc-kapitanem"> Podmiotowość, czyli kto tu jest kapitanem </a>   pisałem o korzystnych skutkach poczucia własnego sprawstwa. Różne badania wskazują, że ludzie lepiej się czują kiedy mają kontrolę nad swoim życiem i czują, że decyzje, które podejmują są ich własnymi decyzjami. Czy rezygnacja z własnej aktywności w imię wygody na pewno nam się opłaci? Pomijam aspekt wysiłku fizycznego, który stanowi wartość samą w sobie, ale czy nie lepiej udać się po plaży na mały spacer po to, aby samodzielnie wybrać, gdzie zjemy nasz posiłek i co nim będzie? Czy naprawdę warto rezygnować z samodzielnego sięgania po to, czego potrzebujemy miast przyzwyczajać się do bardziej pasywnego sposobu realizowania naszych potrzeb? Mam nadzieję, że za jakiś czas nasze życie nie będzie wyglądało tak, że będziemy pracować z domu, robić zakupy z domu, oglądać filmy w domu, zwiedzać Luwr w domu i spotykać się ze znajomymi na videoczatach czekając aż ktoś zaproponuje nam kolejną, nie wymagającą ruchu ani własnego wyboru rozrywkę. Aby się do tego nie przyczyniać, na pyszną rybkę wraz ze znajomymi udaliśmy się samodzielnie, po drodze dyskutując, w którym barze zakotwiczymy ☺ </p>
<p><a href="http://www.flickr.com/photos/89138584@N00/5996426367/" title="IMG_9907" target="_blank"><img src="http://farm7.static.flickr.com/6028/5996426367_331177d65b_m.jpg" alt="IMG_9907" border="0" /></a><br /><small><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc/2.0/" title="Attribution-NonCommercial License" target="_blank"><img src="http://www.psychologium.net/wp-content/plugins/photo_dropper/images/cc.png" alt="Creative Commons License" border="0" width="16" height="16" align="absmiddle" /></a> <a href="http://www.photodropper.com/photos/" target="_blank">photo</a> credit: <a href="http://www.flickr.com/photos/89138584@N00/5996426367/" title="bitchcakesny" target="_blank">bitchcakesny</a></small> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.psychologium.net/pizza-z-dostawa-na-plaze/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Psychoterapia  - refleksja</title>
		<link>http://www.psychologium.net/psychoterapia-refleksja/</link>
		<comments>http://www.psychologium.net/psychoterapia-refleksja/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 04 Jun 2011 21:13:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dominik</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Psychologia]]></category>

		<category><![CDATA[Psychoterapia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.psychologium.net/?p=44</guid>
		<description><![CDATA[Mam dobrą znajomą, z którą kontakt jest dla mnie zawsze wyjątkowym wydarzeniem. Mógłbym powiedzieć, że poznaliśmy się przypadkiem, choć jestem głęboko przekonany, że takimi zdarzeniami nie przypadki rządzą. Zazwyczaj rozmawiamy na tematy ludzkie, życiowe, psychologiczne i psychoterapeutyczne. Ponieważ jej wiedza i osobiste doświadczenia z pracy z kilkoma terapeutami wydały mi się niezwykle dojrzałe i wartościowe, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mam dobrą znajomą, z którą kontakt jest dla mnie zawsze wyjątkowym wydarzeniem. Mógłbym powiedzieć, że poznaliśmy się przypadkiem, choć jestem głęboko przekonany, że takimi zdarzeniami nie przypadki rządzą. Zazwyczaj rozmawiamy na tematy ludzkie, życiowe, psychologiczne i psychoterapeutyczne. Ponieważ jej wiedza i osobiste doświadczenia z pracy z kilkoma terapeutami wydały mi się niezwykle dojrzałe i wartościowe, poprosiłem ją o spisanie kilku swoich refleksji na temat psychoterapii. Oto co napisała, w całkowicie oryginalnej formie: </p>
<p>***<br />
‘Nasze granice wyznaczone są tylko przez nasze lęki.&#8217;<br />
[Yannik Noah] </p>
<p>‘Skrajny’ profesjonalizm jaki zauważałam na terapii to trzymanie się do ‘bólu’ drogi wytyczonych celów, granic relacji, czasu spotkań, kontaktów między sesjami, częstotliwości spotkań, płatności itp. Kiedyś wydawało mi się to dobre, dzisiaj jawi mi się jako nieżyciowe. Życie jest pełnie nieprzewidywalności, niejednoznaczności i sztuką jest umieć tak modyfikować drogę do celu i swoje cele aby osiągnąć to czego się pragnie. Terapia jest sztuczną, niesymetryczna relacją. Od klienta terapeuta oczekuje szczerości i spontaniczności oraz zachowań jak w codziennych relacjach. Wobec tego czy taki profesjonalizm pomaga i czy pomoże w urealnieniu relacji? Czy ją oddali od życia i rzeczywistości? Komu pomaga? Źle się czułam w profesjonalnym kontakcie i zawsze miałam to głębokie poczucie nierealności, odłączenia od życia, momentami wręcz przedmiotowości mojej osoby. Dużym wewnętrznym szokiem było, gdy zamiast wyczuwalnego przeze mnie suchego ‘musiało być Pani trudno’ od ‘profesjonalnego’ terapeuty, mogłam doświadczyć ciszy i poczucia bycia ze mną w doświadczeniu ze strony empatycznego terapeuty. Empatia pomogła mi poczuć samego siebie, pomogła mi być realnie w relacji, pomogła mi w odsłanianiu siebie, zachęcała do otworzenia się na kontakt. Paradoksalnie przy empatycznym terapeucie potrzeba ścisłego i konkretnego omawiania granic nigdy nie miała miejsca, granice same się pojawiały i nie potrzebne były dodatkowe zasady. Na terapii czułam coś prawdziwego i faktycznie terapia stała się częścią mojego życia, czułam że jestem ‘w’ terapii. W przypadku pierwszym, odbierałam taki kontakt tak jakbym byłam ‘na’ terapii będącej amboną, na której obserwowałam moje życie z dystansu zmieniając coś na odległość. </p>
<p>‘To absurd twierdzić, że człowiek jest dobry albo zły. Człowiek jest i dobry, i zły.’<br />
[Elbert Green Hubbard] </p>
<p>Czy jesteśmy niewolnikami swoich popędów i doświadczeń z przeszłości, czy jest w nas dobro do którego docieramy i umiemy się nim dzielić z innymi? Pamiętam kiedyś wracałam z każdej sesji wewnętrznie zdruzgotana, z tą jedną chroniczną myślą ‘jestem całkowicie zła’ oraz manipuluję wszystkimi abym zaspokajali moje potrzeby. Po roku takich analiz zauważyłam w sobie coraz większą potrzebę ukrywania przed terapeutą moich planów, myśli, odczuć czy też wydarzeń dnia codziennego. Czułam, że wszystko co robię jest niedobre, a moja terapeutka jest po to aby mi pokazywać wszystkie ‘złe’ elementy mnie. Brakowało mi w tym równowagi i poczucia, że są zarówno rzeczy które robię dobrze jak i te, które robię źle. Myślałam: ‘Przecież nie ma człowieka, który jest całkowicie zły jak i całkowicie dobry, jest jakiś środek – musiał być&#8230;’. Praktycznie na wszystkich sesjach, oczywiście na tych, na które odważyłam się coś wnieść, wychodziło że moje mechanizmy zachowania i działania są niedobre i nieefektywne, wobec tego trzeba je zmienić na coś bardzie dorosłego i dojrzalszego. Miałam wrażenie, że z założenia jestem zła, postępuje niewłaściwie i jestem niewolnikiem swojej przeszłości. Jedyne co mogę zrobić to tylko kontrolować wszystkie moje egocentryczne zachowania przez pogłębianie wglądu. Taka terapia zakończyła się niepowodzeniem, ponieważ przestałam mówić.  Dopiero po dwóch latach zobaczyłam w pewnym sensie ten absurd w dążeniu do kontroli ‘złych’ popędów. W terapii u innego terapeuty usłyszałam drugą ‘stronę. Usłyszałam, że mam w sobie zasoby i determinację, które pomogą mi przezwyciężyć moje trudności. Zaintrygowało mnie to, ponieważ do tamtego momentu nikt nie doceniał moich wysiłków w terapii. Do tej pory czułam się na terapii jak dziecko strofowanie przez rodzica, tyle że ja nie chciałam być dzieckiem i oczekiwałam partnerskiej relacji. Zauważanie we mnie ze strony terapeuty zasobów i ich nazwanie, sprawiło że poczułam je bardziej  ‘w sobie’ oraz zobaczyłam, że mam na tyle siły aby zmienić wiele w swoim życiu. Na dalszym etapie terapii sama zaczęłam widzieć w sobie zarówno dobre rzeczy które warto wzmacniać, jak i te które warto osłabić, ponieważ nie są pomocne. Było dla mnie budującym gdy po sesji, na której bardzo ciężko pracowałam usłyszałam: ‘dziękuję’ lub informacje, że zrobiłam dzisiaj bardzo dużo.<br />
Pamiętam na zajęciach z psychoterapii, gdy jeden ze studentów powiedział swojemu ‘klientowi’ po zakończeniu sesji ‘dziękuję’, nasz prowadzący się oburzył na to i dodał: ‘to pacjenci mają nam dziękować, a nie my im’. Zastanowiło mnie wtedy takie pytanie: ‘Co złego jest w docenieniu wykonanej pracy przez klienta? Przecież wielu psychologów udowodniło wielokrotne że pozytywne wzmocnienia są bardziej skuteczne niż negatywne. Inaczej mówiąc lepiej docenić niż karać. Czy prowadzący nie zaprzecza teraz sam sobie jako psycholog? Czy może sam nie umie docenić swojej pracy?’</p>
<p>‘Historia wolnego człowieka nigdy nie jest pisana przez przypadek, ale przez wybór - jego wybór.’<br />
[Dwight D. Eisenhower] </p>
<p>Terapeuta ma wielokrotne rację, w końcu jest specjalistą, ma doświadczenie, wiedzę. Oczywistym jest, że terapeuta prowadzi terapię, ale za to dyskusyjnym czy prowadzi ją w tym kierunku, w którym chce podążać klient. Weźmy takie zdanie: ‘On jest alkoholikiem ale jeszcze o tym nie wie, że to jest jego problem’. Jeśli klient uważa, że alkoholizm nie jest jego problemem, to czy droga obrana przez terapeutę aby pracować z tym problemem jest tym o co chodzi? Myślę, że wiele osób uważa, że to dobre, choćby z logicznego punktu widzenia. Tak, jest to dobra droga dla otoczenia, ponieważ taki pacjent jest na terapii dla dobra otoczenia. Każdy z nas ma prawo przeżyć swoje życie tak jak chce i jeśli wybiera drogę cierpienia, czy mamy mu ją przerwać czy pozwolić mu decydować o swoim życiu?  Pytania ‘Nad czym chcesz dzisiaj pracować?, ‘Co chcesz dzisiaj robić?’, kiedyś mnie denerwowały, kiedyś nie doceniałam w pewnym sensie ‘genialności’ tych prostych pytań. Prostych pytań, które pozwoliły mi iść drogą moich wyborów.</p>
<p>‘Pokora rodzi olbrzymów.’<br />
[Gilbert Keith Chesterton] </p>
<p>Bardzo bliska jest mi myśl, że ostatecznie w terapii niesymetryczność i ‘władza’ terapeuty jest pozorna. Pozorna dlatego, że wystarczyłby inny ciąg wydarzeń życiowych i role mogłyby być odwrócone. Terapeuta bardzo efektywnie pracujący po 10 latach swojej praktyki, może sam zostać  klientem i potrzebować pomocy u innego terapeuty. Nazwę to ‘pokorą’ wobec życia i pamiętaniem, że ‘jestem tutaj właśnie teraz’ nie dzięki swojej wybitności i wspaniałości jako terapeuta, ale tak się ułożyło z moją większą lub mniejszą pomocą. Osoba, która szuka u mnie pomocy potrzebuje abym jej towarzyszył i wspierał ją w jej drodze. To poczucie, które nazwę człowieczeństwo, kryło się za wieloma często przeze mnie niezauważonymi słowami terapeuty: ‘Nie jestem idealna’, ‘Mogłam źle zapamiętać’, ‘Nie rozumiem, możesz wyjaśnić’ lub momenty dekoncentracji, czy też zmęczenia. Inaczej mówiąc, terapeuta nie jest cyborgiem i im bardziej odbierałam go jako człowieka, tym lepiej się czułam w kontakcie. Terapia prowadzona w myśl: jako pacjent jestem słabym człowiekiem będącym na terapii u nieomylnego przepełnionego omnipotencją terapeuty, mnie odstraszyła i spowodowała rezygnację.  Oczywiście seria błędów, zapomnień, spóźnień, dekoncentracji, zmęczenia też ma swoje limity i granice zdrowego rozsądku. </p>
<p>‘Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu.’<br />
[Stanisław Lem] </p>
<p>Terapia ‘przez’ internet. Z jednej strony mnie intryguje, z drugiej strony czuje do niej niechęć. Terapia zawsze kojarzyła mi się z relacją, realnym kontaktem, spotkaniem z drugim człowiekiem, jego namacalną obecnością, tworzeniem bezpiecznej przestrzeni. Przez internet mamy literki, mamy kamerki internetowe, mamy lagi (opóźnienia w transmisji danych). Gdzie takie terapie internetowe się odbywają? w domu klienta i w domu terapeuty? Czy zachowana jest dyskrecja? Czy taką rozmowę można podsłuchać? Czy ktoś może wejść do pokoju w trakcie takiej terapii? Kto jeszcze czyta rozmowy, słucha ich? Jak wygląda superwizja takiej terapii? Czy klient wyraża zgodę na zapis rozmowy w archiwum? Czy wydarza się ‘coś’ pomiędzy rozmówcami? Terapia przez internet wytwarza we mnie niezliczoną ilość pytań. Terapeuci, których znałam niechętnie odnosili się do rozmowy przez telefon, traktując ją jako rozwiązanie w sytuacjach kryzysowych, ciekawe co myślą o terapii przez internet? Terapeuta koleżanki, jeśli ta przygotowała i przyniosła kartę z tym co chciała powiedzieć, prosił o opowiedzenie własnymi słowami, a nie czytanie. </p>
<p>‘Ludzie rodzą się równi, ale też rodzą się różni.’<br />
[Erich Fromm] </p>
<p>To co napisałam wyżej jest ważne, ale dla mnie, komuś innemu może wydawać się zbędne. Dla mnie w terapii ważna była relacja i możliwość jej doświadczenia. Nie miał znaczenia czas, nigdy nie wytyczałam sobie określonego terminu trwania terapeutycznej relacji, chciałam jej doświadczyć, a nie ją skończyć w określonym czasie. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób czas i terminy motywują oraz sytuacja finansowa je wymusza. Miałam dość konkretnie oczekiwania od osoby terapeuty szukałam autentyczności, szczerości i cierpliwości. Oczekiwałam akceptacji oraz dania mi czasu za zaufanie osobie, z którą byłam w terapii. Dla mnie to doświadczenie było czymś więcej niż tylko pracowaniem nad zmianą zachowania. Dlatego wszystkie moje spostrzeżenia i refleksje są opatrzone tym błędem, ponieważ bardziej mówią o tym co sprawiło, że czułam się lepiej w kontakcie niż, co sprawiło, że efektywniej pracowałam. </p>
<p>*** </p>
<p>Serdecznie dziękuję Ci za ten tekst. Dziękuję, że pozwoliłaś mi podzielić się Twoimi przemyśleniami z innymi osobami. Pozdrowienia i wszystkiego najlepszego, szczególnie dzisiaj : ) </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.psychologium.net/psychoterapia-refleksja/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Śniło mi się dzisiaj…</title>
		<link>http://www.psychologium.net/snilo-mi-sie-dzisiaj/</link>
		<comments>http://www.psychologium.net/snilo-mi-sie-dzisiaj/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Apr 2011 22:46:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dominik</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Psychologia]]></category>

		<category><![CDATA[Psychoterapia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.psychologium.net/?p=43</guid>
		<description><![CDATA[
Na pewno znasz ten moment – tuż po przebudzeniu. Jeszcze przed chwilą byłeś w innym świecie, teraz szybciutko materializuje się rzeczywistość miejsca, w którym żyjesz. Jeszcze przed chwilą coś Ci się śniło, teraz zmysły zaczynają odbierać bodźce ze świata realnego. Czasem przez chwilę trudno jest Ci się zorientować, co się dzieje i gdzie jesteś, jednak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>
Na pewno znasz ten moment – tuż po przebudzeniu. Jeszcze przed chwilą byłeś w innym świecie, teraz szybciutko materializuje się rzeczywistość miejsca, w którym żyjesz. Jeszcze przed chwilą coś Ci się śniło, teraz zmysły zaczynają odbierać bodźce ze świata realnego. Czasem przez chwilę trudno jest Ci się zorientować, co się dzieje i gdzie jesteś, jednak po niedługim czasie rozpoznajesz już sytuację dookoła - obudziłeś się ze snu. Pamiętasz co Ci się śniło? </p>
<p>Dobowa aktywność </p>
<p>Każdy z nas śpi. Mniej lub bardziej regularnie, ale spanie jest niezbędną czynnością, umożliwiającą wypoczynek i regenerację organizmu. Bez wątpienia nasze ciało czerpie ze zjawiska spania mnóstwo korzyści. Oprócz jednak sfery fizycznej, także dla naszej psychiki spanie jest bardzo ważnym czasem. Przestrzenią, z której nasza psychika z owego czasu korzysta, są nasze sny. Sferą snów już od zamierzchłych czasów interesowali się niezliczeni badacze pochodzący z różnych dziedzin i orientacji naukowych. Na przestrzeni wieków przypisywano snom różne znaczenia i różną wagę. Także psychologia od samego początku zwróciła swoją uwagę na tą ważną część naszego życia. </p>
<p>Każdy z nas śni </p>
<p>Czasem budzimy się bardzo dobrze pamiętając sen, zwłaszcza jeśli obudzenie nastąpiło w sposób nagły, lub na skutek samego snu. Z reguły przez kilka chwil pamięć marzenia sennego jest jeszcze obecna, by po chwili najczęściej się rozwiać. Często jednak naszych snów nie pamiętamy. Z pewnością coś nam się śniło, jednak nie mamy dostępu do tego wspomnienia, lub też pozostało nam tylko delikatne wrażenie na temat klimatu snu. Zazwyczaj śnimy też kilka snów w ciągu jednej nocy. </p>
<p>W poszukiwaniu znaczeń </p>
<p>Freud mówił o snach, że są królewską drogą do nieświadomości. Miały one według niego stanowić metaforyczną formę prezentacji części naszej psychiki, niedostępnej świadomości. Różne kultury opracowały szeregi senników, których zadaniem jest tłumaczenie znaczenia snów. Opierają się one na założeniu istnienia pewnej symboliki znaczeń, wspólnej dla wszystkich ludzi lub osób w danym kręgu kulturowym. Perls, czyli ojciec Gestaltu, trawersując nieco Freuda, mówił z kolei o snach jako królewskiej drodze do integracji. Ich rolą ma być wskazywanie gdzie się znajdujemy w relacji do świata i samych siebie. Brzmi bardzo intrygująco, ale czy faktycznie możemy sny jakoś wykorzystać? </p>
<p>Typy snów </p>
<p>Spotkałem się także z dosyć elegancką klasyfikacją snów, pod względem ich treści. Autorzy tej koncepcji wyróżniają pięć rodzajów snów. Są to zatem sny: a). powiązane z aktualnymi wydarzeniami życiowymi – sny pozwalają wtedy lepiej skontaktować się ze znaczeniem danej sytuacji dla nas, bądź wyładować związane z nią uczucia, b). nawiązujące do przeszłych wydarzeń – tutaj ich rolą jest dostarczenie brakujących informacji w celu lepszej integracji tych doświadczeń, c). przygotowujące do przyszłych doświadczeń – opierając się na bieżącej sytuacji życiowej mogą sny ujawniać potencjalne przyszłe tendencje, d). wspólne wielu ludziom, e). dotyczące niezwykłych wydarzeń i zjawisk nadprzyrodzonych. Czy jest to podział kompletny? </p>
<p>Sny w psychoterapii </p>
<p>Jeśli sny mogą być tak bogatym źródłem informacji, nic dziwnego, że pojawił się pomysł wykorzystania ich w procesie psychoterapii. W istocie takie próby podejmowane są od samego zarania idei pomocy psychologicznej. Przybierały różne formy i strategie odczytywania znaczenia snów. Wspomniany przeze mnie wcześniej Freud zachęcał swoich pacjentów do szukania wolnych skojarzeń związanych z elementami snu, aby je poznawać i interpretować. Dzięki takim wglądom możemy zyskiwać lepsze rozumienie naszej rzeczywistości psychicznej. Mnie osobiście bliższy jest Gestaltowy pomysł Perlsa. Według niego, każdy aspekt snu reprezentuje jakąś część osobowości śniącego. Klient przygląda się więc poszczególnym elementom swojego snu, czasami nawet stając się nimi. Ma to na celu lepsze poznanie dynamiki przekazu zawartego w śnie. Zgodnie z tym podejściem, jedynie klient ma klucz do zrozumienia znaczenia swojego snu, poprzez odniesienie go do własnej, unikalnej rzeczywistości. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.psychologium.net/snilo-mi-sie-dzisiaj/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Projekcja, dobra znajoma</title>
		<link>http://www.psychologium.net/projekcja-dobra-znajoma/</link>
		<comments>http://www.psychologium.net/projekcja-dobra-znajoma/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Feb 2011 16:53:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dominik</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Psychologia]]></category>

		<category><![CDATA[Psychoterapia]]></category>

		<category><![CDATA[Rozwój osobisty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.psychologium.net/?p=42</guid>
		<description><![CDATA[Byłem ostatnio świadkiem pewnej scenki, która natchnęła mnie inspiracją do napisania tego tekstu. Otóż załatwiałem sprawę w ZUSie, a właściwie oczekiwałem w kolejce na podejście do stanowiska i chcąc nie chcąc, widziałem i słyszałem jak przy jednym ze stanowisk załatwiał swoją sprawę pewien pan. Jeszcze kiedy oczekiwał w kolejce można było wyczuć jego duże napięcie, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Byłem ostatnio świadkiem pewnej scenki, która natchnęła mnie inspiracją do napisania tego tekstu. Otóż załatwiałem sprawę w ZUSie, a właściwie oczekiwałem w kolejce na podejście do stanowiska i chcąc nie chcąc, widziałem i słyszałem jak przy jednym ze stanowisk załatwiał swoją sprawę pewien pan. Jeszcze kiedy oczekiwał w kolejce można było wyczuć jego duże napięcie, niecierpliwość i spore pobudzenie. Jednym słowem, łagodnie mówiąc – nie był w najlepszym humorze. Kiedy podszedł do stanowiska, mocno podniesionym głosem rozpoczął od narzekania, jak to bardzo źle go ZUS potraktował przesyłając jakieś pismo. Nie interesowała mnie merytorycznie sprawa, którą załatwiał, moją uwagę zwróciło jego zachowanie. Od samego początku zarzucał pracownicy brak dobrej woli, niekompetencję i oskarżał o niekulturalne zachowanie. Nadmienię, że pani przy stanowisku obsługiwała tego klienta w moim odczuciu bardzo spokojnie i rzeczowo. Wyraźnie było widać, że kipiący niechęcią i złością pan, swój własny stan próbował przerzucić na swoją rozmówczynię. Przypuszczam, że spotkaliście się z podobnymi sytuacjami, a zjawisko jakie opisałem nosi nazwę projekcji. </p>
<p>Mechanizm obronny </p>
<p>Dlaczego zdecydowałem się napisać o projekcji? Jest ona niezwykle powszechnym i jednocześnie bardzo utrudniającym zdrowe kontakty międzyludzkie zjawiskiem. Projekcja jest jednym z tzw. mechanizmów obronnych, a więc sposobów jakie ludzie wykształcają sobie w celu obrony przed trudnymi przeżyciami psychicznymi. Zasadniczo mechanizmy obronne mają adaptacyjne znaczenie, pozwalają nam przetrwać w wymagających sytuacjach. Jednak często i w nieświadomy sposób potrafią one bardzo się rozbudować w psychice i wtedy stają się już niezbyt pożyteczne. Jeśli działają w dużej liczbie i ze znaczną siłą, utrudniają zdrowe funkcjonowanie, przede wszystkim poprzez zniekształcanie odbioru rzeczywistości. Najczęściej spotykane i omawiane mechanizmy obronne to wyparcie, przemieszczenie, izolacja, zaprzeczenie, racjonalizacja i właśnie projekcja. </p>
<p>łac. <em>proicere</em>, wyrzucać przed siebie </p>
<p>Projekcja polega na przypisywaniu innym ludziom własnych poglądów, zachowań, cech lub przeżyć, najczęściej o charakterze negatywnym, czyli nie akceptowanych u siebie. Jeszcze inaczej, bardziej w duchu Gestalt, można powiedzieć, że projekcja to mechanizm czynienia otoczenia odpowiedzialnym za to, co powstaje we mnie i co się ze mną dzieje - różnych impulsów, myśli, pragnień, ocen. Osoba, która posługuje się mechanizmem projekcji nie potrafi pozwolić sobie na to, żeby rozpoznać u siebie swoje własne stany psychiczne, np. że jest zła, lub zaniepokojona. Uświadomienie sobie takich stanów może być dla niej trudne, np. wtedy gdy wychowywana była w duchu bycia grzeczną i spokojną, a okazywanie złości było przez rodziców niemile widziane. Nauczyła się więc, że okazanie złości jest niewłaściwe. Coś jednak z tą energią stać się musi i jednym ze sposobów jest wyprojektowanie jej na zewnątrz, najczęściej na inną osobę. Wtedy właśnie, podobnie jak pan opisany przeze mnie na początku, zarzuca innym, że są zdenerwowani, smutni lub krytycznie nastawieni. W istocie jest to jednak przypisanie swojego stanu innej osobie. Jak wiele powoduje to komplikacji w relacjach z innymi ludźmi, bardzo łatwo się domyślić. </p>
<p>Nie czyń drugiemu… </p>
<p>Czy projekcję trzeba zwalczać? Czy jest na nią jakieś lekarstwo? Projekcję warto poznać i nauczyć się rozpoznawać ją u siebie. Pierwszym krokiem jest skupienie uwagi na sobie, swoich doznaniach i uczciwe ich uznanie. Dzięki temu możemy wiele zyskać i to w dwóch obszarach. Po pierwsze, na pewno poprawią się dzięki temu nasze relacje z innymi ludźmi. Nikt z nas nie lubi przecież, gdy zarzuca się nam coś, co nas nie dotyczy. Czujemy się wtedy atakowani i w naturalny sposób wyzwala to postawę obronną. Podobnie dzieje się z naszymi rozmówcami, kiedy projektujemy na nich nasze sprawy. Jeśli uda nam się tego nie robić, osoby, które kontaktują się z nami odczują ten kontakt jako bardziej komfortowy, bezpieczny i przyjemny. Drugi zysk jest równie ważny. Dzięki uświadomieniu sobie mechanizmów projekcji możemy podjąć decyzję o spotkaniu się z powstającymi w nas uczuciami i myślami i wziąć za nie odpowiedzialność. Przestajemy wtedy obwiniać za to, co się z nami dzieje naszych partnerów, rodziców, szefów, rząd czy kogokolwiek jeszcze. Stajemy się bardziej świadomi własnych potrzeb, zdolności i możliwości ich zaspokajania. Dzięki temu możemy podejmować lepsze, zdrowsze i skuteczniejsze działania, zmierzające do poprawy jakości naszego życia. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.psychologium.net/projekcja-dobra-znajoma/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Zdrowie psychiczne</title>
		<link>http://www.psychologium.net/zdrowie-psychiczne/</link>
		<comments>http://www.psychologium.net/zdrowie-psychiczne/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 07 Dec 2010 20:14:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dominik</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Psychologia]]></category>

		<category><![CDATA[Psychoterapia]]></category>

		<category><![CDATA[Rozwój osobisty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.psychologium.net/?p=41</guid>
		<description><![CDATA[Od dłuższego już czasu chodził mi po głowie post o bardziej ogólnym charakterze. Często podczas pracy z klientami dochodzimy do momentu, kiedy rozważamy wspólnie – jaki jest cel pomocy psychologicznej. Do czego mają właściwie doprowadzić nasze rozmowy i wędrówki po życiowych doświadczeniach. W sensie ogólnym zazwyczaj dochodzimy do wspólnego wniosku, że celem jest odzyskanie, bądź [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Od dłuższego już czasu chodził mi po głowie post o bardziej ogólnym charakterze. Często podczas pracy z klientami dochodzimy do momentu, kiedy rozważamy wspólnie – jaki jest cel pomocy psychologicznej. Do czego mają właściwie doprowadzić nasze rozmowy i wędrówki po życiowych doświadczeniach. W sensie ogólnym zazwyczaj dochodzimy do wspólnego wniosku, że celem jest odzyskanie, bądź poprawa i rozwój zdrowia psychicznego. No pięknie. Tylko czym zdrowie psychiczne jest? Jak je rozumieć? Jak rozpoznamy, że możemy się nim cieszyć? </p>
<p>Definicje oficjalne, medyczne i <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Zdrowie_psychiczne"> Wikipedia </a></p>
<p>Najprostsza i powszechna definicja mówi, że zdrowie psychiczne to brak choroby psychicznej. Czuć w niej wyraźnie charakterystyczne medyczne ujęcie zdrowia, rozumianego jako zaprzeczenie obecności choroby. Mam wrażenie, że mało więc z tej definicji w istocie wynika. Jeśli zatem zdecydujemy się na dalsze poszukiwania, sprawy zaczną się interesująco rozszerzać. Wpisując hasło będące tytułem tego posta w wyszukiwarkę, uzyskamy mnóstwo odnośników do przeróżnych definicji. Większość z nich ujmuje zdrowie psychiczne jako zdolność do pełnego, harmonijnego życia, pozwalającego osiągać satysfakcję w większości życiowych sfer. I zdecydowanie można się z takim poglądem zgodzić. Jeszcze inne, bliskie mi definicje, kładą akcenty na realizowanie wrodzonych potencjałów rozwojowych czyli naszych najlepszych cech i talentów. Wikipedia podaje też interesujące ujęcie zdrowia psychicznego autorstwa polskiego psychologa Kazimierza Dąbrowskiego. Chciałbym jednak bliżej zaprezentować dwa jeszcze inne ujęcia, które wydają mi się szczególnie ciekawe i mają liczne implikacje dla procesu psychoterapii. </p>
<p>Zdrowie jako świadomość </p>
<p>Pierwszą definicję usłyszałem od profesora Czabały, postaci niezwykle ważnej i zasłużonej dla polskiej psychoterapii. Nie wiem czy jest ona jego autorstwa, czy był to przekaz ale zrobiła na mnie duże wrażenie i zapamiętałem ją jako bardzo użyteczną. Zgodnie z nią: ‘zdrowie psychiczne to brak napięcia. A brak napięcia to absolutna świadomość motywów własnego postępowania’. Co mi się w niej podoba? Obydwa jej człony. Czyż nie przyjemne i zdrowe jest życie, kiedy nie przeżywamy wewnętrznych napięć i stresów? Gdy udaje nam się harmonijnie i elastycznie prowadzić nasze sprawy, bez tytanicznych wysiłków i konfliktów? Z pewnością takie życie można nazwać zdrowym. Skąd ma się ten brak napięć brać? A z maksymalnej świadomości. Świadomości dlaczego postępujemy tak a nie inaczej, dlaczego podejmujemy taką a nie inną decyzję, jak przeżywamy to czy inne uczucie. Ta świadomość z pewnością nie gwarantuje braku sytuacji trudnych, jednak na pewno pozwala lepiej sobie z nimi radzić. Lepiej czyli elastyczniej i swobodniej, a to przekłada się na ilość doznawanego napięcia psychicznego. </p>
<p>Zdrowie jako prawda </p>
<p>Autorem drugiej mojej ulubionej definicji zdrowia psychicznego jest Scott M. Peck, autor polecanej przeze mnie często książki ‘Droga rzadziej wędrowana’. Ten niezwykle inspirujący człowiek rozumie zdrowie psychiczne jako: ‘wierność rzeczywistości za wszelką cenę’. Jak rozumieć tę propozycję? Ja rozumiem ją jako zdrowie wynikające z niezafałszowanego odbioru otaczającej nas rzeczywistości. Jeśli będziemy zdolni doświadczać wszystkiego ‘takiego, jakie jest’ to nasze reakcje i podejmowane działania będą oparte o prawdziwe informacje. Nie padniemy ofiarą naszych wyobrażeń, wspomnień, ograniczeń i projekcji i dzięki temu będziemy mogli podejmować lepsze decyzje. One z kolei prowadzą do zdrowszego i bardziej satysfakcjonującego życia. Uważam tę definicję, za niezwykle wielowątkową i twórczą. A może ktoś miałby ochotę podzielić się swoją jej interpretacją i rozumieniem w komentarzu do posta? Zapraszam! </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.psychologium.net/zdrowie-psychiczne/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Pilot w worku</title>
		<link>http://www.psychologium.net/pilot-w-worku/</link>
		<comments>http://www.psychologium.net/pilot-w-worku/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Oct 2010 12:55:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dominik</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Psychologia]]></category>

		<category><![CDATA[Rozwój osobisty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.psychologium.net/?p=40</guid>
		<description><![CDATA[Przed wielu, wielu laty, kiedy elektronika domowa, taka jak telewizory, magnetowidy i sprzęt hifi, stawała się coraz nowocześniejsza, pojawił się w użytkowaniu nowy, niezwykle praktyczny przedmiot. Pilot. Małe urządzenie, które za pomocą fali podczerwonej pozwala sterować pracą innych urządzeń, nie ruszając się z miejsca. W początkowych latach obecności pilotów w domach, podczas wizyt u moich [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przed wielu, wielu laty, kiedy elektronika domowa, taka jak telewizory, magnetowidy i sprzęt hifi, stawała się coraz nowocześniejsza, pojawił się w użytkowaniu nowy, niezwykle praktyczny przedmiot. Pilot. Małe urządzenie, które za pomocą fali podczerwonej pozwala sterować pracą innych urządzeń, nie ruszając się z miejsca. W początkowych latach obecności pilotów w domach, podczas wizyt u moich znajomych, bądź znajomych moich rodziców, zaobserwowałem i zapamiętałem jedno, dość częste wtedy, interesujące zjawisko. Otóż wiele osób trzymało pilota, najczęściej od telewizora, w foliowym worku. Zawijały go w foliowy worek, wykonując z niego, swego rodzaju pokrowiec. Zapytałem kilku osób, u których znalazłem takie rozwiązanie, o cel jego stosowania. ‘Żeby się nie niszczył’ – taka padała najczęściej odpowiedź. Właściwie odpowiedź bardzo logiczna i racjonalna. Z reguły rzeczy w pokrowcach niszczą się mniej podczas użytkowania. Powstało jednak w mojej głowie pytanie: czy warto? </p>
<p>Życie w poczekalni </p>
<p>Jedna z osób, z którą miałem przyjemność pracować w mojej praktyce, użyła kiedyś takiego sformułowania: ‘ czuję się jakbym żyła w odgrodzeniu od świata, jakby owinięta folią, która nie pozwala mi dobrze widzieć i czuć tego, co się dzieje dookoła’. Osoba ta, miała wrażenie <em>życia</em> jakby obok prawdziwego życia. Często wydawało jej się, że prawdziwe życie, dzieje się gdzieś indziej, że inni ludzie żyją ‘mocniej’, ‘prawdziwiej’, pełnią życia. Owszem, czasem tak się dzieje, że na skutek różnych zdarzeń ludzie w mniejszym lub większym stopniu korzystają z życia, czasami mocno się z niego wycofując. Zazwyczaj postrzegają to negatywnie i chcieliby <em>bardziej</em> uczestniczyć w życiu. Nie chodzi bynajmniej o skrajnie hedonistyczny styl życia polegający na bujnym życiu towarzyskim, bądź inną hiperaktywność. Tutaj wskaźnikiem zdrowia jest własna satysfakcja. Czy mam w moim życiu ważne dla mnie rzeczy? Czy realizuję moje zainteresowania, pasje, cele? Czy przeżywam takie sytuacje, które są dla mnie ważne? Czy też może czegoś bardzo mi brakuje? To przykładowe pytania pozwalające zorientować się, na ile jesteśmy zadowoleni ze swojego uczestnictwa w życiu. </p>
<p>Bezpieczny pokrowiec </p>
<p>Dlaczego czasem nie żyjemy tak bardzo, jak byśmy tego chcieli? Powodów tego może być bardzo wiele, tutaj chciałbym się jednak skupić na jednym z nich, tym który skojarzył mi się właśnie ze wspomnieniem pilotów w workach. Życie w pełni, na wyższych obrotach, jak to nazywają niektórzy, wiąże się zazwyczaj z przeżywaniem, często silnych, emocji. Doznania takie jak radość, silne zainteresowanie, czasem euforia, ale także smutek, złość i tęsknota są jednymi z silniejszych i nie wszyscy potrafią je zdrowo przeżywać. Wielokrotnie spotykałem się z osobami, które bardzo, bardzo wręcz mocno, poskramiają swoje emocje, próbują ich nie odczuwać, a już z pewnością nie wyrażać. Zazwyczaj ma to swoje głębokie korzenie w domu rodzinnym, w którym nie było przyzwolenia na pełną ekspresję emocjonalną, zarówno dorosłych, jaki i w konsekwencji dzieci. Najmłodsi uczą się wtedy, że nie powinni okazywać smutku, gniewu, rozczarowania i innych ważnych emocji. Żeby ich nie okazywać, najlepiej ich nie odczuwać. A żeby ich nie odczuwać, najłatwiej jest z nich zrezygnować, rezygnując z sytuacji, w których mogłyby powstać. W ten sposób budujemy sobie barierę odgradzającą nas od świata, który mógłby wzbudzić w nas niepożądane doznania. </p>
<p>Rozerwana folia </p>
<p>Czy takie życie może być satysfakcjonujące? Być może i tak, być może są osoby, którym to odpowiada. Zazwyczaj jednak, wcześniej czy później, osoba żyjąca w taki sposób zaczyna odczuwać wynikający z tego dyskomfort i dostrzega cenę jaką płaci za takie funkcjonowanie. Nuda, brak satysfakcji i okresowo gorszy nastrój to łagodniejszy skraj możliwych przeżyć. Depresja, używki, izolacja, to formy bardziej zaawansowane. Czy można to zmienić? Tak, oczywiście. Choć w zależności od grubości izolującego ‘worka’ może to być proces trudny i długotrwały. W żadnym wypadku nie warto popadać w przeciwną skrajność i aplikować sobie zmasowane silne przeżycia. Takie zabawy mogą być niebezpieczne. Warto jednak otworzyć się na własne życie emocjonalne. Jeśli zdecydujemy się na stopniowe zwiększanie kontaktu z własnymi przeżyciami, powoli zaczną one ukazywać nam swój wspaniały kolor i smak. Zdrowe przeżywanie emocji pozwala na bardziej adekwatne i elastyczne reagowanie na to, co nas w życiu spotka, pozwalając jednocześnie cieszyć się naszym życiem w taki sposób, jaki nam odpowiada. </p>
<p><a href="http://www.flickr.com/photos/36430169@N05/5051263580/" title="X-Ultimate Shirt Shooting 2010" target="_blank"><img src="http://farm5.static.flickr.com/4106/5051263580_4691f4afa5_m.jpg" alt="X-Ultimate Shirt Shooting 2010" border="0" /></a><br /><small><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/2.0/" title="Attribution-NonCommercial-ShareAlike License" target="_blank"><img src="http://www.psychologium.net/wp-content/plugins/photo_dropper/images/cc.png" alt="Creative Commons License" border="0" width="16" height="16" align="absmiddle" /></a> <a href="http://www.photodropper.com/photos/" target="_blank">photo</a> credit: <a href="http://www.flickr.com/photos/36430169@N05/5051263580/" title="X-BIONIC" target="_blank">X-BIONIC</a></small></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.psychologium.net/pilot-w-worku/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Gdzie jest moja motywacja?</title>
		<link>http://www.psychologium.net/gdzie-jest-moja-motywacja/</link>
		<comments>http://www.psychologium.net/gdzie-jest-moja-motywacja/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Aug 2010 10:37:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dominik</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Psychologia]]></category>

		<category><![CDATA[Rozwój osobisty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.psychologium.net/?p=39</guid>
		<description><![CDATA[Mimo iż mamy środek wakacji, wpadł mi do głowy temat mało związany z wypoczynkiem i relaksem. Kilkoro moich znajomych narzekało ostatnio na brak energii do działania i kłopoty w zmotywowaniu się do zrobienia różnych rzeczy. ‘Nic mi się nie chce’ lub ‘Chyba potrzebuję wakacji, bo jestem ciągle rozdrażniona’ – takie słyszałem słowa. Mimo świadomości, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mimo iż mamy środek wakacji, wpadł mi do głowy temat mało związany z wypoczynkiem i relaksem. Kilkoro moich znajomych narzekało ostatnio na brak energii do działania i kłopoty w zmotywowaniu się do zrobienia różnych rzeczy. ‘Nic mi się nie chce’ lub ‘Chyba potrzebuję wakacji, bo jestem ciągle rozdrażniona’ – takie słyszałem słowa. Mimo świadomości, że powinni lub chcieliby coś zrobić, zupełnie się to nie udaje. Jak więc to jest z tą motywacją? </p>
<p>Siła sprawcza </p>
<p>Motywację najczęściej określa się jako zdolność i gotowość jednostki do podjęcia i kontynuowania określonego zachowania. Czasem traktujemy ją jako pewien rodzaj siły, energii, która inicjuje, ukierunkowuje i podtrzymuje nasze działanie. Jeden z podziałów mówi o motywacji wewnętrznej i zewnętrznej. Wewnętrzna pochodzi z nas samych – czujemy, że coś jest dla nas ważne, kierujemy na ten obiekt uwagę i podejmujemy lub nie, określone działanie. Motywacja zewnętrzna wiąże się z działaniem zewnętrznego bodźca w postaci kary lub nagrody, za wykonanie lub nie, określonego działania. Wielu znawców motywacji podkreśla prymat motywacji wewnętrznej nad zewnętrzną. To co jest ‘nasze’ okazuje się być znacznie silniejszym motywatorem. </p>
<p>Bariery i blokady </p>
<p>Wszystko pięknie wygląda w teorii, co jednak począć kiedy motywacja nam siada. Niby widzimy możliwości, moglibyśmy coś zrobić lecz podejmowanie działania przychodzi nam z dużym trudem. Coś jakby osłabia, powstrzymuje przed działaniem, rozbraja z energii. Przyczyn tego może być kilka. Jedną z nich (i bardzo częstą) jest niska świadomość własnej sytuacji i ważnych dla nas spraw. Jeśli nie dokonamy świadomej refleksji na temat naszego życia, naszych najważniejszych celów i preferencji, może to skutkować poczuciem zagubienia, osłabienia, przypadkowości życia. Energia jest wtedy rozproszona i motywację mamy niską. Podobnie jest w przypadku kiedy nasze zadania i działania nie są zgodne z naszym systemem wartości, przekonaniami i preferencjami. Przykładem może być sytuacja, w której wykonujemy pracą całkowicie niezgodną z naszą naturą. Jeśli nasze cele będą niezgodne z nami, pojawi się odczuwany (lub nie, ale jednak obecny!) wewnętrzny opór i sami zaczniemy sabotować dalsze działania. Kolejnym źródłem osłabienia motywacji może być nagromadzenie wielu zaległych, domagających się interwencji spraw. To jest tak trochę jak ze zmywaniem naczyń: łatwiej jest zmyć jeden kubek po kawie, niż zabrać się za całą stertę naczyń z dwóch dni. Jeszcze innym i niestety bardzo silnie działającym źródłem trudności z motywacją mogą być wewnętrzne blokady i ograniczenia wynikające z nierozwiązanych konfliktów i spraw z przeszłości. Silne przeżycia, deficyty bądź nadużycia emocjonalne pochodzące z wcześniejszych okresów życia, potrafią niezwykle skutecznie i trwale degradować motywację i energię życiową. </p>
<p>Co możemy zrobić? </p>
<p>W przypadkach opisanych jako ostatnie w poprzednim akapicie, bardzo trudno może być nam poradzić sobie samemu. Niezbędna może okazać się psychoterapia i pomoc specjalisty. Często jednak możemy opanować sytuację samodzielnie. Podstawową sprawą jest uczciwa i względnie dokładna autorefleksja. Otwarte spojrzenie na samego siebie, własne wartości i preferencje, na obecną sytuację życiową, stan zaspokojenia najważniejszych potrzeb to punkt wyjścia. Pomocne mogą być pytania takie jak: co jest dla mnie najważniejsze, a co ważne? O czym marzę? O czym zawsze marzyłem i jak to jest obecne w moim życiu? Dokąd obecnie zmierzam? Gdzie będę za 10 lat? Co chciałbym natychmiast zmienić w moim życiu? Co mnie najbardziej martwi, niepokoi? Co czuję w różnych sytuacjach? Czego potrzebuję? Odpowiedzenie na niektóre z tych pytań wcale może nie być łatwe, będzie wymagało sporo odwagi i uczciwości względem samego siebie. Uświadomienie sobie niektórych spraw może bowiem być doświadczeniem wymagającym podjęcia określonych decyzji i zmian. Jednak pozyskane informacje w postaci zarówno myśli jak i pojawiających się odczuć, będą wspaniałymi drogowskazami pokazującymi nam kierunki odzyskania motywacji i energii życiowej. Psychologia humanistyczna stoi na stanowisku, że każdemu z nas dane są zasoby i zdolności do zdrowego i satysfakcjonującego życia. Sami jednak musimy zatroszczyć się o to, aby mogły one swobodnie się w nim realizować. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.psychologium.net/gdzie-jest-moja-motywacja/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
	</channel>
</rss>

