Psychologium

Psychologia dla Ciebie

Pacjent czy klient?

Filed under: Psychologia, Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 1:08 pm on Saturday, July 19, 2008

W języku polskim istnieją dwa określenia oznaczające osobę, która korzysta z pomocy psychologa, bądź psychoterapeuty: pacjent i klient. Czy jest między nimi jakaś różnica znaczeniowa, czy też można ich używać zamiennie?

Pacjent

Właściwie to właśnie określenie jest chyba bardziej tradycyjne i częściej spotykane. Psycholog to w pewnym sensie lekarz, ‘lekarz dusz’, a do lekarza przychodzą przecież pacjenci. Jednak dla wielu psychologów ta konotacja jest raczej niedogodnością. Słowo pacjent kojarzy się z osobą chorą a wielu psychologów i psychoterapeutów (i prawdopodobnie samych pacjentów) nie uważa ich za osoby znajdujące się w stanie chorobowym. Owszem, w warunkach szpitalnych bądź poradni zdrowia, słowo pacjent jest jak najbardziej na miejscu. Najczęściej trafiają lub przebywają tam osoby w poważniejszym stanie, często będącym chorobą psychiczną. Jednak w gabinetach psychologów i psychoterapeutów bardzo często pojawiają się przecież osoby o umiarkowanych dolegliwościach lub zupełnie zdrowe, przeżywające okresowe trudności lub po prostu chcące poprawić coś w swoim funkcjonowaniu.

Klient

Z powyższych powodów pojawiło się zatem drugie określenie – klient. Wywodzi się ono z podejścia do terapii, które zaproponował jeden z przedstawicieli nurtu humanistycznego w psychologii Carl Rogers. Stworzył on własny system terapeutyczny zwany psychoterapią zorientowaną na osobę. Ulokował on przychodzącego po pomoc człowieka w absolutnym centrum uwagi terapeuty i zaproponował szereg niedyrektywnych (czyli bardzo naturalnych, łagodnych, nie kierujących) zasad pracy terapeutycznej. To właśnie Rogers sformułował tzw. triadę terapeutyczną, czyli trzy najważniejsze zasady, które powinien stosować terapeuta. Są to: bezwarunkowa akceptacja klienta i jego świata, empatia i autentyczność. I właśnie Rogers zaproponował, aby nie nazywać wszystkich przychodzących po pomoc osób pacjentami lecz użył słowa – klient. Miało to słowo zapobiec wspomnianym wcześniej negatywnym skojarzeniom z chorobą i byciem chorym. Podejście to sprawdza się dobrze i pozwala oderwać się od tej lekarskiej asymetrii wynikającej z tradycji traktowania lekarza jako ‘naprawiającego’ chorego pacjenta. Niestety w języku polskim słowo ‘klient’ ma z kolei inne niekorzystne skojarzenia. Przede wszystkim kojarzy się mocno komercyjnie z czynnościami handlowymi. Klient to ktoś, kto coś kupuje, nabywca. Klient to także często proszący o coś, właściwie blisko już wtedy jest do słowa ‘petent’, a ono ma wyłącznie niekorzystne odniesienia, wynikające z naszych polskich doświadczeń z minionego systemu.

Jak zatem?

Osobiście skłaniam się bardziej ku słowu klient. Być może określenie to przesuwające akcent z choroby na bardziej nie kliniczny stan w jakim znajduje się osoba, odpowiada mojemu podejściu, które z reguły koncentruje się na poszukiwaniu zasobów mogących wspomóc powrót do lepszego funkcjonowania. Mam nadzieję, że z czasem słowo klient, częściej funkcjonujące w świecie psychoterapii i pomocy psychologicznej stanie się bardziej powszechne i osłabi swoje komercyjne skojarzenia.

Samorealizacja

Filed under: Rozwój osobisty — Dominik at 12:56 pm on Tuesday, July 1, 2008

Kiedy człowiek jest szczęśliwy? Z pewnością jest wiele kryteriów, na podstawie których ludzie uznają swoje życie za szczęśliwe i dobre. Dla jednych będzie to dobre zdrowie, dla innych spełnione życie rodzinne, dla jeszcze innych zasobny portfel. Różne ludzkie potrzeby układają się w pewną hierarchię, którą psycholog Abraham Maslow przedstawił w postaci piramidy.

Piramida ludzkich potrzeb

Podstawowym prawem opisującym pojawianie się potrzeb, jest zasada, która uznaje iż potrzeby zaspokajane są w kolejności od dołu. Brak zaspokojenia potrzeb na określonym poziomie, uniemożliwia pojawienie się potrzeb znajdujących się wyżej. I tak u podstawy piramidy leżą potrzeby najbardziej elementarne, związane z naszym biologicznym funkcjonowaniem, a zatem są to potrzeby pożywienia, powietrza, snu, seksu. Gdy nie zostaną one spełnione osoba nie będzie przejawiać potrzeb znajdujących się na wyższym poziomie. Na nim z kolei znajdują się potrzeby związane z bezpieczeństwem i przynależnością – chcemy czuć bezpieczeństwo, zarówno fizyczne jak i emocjonalne, chcemy nawiązywać różne relacje z innymi ludźmi, zarówno przyjacielskie jak i bliższe, intymne. Kolejnym poziomem w hierarchii potrzeb są potrzeby uznania, szacunku, estetyki – w pewnym momencie życia ważne staje się dla nas, aby ludzie nas szanowali, cenili za coś, aby nasze dokonania zyskiwały uznanie innych osób. Ostatnie, najwyższe poziomy w hierarchii potrzeb zajmują potrzeby związane z samorealizacją i transcendencją. Kiedy spełnione zostaną potrzeby znajdujące się na niższych piętrach, pojawia się często potrzeba dalszego rozwoju indywidualnych zdolności, osiągania pełni zadowolenia z życia, posiadania głębszego zrozumienia sensu istnienia, własnej roli w świecie.

Czy mnie to dotyczy?

Wydawać mogłoby się, że samorealizacja dotyczy małej grupy osób, mających wszystko lub osób obdarzonych szczególnymi talentami. Nic bardziej mylnego. W naszym kręgu kulturowym i geograficznym zdecydowanej większości ludzi udaje się z powodzeniem zaspokoić potrzeby znajdujące się na niższych i środkowych piętrach piramidy. Począwszy od wczesnej dorosłości, czyli wieku około 30 lat sytuacja zawodowa i rodzinna pozwala najczęściej na życie na satysfakcjonującym poziomie. Właśnie wtedy pojawiają się najczęściej pytania o rzeczywisty cel i sens życia, o to jak żyć pełniej i lepiej, jak być w pełni człowiekiem.

Człowiek czyli kto?

Abraham Maslow twierdził, że osiąganie i spełnianie potrzeby samorealizacji najpełniej wyraża osobę. Podał listę dziewiętnastu cech, jakimi charakteryzują się osoby samorealizujące się. Są wśród nich takie charakterystyki jak: posiadanie własnego, trwałego systemu wartości, umiejętność zdrowego i bezpiecznego funkcjonowania w relacjach interpersonalnych, zdolność do otwartego i spontanicznego postrzegania otaczającej człowieka rzeczywistości, świadomość własnych silnych stron ale i słabości, zdolność do łączenia pozornie sprzecznych zjawisk takich jak pracowitość i zdrowe lenistwo bądź towarzyskość i potrzebę okresowej samotności. Osiągając i rozwijając wymienione przez Maslowa cechy osoba jest zdolna łatwiej i bezpieczniej stawiać czoło rzeczywistości, utrzymuje zdrowe i satysfakcjonujące związki z innymi ludźmi, potrafi żyć w zgodnie ze swoimi pragnieniami i potrzebami, ma silne poczucie własnej wartości oraz swojego miejsca w życiu. Wszystkie te wskaźniki są często traktowane jako zjawiska wpływające na jakość życia i poczucie życiowej satysfakcji.

Finally
Creative Commons License photo credit: phlora

Psycholog u psychologa

Filed under: Psychologia, Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 8:08 pm on Friday, June 6, 2008

Czasami kiedy rozmawiam z ludźmi, którzy wiedzą, że zajmuję się psychologią i wspominam o tym, że to czy tamto działo się na mojej terapii własnej, na ich twarzach maluje się zdumienie. ‘Jak to? To psycholog też chodzi do psychologa? To jak ma pomagać innym skoro sam ma problemy?’ Takie i podobne pytania padają często i z pozoru są uzasadnione. To jak to jest?

Psycholog też człowiek

Przede wszystkim, psycholog to człowiek z krwi i kości, przeżywający takie same emocje jak inni ludzie. Jemu także przytrafiają się problemy i trudne, wymagające sytuacje. Oczywiście, dysponuje większą wiedzą na temat mechanizmów psychicznych człowieka, jednak nie oznacza to, że wszystkim życiowym wymaganiom stawia czoło bez wysiłku. Lubię zawsze dla ilustracji użyć metafory z chirurgiem. Może mieć znakomitą wiedzę na temat tej dziedziny i na koncie setki udanych operacji, jednak to nie zabezpieczy go i nie oznacza, że nigdy nie złamie ręki.

Naprawa siebie

Tak jak życiowe problemy przytrafiają się wszystkim ludziom, tak praktycznie trudno znaleźć osobę, o której można jednoznacznie powiedzieć, że nic nie sprawia jej trudności, ze wszystkim sobie radzi i niczego nie chciałaby u siebie zmienić. Owszem, są takie osoby i szczerze gratuluję im takiej sytuacji. Do takiego stanu zmierza mniej więcej każda psychoterapia. Zdecydowana jednak większość ludzi odniosłaby korzyści z pewnej introspekcji i zwiększenia wiedzy na swój temat. To samo tyczy się także psychologów. Poddając się terapii własnej mają szansę przyjrzeć się lepiej sobie i skorygować ewentualne niekorzystne wzorce. Dzięki temu łatwiej też jest im później pomagać ludziom.

Psycholog jako uczeń

Kolejnym, bynajmniej nie mniej ważnym aspektem jest również fakt, że uczestniczenie w terapii własnej jako pacjent, jest też dla psychologa doskonałą nauką zawodu. Jest to na tyle istotne zagadnienie, że praktycznie wszystkie szkoły terapeutyczne wymagają wręcz, aby w trakcie studiów przyszły terapeuta odbył wymaganą ilość godzin terapii własnej. Pozawala mu to poznać i poczuć ze strony pacjenta jak oddziaływają na niego różne narzędzia warsztatu psychoterapeuty. Ma to doniosłe znaczenie dla jego przyszłego stylu pracy z własnymi pacjentami. Nie wyobrażam sobie pracy w tym zawodzie bez doświadczenia własnego.

Czy psycholodzy są normalni?

Filed under: Psychologia, Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 7:58 am on Thursday, May 22, 2008

Jedna ze spotykanych czasem tu i ówdzie opinii o psychologach jest taka, że studia psychologiczne wybierają często ludzie, którzy sami mają problemy ze sobą. Niby, że to taka forma autoterapii mająca im w pierwszej kolejności ułatwić zrozumienie siebie a później umożliwić pomoc innym. Czy to tylko mit, czy może jest w tym ziarno prawdy?

Plotka vs. badania

Przyznam od razu, że nie słyszałem o żadnych badaniach lub bardziej naukowych doniesieniach o tym, że adepci psychologii mieliby przejawiać większą niż średnia w populacji ilość problemów psychicznych. Jednak to, że ja o nich nie słyszałem nie oznacza, że takich na pewno nie ma. Jeśli ktoś spotkał się z taką opinią lub tym bardziej badaniami na ten temat, uprzejmie proszę o sygnał lub komentarz.

Możliwe źródła

Uczciwie jednak wspomnę, że zastanawiałem się nad tym skąd takie opinie o psychologach mogą pochodzić.

Pierwsze co nasuwa mi się na myśl to prawdopodobna większa niż przeciętna wrażliwość osób, które myślą o zawodzie psychologa. Wrażliwość na innych ludzi, ich sytuację, ich problemy. W końcu nie przez przypadek podkreśla się w tym zawodzie zdolność do empatii i zainteresowanie ludźmi. Wiązać się to prawdopodobnie może z większą potrzebą lub skłonnością do analizowania różnych rzeczy. Wielu ludzi ma umysły bardzo analityczne, może wielu z nich to psycholodzy?

Inna możliwość, która wydaje mi się dość prawdopodobna opisywana jest powiedzonkiem: im głębiej w las, tym więcej drzew. Być może jest tak, że pracując wokół i zagłębiając się w problemy innych ludzi, psycholog (zwłaszcza początkujący lub dopiero w trakcie kształcenia) w pewnym momencie traci zdrowy dystans i zaczyna zbyt mocno żyć w tym wirtualnym w pewnym sensie świecie pojęć, związków, przyczyn i hipotez. Łatwo wtedy zacząć odnosić te skomplikowane sprawy do swoich własnych problemów, a takie posiada praktycznie każdy, mniejsze lub większe. Szczęściem, większość psychologów, a wszyscy psychoterapeuci przechodzą terapię własną i mają wtedy okazję uporać się z własnymi nie zakończonymi sprawami. Ponadto obowiązkowa dla wszystkich terapeutów superwizja, czyli nadzór bardziej doświadczonej osoby, daje szansę na rozwiązywanie takich zjawisk.

Kolejną możliwą przyczyną tego, iż ewentualne problemy psychiczne mogą być bardziej widoczne u psychologów jest prawdopodobnie ich większa samoświadomość. Mam na myśli świadomość w zakresie własnego samopoczucia, własnych stanów psychicznych i ich źródeł. Psycholog ma chociażby wiedzę o mechanizmach obronnych i łatwiej mu być może zidentyfikować ich często szkodliwe działanie.

Czy to dobrze?

Czy są jakieś korzyści z tego, że psycholodzy być może bardziej zagłębiają się w siebie? Z pewnością tak. Dzięki opracowaniu własnych spraw wewnętrznych psycholog ma znacznie większą szansę lepiej poznać naturę mechanizmów psychicznych, a przede wszystkim samemu stać się lepiej zintegrowaną osobą. Taki stan na pewno dobrze sprzyja gotowości i zdolności do pomocy innym.
0917 060
Creative Commons License photo credit: all_Yleia

Rozwój osobisty – ładne, modne pojęcie

Filed under: Rozwój osobisty — Dominik at 5:18 pm on Thursday, May 8, 2008

W prasie, telewizji, wypowiedziach różnych ludzi usłyszeć można czasem, że ważny jest dla nich ich własny rozwój osobisty, albo że coś przyczyniło się do ich rozwoju osobistego. Cóż to jest za modne pojęcie, ten rozwój osobisty? Oczywiście jak zwykle trudno o jedną definicję…

JA jako podmiot

Już z nazwy wynika, że rozwój ten dotyczy konkretnej osoby, jej życia, jej świata psychicznego i związanego z relacjami z otoczeniem. Obejmuje całość szeroko rozumianej psychiczności człowieka, jego funkcjonowania emocjonalnego, poznawczego, społecznego. Rozwój dotyczy zarówno życia wewnętrznego osoby jak i całości relacji z jej środowiskiem, w tym szczególnie z innymi ludźmi. Ponieważ jestem pod znacznym wpływem humanizmu w psychologii, nie sposób ograniczyć pojęcia rozwoju osobistego wyłącznie do sfery psychicznej. Wspomniane wcześniej osadzenie osoby w jej środowisku, a także objęcie zainteresowaniem sfery fizycznej, cielesnej ukazuje całość obszaru tematycznego.

JA jako przedmiot

Wiele koncepcji rozwoju osobistego głosi, iż aby był on możliwy, jednostka musi posiadać pewnego rodzaju dostęp do treści o sobie samej. Chodzi o posiadanie pewnego dystansu do informacji o sobie, takiego który będzie umożliwiał ogląd własnej osoby niejako ‘z zewnątrz’. Czasem taka postawa nazywana jest autorefleksyjnością. Dzięki niej, można zachować odpowiednią dozę obiektywizmu odnośnie własnych działań, planów, decyzji. Pozwala to na uczenie się na własnych doświadczeniach, dokonanie analizy i wyciąganie wniosków na przyszłość.

Samorealizacja

Jedną z ciekawszych i mało docenionych koncepcji rozwoju osobistego jest idea samorealizacji Maslowa. Zakłada ona, że ludzie mają wrodzone potencjały rozwojowe i jeśli tylko będą ku temu mieli odpowiednie warunki, to będą zdolni osiągać pełnię człowieczeństwa. Osoba samorealizująca się ma zdrową, stabilną osobowość, adekwatne poczucie własnej wartości, umiejętność znalezienia oparcia w sobie ale także korzystania z pomocy innych, zdrowe relacje z innymi ludźmi, zdolność pogodzenia w sobie czasem nawet sprzecznych cech charakteru. Potrafi cieszyć się życiem, doceniać własne osiągnięcia, akceptować własne niedoskonałości, odbierać rzeczywistość w sposób nie zakłócony, pomagać innym bez szkody dla siebie, spełnia się życiowo i zawodowo. Jakie są tego warunki i jak to osiągnąć? O tym już niebawem…
20080501_172236
Creative Commons License photo credit: photowehrli