Psychologium

Psychologia dla Ciebie

Zaklinanie rzeczywistości

Filed under: Psychologia, Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 9:40 am on Friday, December 2, 2011

Tym razem mamy już początek grudnia czyli głęboką jesień, pomyślałem więc, że na taką porę roku dobry będzie tekst nieco poważniejszy niż ostatnie dwa. Właściwie nigdy nie byłem specjalnym wielbicielem jesieni, moja pora roku to wiosna i wczesne lato. Dlatego zazwyczaj kiedy dni zaczynały robić się coraz krótsze, moje nastawienie odnośnie otaczającej aury stawało się z każdym dniem coraz mniej przychylne, delikatnie mówiąc. Nie znamy jednak póki co skutecznego sposobu na ominięcie mniej lubianych pór roku. Nie pozostaje zatem pewnie nic innego, jak nauczyć się z ich obecnością żyć. Moje przemyślenia na ten temat doprowadziły mnie do punktu, w którym stwierdziłem, że mimo iż za jesienią nie przepadam, to jej istnienie ma jakiś sens. Chociażby taki, że przyroda potrzebuje odpoczynku i oczyszczenia po intensywnym lecie. Co jednak ma wspólnego istnienie jesieni z życiem i psychoterapią?

Sens

Tak jak w przyrodzie zmienność pór roku pełni jakieś funkcje, tak i nasze życie przebiega w określony sposób i ma swoją logikę. Przytrafiają nam się różne zdarzenia – i pozytywne i negatywne, takie których sobie życzymy i takie, których wolelibyśmy uniknąć. Zazwyczaj nie podoba nam się, kiedy coś nie idzie po naszej myśli i często złościmy się z tego powodu. Obwiniamy wtedy często o zaistniałą sytuację inne osoby, okoliczności zewnętrzne, los i wiele innych możliwych czynników. Czy potrafimy jednak dostrzec nasz udział w takim a nie innym zdarzeniu? Czy w szerszej perspektywie udaje się dostrzec jakieś zależności i powtarzające się sytuacje? O czym mogą one świadczyć? Czy mają one jakiś głębszy sens czy są może jednak tylko szeregiem przypadkowych zdarzeń?

‘To się wtedy nie domknie’

Nie dalej jak dwa tygodnie temu usłyszałem od człowieka ważnego w moim zawodowym życiu zdanie, które na długo ze mną zostało. Rozmawiając o pracy z klientami zadałem mu pytanie brzmiące: ‘a co jeśli klient koniecznie chce wyjść ze swoim pomysłem na rozwiązanie konkretnej sytuacji, a ja mam prawo przypuszczać (choć praktycznie nigdy nie ma takiej pewności!), że to nie jest jednak dobry pomysł?’. Usłyszałem spokojną odpowiedź: ‘być może musi sam to sprawdzić. I jeśli faktycznie to nie jest dobry pomysł, to się mu to wtedy nie domknie’. Proste, prawda?

Gdzie ten sens?

Życie jest mądre, ma swój sens i dzieje się zgodnie ze swoimi prawami. Jeśli będziemy próbowali je naginać, być może w krótkiej perspektywie coś nam się uda. Możemy na przykład podkolorować fakty w CV chcąc otrzymać konkretną pracę, albo lekko zmanipulować partnera, żeby z nim być lub coś od niego uzyskać, możemy także udawać coś przed sobą, po to zrealizować jakiś swój plan. To właśnie nazywam zaklinaniem rzeczywistości. Czy w dłuższej perspektywie to się jednak opłaci? Nie mam tu bynajmniej na myśli kwestii moralnych, odnoszę się jedynie do psychologicznych konsekwencji takich strategii, które jak się okazuje, ostatecznie zwracają się przeciwko nam samym. Drogi na skróty rzadko się sprawdzają. Przykładowo, wielu młodych ludzi, absolwentów ma obecnie trudności ze znalezieniem pracy. Czy winny jest tylko kryzys? A co z jakością studiów i własnym zaangażowaniem w naukę? Mam okazję czasem z takimi osobami rozmawiać i często niepokoi mnie podejście o jakim słyszę: po co się tego uczyć, to jest nieprzydatne, ważne żeby zdać i mieć spokój. Jestem przekonany, że każdy w swoim życiu codziennie dokonuje swoimi decyzjami wyborów: czy respektuję prawa życia, czy próbuję je dostosować do siebie?

Sens w gabinecie

Podczas pracy terapeutycznej klient szuka rozwiązań dla swojej sprawy, z którą przyszedł. Najwartościowsze są te odkrycia, których sam dokona. Jeśli wspólna z terapeutą praca jest prowadzona uważnie, większość z tych odkryć ma szansę być dobrze sprawdzona i zazwyczaj wnoszą one określoną wartość w życie klienta. Czasem jednak pomysły nie są trafione i mimo wyczuwalnego braku energii w kierunku takiej propozycji, klient decyduje się zastosować takie rozwiązanie. Takie zaklinanie rzeczywistości najczęściej ma małe szanse na powodzenie. Zazwyczaj źle załatwiona sprawa odezwie się ponownie, często z większą siłą. Jest na szczęście jednak pewne pocieszenie. Nawet jeśli takie rozwiązanie się nie sprawdzi, to klient staje się bogatszy o nową wiedzę o tym co NIE zadziałało. Ostatecznie, przy odpowiedniej uważności, jest więc to nadal szansa na nauczenie się czegoś ważnego o życiu.

Moja szafa z ubraniami

Filed under: Psychologia, Rozwój osobisty — Dominik at 6:28 pm on Sunday, October 2, 2011

Mam w domu dużą szafę na ubrania, taką w zabudowie. Jest w niej sporo miejsca, jednak jestem typem osoby, która lubi kupować ubrania i często robię to pod wpływem impulsu. Skutek jest taki, że szafa dosyć szybko się zapełnia i zaczyna brakować w niej miejsca. Istnieje pewien potencjał dalszego upychania ubrań w szafie, jednak i on ma swoje granice. Wtedy jest już w niej bardzo ciężko coś zarówno schować, jak i znaleźć.

Tłok

Jest nieznośny. Ubrania powciskane na siłę, rzadko wcześniej wyprasowane. A nawet jeśli wyprasowane, to przez ten brak miejsca i tak się pogniotą i nie nadają do założenia prosto po wyjęciu z szafy. Podchodząc do tak zapchanej szafy czuję od razu jakiś rodzaj zniechęcenia, zawirowania i zauważyłem, że moje nastawienie do nowego dnia na tym cierpi. Chaos chyba mi nie służy.

Porządki

Wpadłem więc na prosty pomysł. Raz do roku staję przed moją szafą i otwieram ja na oścież. Przez chwilę przyglądam się jej w takim zapchanym stanie i zbieram w sobie energię do czynu. Zaczynam wyjmować wszystko na zewnątrz - z każdej półki i wieszaka po kolei. Systematycznie półka po półce, przegroda po przegrodzie, wszystko ląduje na podłodze. Dzięki tej radykalnej akcji mam możliwość zobaczyć dokładnie, co i w jakim stanie stanowi aktualnie zawartość mojej szafy. Całe to przedsięwzięcie ma oczywiście jeden cel – zrobić w szafie więcej miejsca na nowe ubrania. W związku z tym, czegoś muszę się jednak pozbyć. Klucz jest bardzo prosty – używając terminologii handlowej, sprawdzam rotację każdej z rzeczy. Rotację, czyli jak często nosiłem ją w ciągu ostatniego roku. Jeśli więcej niż raz, rzecz wraca do szafy. Jeśli ani razu w ciągu ostatniego roku, ale rzecz nadal mi się podoba – także, aczkolwiek warunkowo, wraca do szafy. Jeśli coś ewidentnie mi się już nie podoba, lub nie nosiłem tego znacznie dłużej niż rok – musimy się pożegnać. Odkładam rzecz na bok. Jak się okazuje, po każdej takiej akcji zbiera się dość pokaźna górka ubrań, których już nie noszę, nie mam więc z nich pożytku, zajmują tylko przestrzeń. Ich dalszy los czeka na nie w pojemnikach na odzież, ustawianych przez organizacje pomocowe.

Porządek

Zauważyłem przedziwną zależność. Po każdym czyszczeniu szafy coś się dzieje i zmienia w moim życiu. Pojawia się nowa energia, sprawy życiowe stają się przejrzystsze i prostsze. Łatwiej dostrzec mi ich prawdziwą naturę, łatwiej podejmować decyzje. Podobnie jak w szafie - w mojej psychice pojawia się przestrzeń na nowe doświadczenie. W jakiś magiczny sposób pozbycie się ‘zapychaczy’ z szafy pomaga mi pozbyć się różnych spraw, myśli, niedokończonych tematów zarówno w głowie jak i w życiu. Na swojej życiowej drodze zbieramy przecież mnóstwo różnych doświadczeń, wspomnień, zapisów. Wiele z nich dobrze nam służy, uczymy się dzięki temu świata i jego zasad. Znaczna jednak część to zupełnie niepotrzebny balast, którego utrzymanie pochłania bardzo dużo naszej energii. W procesie psychoterapii mówimy często o domykaniu nie zakończonych spraw, dzięki czemu przestają one być tak dużym obciążeniem. Mam wrażenie, że w nie do końca dla mnie jasny sposób, porządki w szafie z ubraniami mają dużo wspólnego z porządkami w psychice.

Pizza z dostawą na plażę

Filed under: Psychologia, Rozwój osobisty — Dominik at 8:10 am on Monday, August 1, 2011

Jako że czas na kolejny artykuł wypadł dokładnie w połowie wakacji, postanowiłem że powstanie tekst trochę swobodniejszy i luźniej związany z psychologią i psychoterapią, mający jednak oczywiście pewne odniesienia do spraw psychologicznych czy rozwoju osobistego. Sam także wróciłem kilka dni temu z wyprawy nad nasze polskie morze i pewne nowe zjawisko, które zaobserwowałem, skłoniło mnie do podzielenia się kilkoma refleksjami.

Zimne napoje! Gotowana kukurydza!

Od wielu lat nieodłącznym elementem plażowego krajobrazu w Polsce są niestrudzeni wędrowcy oferujący różne produkty spożywcze, do zakupu których nawołują w mniej lub bardziej oryginalny sposób. Począwszy od zimnych napojów, przez gorącą kawę, gotowany bób i jagodzianki, naprawdę na różne sposoby możemy zaspokoić głód i pragnienie, praktycznie nie podnosząc się z kocyka. Może to i wygodne, choć spotkałem się też z licznymi zdaniami, że częste migracje kolejnych sprzedawców oraz ich wokalne popisy, dla wielu osób są po jakimś czasie irytujące. Mnie osobiście zawsze było naprawdę szkoda tych osób, które w upale, grzęznąc w piasku, decydują się przemierzać plaże, dźwigając ciężkie, plastikowe lodówki. W tym roku zaskoczyło mnie jednak pewne novum:

Pizza, hamburgery, kebab!

Co takiego? Pizza i kebab na plaży? Czy oni to niosą w tych lodówkach? Jak będzie wyglądało to jedzenie po godzinie noszenia na plaży? Takie myśli błyskawicznie przemknęły mi przez głowę. Podniosłem się więc z ręcznika, aby zaobserwować jak realizowana jest sprzedaż takich artykułów. I tu znaczne zaskoczenie. Okazało się, że ktoś wpadł na pomysł zbierania zamówień na nieco bardziej konkretne dania w postaci pizzy czy hamburgerów i dostarczanie ich na plażę z pobliskiego baru. W pierwszej chwili odezwała się we mnie nutka biznesowa i pomyślałem, że bardzo sprytnie ktoś znalazł niszę w tym plażowym biznesie i zaproponował coś zupełnie nowego. Po chwili jednak pomyślałem w zupełnie inny sposób:

Co jeszcze możemy zrobić za ciebie?

Czy w tym pomyśle nie idziemy jednak za daleko? Czy oferowanie kolejnych propozycji, które mogą znaleźć się pod naszym nosem bez ruszania się z miejsca jest udanym przedsięwzięciem? Czy pozbawianie się własnego działania w czynności nawet tak prozaicznej jak zapewnienie sobie posiłku jest dla nas korzystne? Jakiś czas temu w tekście Podmiotowość, czyli kto tu jest kapitanem pisałem o korzystnych skutkach poczucia własnego sprawstwa. Różne badania wskazują, że ludzie lepiej się czują kiedy mają kontrolę nad swoim życiem i czują, że decyzje, które podejmują są ich własnymi decyzjami. Czy rezygnacja z własnej aktywności w imię wygody na pewno nam się opłaci? Pomijam aspekt wysiłku fizycznego, który stanowi wartość samą w sobie, ale czy nie lepiej udać się po plaży na mały spacer po to, aby samodzielnie wybrać, gdzie zjemy nasz posiłek i co nim będzie? Czy naprawdę warto rezygnować z samodzielnego sięgania po to, czego potrzebujemy miast przyzwyczajać się do bardziej pasywnego sposobu realizowania naszych potrzeb? Mam nadzieję, że za jakiś czas nasze życie nie będzie wyglądało tak, że będziemy pracować z domu, robić zakupy z domu, oglądać filmy w domu, zwiedzać Luwr w domu i spotykać się ze znajomymi na videoczatach czekając aż ktoś zaproponuje nam kolejną, nie wymagającą ruchu ani własnego wyboru rozrywkę. Aby się do tego nie przyczyniać, na pyszną rybkę wraz ze znajomymi udaliśmy się samodzielnie, po drodze dyskutując, w którym barze zakotwiczymy ☺

IMG_9907
Creative Commons License photo credit: bitchcakesny

Projekcja, dobra znajoma

Filed under: Psychologia, Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 6:53 pm on Tuesday, February 1, 2011

Byłem ostatnio świadkiem pewnej scenki, która natchnęła mnie inspiracją do napisania tego tekstu. Otóż załatwiałem sprawę w ZUSie, a właściwie oczekiwałem w kolejce na podejście do stanowiska i chcąc nie chcąc, widziałem i słyszałem jak przy jednym ze stanowisk załatwiał swoją sprawę pewien pan. Jeszcze kiedy oczekiwał w kolejce można było wyczuć jego duże napięcie, niecierpliwość i spore pobudzenie. Jednym słowem, łagodnie mówiąc – nie był w najlepszym humorze. Kiedy podszedł do stanowiska, mocno podniesionym głosem rozpoczął od narzekania, jak to bardzo źle go ZUS potraktował przesyłając jakieś pismo. Nie interesowała mnie merytorycznie sprawa, którą załatwiał, moją uwagę zwróciło jego zachowanie. Od samego początku zarzucał pracownicy brak dobrej woli, niekompetencję i oskarżał o niekulturalne zachowanie. Nadmienię, że pani przy stanowisku obsługiwała tego klienta w moim odczuciu bardzo spokojnie i rzeczowo. Wyraźnie było widać, że kipiący niechęcią i złością pan, swój własny stan próbował przerzucić na swoją rozmówczynię. Przypuszczam, że spotkaliście się z podobnymi sytuacjami, a zjawisko jakie opisałem nosi nazwę projekcji.

Mechanizm obronny

Dlaczego zdecydowałem się napisać o projekcji? Jest ona niezwykle powszechnym i jednocześnie bardzo utrudniającym zdrowe kontakty międzyludzkie zjawiskiem. Projekcja jest jednym z tzw. mechanizmów obronnych, a więc sposobów jakie ludzie wykształcają sobie w celu obrony przed trudnymi przeżyciami psychicznymi. Zasadniczo mechanizmy obronne mają adaptacyjne znaczenie, pozwalają nam przetrwać w wymagających sytuacjach. Jednak często i w nieświadomy sposób potrafią one bardzo się rozbudować w psychice i wtedy stają się już niezbyt pożyteczne. Jeśli działają w dużej liczbie i ze znaczną siłą, utrudniają zdrowe funkcjonowanie, przede wszystkim poprzez zniekształcanie odbioru rzeczywistości. Najczęściej spotykane i omawiane mechanizmy obronne to wyparcie, przemieszczenie, izolacja, zaprzeczenie, racjonalizacja i właśnie projekcja.

łac. proicere, wyrzucać przed siebie

Projekcja polega na przypisywaniu innym ludziom własnych poglądów, zachowań, cech lub przeżyć, najczęściej o charakterze negatywnym, czyli nie akceptowanych u siebie. Jeszcze inaczej, bardziej w duchu Gestalt, można powiedzieć, że projekcja to mechanizm czynienia otoczenia odpowiedzialnym za to, co powstaje we mnie i co się ze mną dzieje - różnych impulsów, myśli, pragnień, ocen. Osoba, która posługuje się mechanizmem projekcji nie potrafi pozwolić sobie na to, żeby rozpoznać u siebie swoje własne stany psychiczne, np. że jest zła, lub zaniepokojona. Uświadomienie sobie takich stanów może być dla niej trudne, np. wtedy gdy wychowywana była w duchu bycia grzeczną i spokojną, a okazywanie złości było przez rodziców niemile widziane. Nauczyła się więc, że okazanie złości jest niewłaściwe. Coś jednak z tą energią stać się musi i jednym ze sposobów jest wyprojektowanie jej na zewnątrz, najczęściej na inną osobę. Wtedy właśnie, podobnie jak pan opisany przeze mnie na początku, zarzuca innym, że są zdenerwowani, smutni lub krytycznie nastawieni. W istocie jest to jednak przypisanie swojego stanu innej osobie. Jak wiele powoduje to komplikacji w relacjach z innymi ludźmi, bardzo łatwo się domyślić.

Nie czyń drugiemu…

Czy projekcję trzeba zwalczać? Czy jest na nią jakieś lekarstwo? Projekcję warto poznać i nauczyć się rozpoznawać ją u siebie. Pierwszym krokiem jest skupienie uwagi na sobie, swoich doznaniach i uczciwe ich uznanie. Dzięki temu możemy wiele zyskać i to w dwóch obszarach. Po pierwsze, na pewno poprawią się dzięki temu nasze relacje z innymi ludźmi. Nikt z nas nie lubi przecież, gdy zarzuca się nam coś, co nas nie dotyczy. Czujemy się wtedy atakowani i w naturalny sposób wyzwala to postawę obronną. Podobnie dzieje się z naszymi rozmówcami, kiedy projektujemy na nich nasze sprawy. Jeśli uda nam się tego nie robić, osoby, które kontaktują się z nami odczują ten kontakt jako bardziej komfortowy, bezpieczny i przyjemny. Drugi zysk jest równie ważny. Dzięki uświadomieniu sobie mechanizmów projekcji możemy podjąć decyzję o spotkaniu się z powstającymi w nas uczuciami i myślami i wziąć za nie odpowiedzialność. Przestajemy wtedy obwiniać za to, co się z nami dzieje naszych partnerów, rodziców, szefów, rząd czy kogokolwiek jeszcze. Stajemy się bardziej świadomi własnych potrzeb, zdolności i możliwości ich zaspokajania. Dzięki temu możemy podejmować lepsze, zdrowsze i skuteczniejsze działania, zmierzające do poprawy jakości naszego życia.

Zdrowie psychiczne

Filed under: Psychologia, Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 10:14 pm on Tuesday, December 7, 2010

Od dłuższego już czasu chodził mi po głowie post o bardziej ogólnym charakterze. Często podczas pracy z klientami dochodzimy do momentu, kiedy rozważamy wspólnie – jaki jest cel pomocy psychologicznej. Do czego mają właściwie doprowadzić nasze rozmowy i wędrówki po życiowych doświadczeniach. W sensie ogólnym zazwyczaj dochodzimy do wspólnego wniosku, że celem jest odzyskanie, bądź poprawa i rozwój zdrowia psychicznego. No pięknie. Tylko czym zdrowie psychiczne jest? Jak je rozumieć? Jak rozpoznamy, że możemy się nim cieszyć?

Definicje oficjalne, medyczne i Wikipedia

Najprostsza i powszechna definicja mówi, że zdrowie psychiczne to brak choroby psychicznej. Czuć w niej wyraźnie charakterystyczne medyczne ujęcie zdrowia, rozumianego jako zaprzeczenie obecności choroby. Mam wrażenie, że mało więc z tej definicji w istocie wynika. Jeśli zatem zdecydujemy się na dalsze poszukiwania, sprawy zaczną się interesująco rozszerzać. Wpisując hasło będące tytułem tego posta w wyszukiwarkę, uzyskamy mnóstwo odnośników do przeróżnych definicji. Większość z nich ujmuje zdrowie psychiczne jako zdolność do pełnego, harmonijnego życia, pozwalającego osiągać satysfakcję w większości życiowych sfer. I zdecydowanie można się z takim poglądem zgodzić. Jeszcze inne, bliskie mi definicje, kładą akcenty na realizowanie wrodzonych potencjałów rozwojowych czyli naszych najlepszych cech i talentów. Wikipedia podaje też interesujące ujęcie zdrowia psychicznego autorstwa polskiego psychologa Kazimierza Dąbrowskiego. Chciałbym jednak bliżej zaprezentować dwa jeszcze inne ujęcia, które wydają mi się szczególnie ciekawe i mają liczne implikacje dla procesu psychoterapii.

Zdrowie jako świadomość

Pierwszą definicję usłyszałem od profesora Czabały, postaci niezwykle ważnej i zasłużonej dla polskiej psychoterapii. Nie wiem czy jest ona jego autorstwa, czy był to przekaz ale zrobiła na mnie duże wrażenie i zapamiętałem ją jako bardzo użyteczną. Zgodnie z nią: ‘zdrowie psychiczne to brak napięcia. A brak napięcia to absolutna świadomość motywów własnego postępowania’. Co mi się w niej podoba? Obydwa jej człony. Czyż nie przyjemne i zdrowe jest życie, kiedy nie przeżywamy wewnętrznych napięć i stresów? Gdy udaje nam się harmonijnie i elastycznie prowadzić nasze sprawy, bez tytanicznych wysiłków i konfliktów? Z pewnością takie życie można nazwać zdrowym. Skąd ma się ten brak napięć brać? A z maksymalnej świadomości. Świadomości dlaczego postępujemy tak a nie inaczej, dlaczego podejmujemy taką a nie inną decyzję, jak przeżywamy to czy inne uczucie. Ta świadomość z pewnością nie gwarantuje braku sytuacji trudnych, jednak na pewno pozwala lepiej sobie z nimi radzić. Lepiej czyli elastyczniej i swobodniej, a to przekłada się na ilość doznawanego napięcia psychicznego.

Zdrowie jako prawda

Autorem drugiej mojej ulubionej definicji zdrowia psychicznego jest Scott M. Peck, autor polecanej przeze mnie często książki ‘Droga rzadziej wędrowana’. Ten niezwykle inspirujący człowiek rozumie zdrowie psychiczne jako: ‘wierność rzeczywistości za wszelką cenę’. Jak rozumieć tę propozycję? Ja rozumiem ją jako zdrowie wynikające z niezafałszowanego odbioru otaczającej nas rzeczywistości. Jeśli będziemy zdolni doświadczać wszystkiego ‘takiego, jakie jest’ to nasze reakcje i podejmowane działania będą oparte o prawdziwe informacje. Nie padniemy ofiarą naszych wyobrażeń, wspomnień, ograniczeń i projekcji i dzięki temu będziemy mogli podejmować lepsze decyzje. One z kolei prowadzą do zdrowszego i bardziej satysfakcjonującego życia. Uważam tę definicję, za niezwykle wielowątkową i twórczą. A może ktoś miałby ochotę podzielić się swoją jej interpretacją i rozumieniem w komentarzu do posta? Zapraszam!

Pilot w worku

Filed under: Psychologia, Rozwój osobisty — Dominik at 2:55 pm on Tuesday, October 5, 2010

Przed wielu, wielu laty, kiedy elektronika domowa, taka jak telewizory, magnetowidy i sprzęt hifi, stawała się coraz nowocześniejsza, pojawił się w użytkowaniu nowy, niezwykle praktyczny przedmiot. Pilot. Małe urządzenie, które za pomocą fali podczerwonej pozwala sterować pracą innych urządzeń, nie ruszając się z miejsca. W początkowych latach obecności pilotów w domach, podczas wizyt u moich znajomych, bądź znajomych moich rodziców, zaobserwowałem i zapamiętałem jedno, dość częste wtedy, interesujące zjawisko. Otóż wiele osób trzymało pilota, najczęściej od telewizora, w foliowym worku. Zawijały go w foliowy worek, wykonując z niego, swego rodzaju pokrowiec. Zapytałem kilku osób, u których znalazłem takie rozwiązanie, o cel jego stosowania. ‘Żeby się nie niszczył’ – taka padała najczęściej odpowiedź. Właściwie odpowiedź bardzo logiczna i racjonalna. Z reguły rzeczy w pokrowcach niszczą się mniej podczas użytkowania. Powstało jednak w mojej głowie pytanie: czy warto?

Życie w poczekalni

Jedna z osób, z którą miałem przyjemność pracować w mojej praktyce, użyła kiedyś takiego sformułowania: ‘ czuję się jakbym żyła w odgrodzeniu od świata, jakby owinięta folią, która nie pozwala mi dobrze widzieć i czuć tego, co się dzieje dookoła’. Osoba ta, miała wrażenie życia jakby obok prawdziwego życia. Często wydawało jej się, że prawdziwe życie, dzieje się gdzieś indziej, że inni ludzie żyją ‘mocniej’, ‘prawdziwiej’, pełnią życia. Owszem, czasem tak się dzieje, że na skutek różnych zdarzeń ludzie w mniejszym lub większym stopniu korzystają z życia, czasami mocno się z niego wycofując. Zazwyczaj postrzegają to negatywnie i chcieliby bardziej uczestniczyć w życiu. Nie chodzi bynajmniej o skrajnie hedonistyczny styl życia polegający na bujnym życiu towarzyskim, bądź inną hiperaktywność. Tutaj wskaźnikiem zdrowia jest własna satysfakcja. Czy mam w moim życiu ważne dla mnie rzeczy? Czy realizuję moje zainteresowania, pasje, cele? Czy przeżywam takie sytuacje, które są dla mnie ważne? Czy też może czegoś bardzo mi brakuje? To przykładowe pytania pozwalające zorientować się, na ile jesteśmy zadowoleni ze swojego uczestnictwa w życiu.

Bezpieczny pokrowiec

Dlaczego czasem nie żyjemy tak bardzo, jak byśmy tego chcieli? Powodów tego może być bardzo wiele, tutaj chciałbym się jednak skupić na jednym z nich, tym który skojarzył mi się właśnie ze wspomnieniem pilotów w workach. Życie w pełni, na wyższych obrotach, jak to nazywają niektórzy, wiąże się zazwyczaj z przeżywaniem, często silnych, emocji. Doznania takie jak radość, silne zainteresowanie, czasem euforia, ale także smutek, złość i tęsknota są jednymi z silniejszych i nie wszyscy potrafią je zdrowo przeżywać. Wielokrotnie spotykałem się z osobami, które bardzo, bardzo wręcz mocno, poskramiają swoje emocje, próbują ich nie odczuwać, a już z pewnością nie wyrażać. Zazwyczaj ma to swoje głębokie korzenie w domu rodzinnym, w którym nie było przyzwolenia na pełną ekspresję emocjonalną, zarówno dorosłych, jaki i w konsekwencji dzieci. Najmłodsi uczą się wtedy, że nie powinni okazywać smutku, gniewu, rozczarowania i innych ważnych emocji. Żeby ich nie okazywać, najlepiej ich nie odczuwać. A żeby ich nie odczuwać, najłatwiej jest z nich zrezygnować, rezygnując z sytuacji, w których mogłyby powstać. W ten sposób budujemy sobie barierę odgradzającą nas od świata, który mógłby wzbudzić w nas niepożądane doznania.

Rozerwana folia

Czy takie życie może być satysfakcjonujące? Być może i tak, być może są osoby, którym to odpowiada. Zazwyczaj jednak, wcześniej czy później, osoba żyjąca w taki sposób zaczyna odczuwać wynikający z tego dyskomfort i dostrzega cenę jaką płaci za takie funkcjonowanie. Nuda, brak satysfakcji i okresowo gorszy nastrój to łagodniejszy skraj możliwych przeżyć. Depresja, używki, izolacja, to formy bardziej zaawansowane. Czy można to zmienić? Tak, oczywiście. Choć w zależności od grubości izolującego ‘worka’ może to być proces trudny i długotrwały. W żadnym wypadku nie warto popadać w przeciwną skrajność i aplikować sobie zmasowane silne przeżycia. Takie zabawy mogą być niebezpieczne. Warto jednak otworzyć się na własne życie emocjonalne. Jeśli zdecydujemy się na stopniowe zwiększanie kontaktu z własnymi przeżyciami, powoli zaczną one ukazywać nam swój wspaniały kolor i smak. Zdrowe przeżywanie emocji pozwala na bardziej adekwatne i elastyczne reagowanie na to, co nas w życiu spotka, pozwalając jednocześnie cieszyć się naszym życiem w taki sposób, jaki nam odpowiada.

X-Ultimate Shirt Shooting 2010
Creative Commons License photo credit: X-BIONIC

Gdzie jest moja motywacja?

Filed under: Psychologia, Rozwój osobisty — Dominik at 12:37 pm on Friday, August 6, 2010

Mimo iż mamy środek wakacji, wpadł mi do głowy temat mało związany z wypoczynkiem i relaksem. Kilkoro moich znajomych narzekało ostatnio na brak energii do działania i kłopoty w zmotywowaniu się do zrobienia różnych rzeczy. ‘Nic mi się nie chce’ lub ‘Chyba potrzebuję wakacji, bo jestem ciągle rozdrażniona’ – takie słyszałem słowa. Mimo świadomości, że powinni lub chcieliby coś zrobić, zupełnie się to nie udaje. Jak więc to jest z tą motywacją?

Siła sprawcza

Motywację najczęściej określa się jako zdolność i gotowość jednostki do podjęcia i kontynuowania określonego zachowania. Czasem traktujemy ją jako pewien rodzaj siły, energii, która inicjuje, ukierunkowuje i podtrzymuje nasze działanie. Jeden z podziałów mówi o motywacji wewnętrznej i zewnętrznej. Wewnętrzna pochodzi z nas samych – czujemy, że coś jest dla nas ważne, kierujemy na ten obiekt uwagę i podejmujemy lub nie, określone działanie. Motywacja zewnętrzna wiąże się z działaniem zewnętrznego bodźca w postaci kary lub nagrody, za wykonanie lub nie, określonego działania. Wielu znawców motywacji podkreśla prymat motywacji wewnętrznej nad zewnętrzną. To co jest ‘nasze’ okazuje się być znacznie silniejszym motywatorem.

Bariery i blokady

Wszystko pięknie wygląda w teorii, co jednak począć kiedy motywacja nam siada. Niby widzimy możliwości, moglibyśmy coś zrobić lecz podejmowanie działania przychodzi nam z dużym trudem. Coś jakby osłabia, powstrzymuje przed działaniem, rozbraja z energii. Przyczyn tego może być kilka. Jedną z nich (i bardzo częstą) jest niska świadomość własnej sytuacji i ważnych dla nas spraw. Jeśli nie dokonamy świadomej refleksji na temat naszego życia, naszych najważniejszych celów i preferencji, może to skutkować poczuciem zagubienia, osłabienia, przypadkowości życia. Energia jest wtedy rozproszona i motywację mamy niską. Podobnie jest w przypadku kiedy nasze zadania i działania nie są zgodne z naszym systemem wartości, przekonaniami i preferencjami. Przykładem może być sytuacja, w której wykonujemy pracą całkowicie niezgodną z naszą naturą. Jeśli nasze cele będą niezgodne z nami, pojawi się odczuwany (lub nie, ale jednak obecny!) wewnętrzny opór i sami zaczniemy sabotować dalsze działania. Kolejnym źródłem osłabienia motywacji może być nagromadzenie wielu zaległych, domagających się interwencji spraw. To jest tak trochę jak ze zmywaniem naczyń: łatwiej jest zmyć jeden kubek po kawie, niż zabrać się za całą stertę naczyń z dwóch dni. Jeszcze innym i niestety bardzo silnie działającym źródłem trudności z motywacją mogą być wewnętrzne blokady i ograniczenia wynikające z nierozwiązanych konfliktów i spraw z przeszłości. Silne przeżycia, deficyty bądź nadużycia emocjonalne pochodzące z wcześniejszych okresów życia, potrafią niezwykle skutecznie i trwale degradować motywację i energię życiową.

Co możemy zrobić?

W przypadkach opisanych jako ostatnie w poprzednim akapicie, bardzo trudno może być nam poradzić sobie samemu. Niezbędna może okazać się psychoterapia i pomoc specjalisty. Często jednak możemy opanować sytuację samodzielnie. Podstawową sprawą jest uczciwa i względnie dokładna autorefleksja. Otwarte spojrzenie na samego siebie, własne wartości i preferencje, na obecną sytuację życiową, stan zaspokojenia najważniejszych potrzeb to punkt wyjścia. Pomocne mogą być pytania takie jak: co jest dla mnie najważniejsze, a co ważne? O czym marzę? O czym zawsze marzyłem i jak to jest obecne w moim życiu? Dokąd obecnie zmierzam? Gdzie będę za 10 lat? Co chciałbym natychmiast zmienić w moim życiu? Co mnie najbardziej martwi, niepokoi? Co czuję w różnych sytuacjach? Czego potrzebuję? Odpowiedzenie na niektóre z tych pytań wcale może nie być łatwe, będzie wymagało sporo odwagi i uczciwości względem samego siebie. Uświadomienie sobie niektórych spraw może bowiem być doświadczeniem wymagającym podjęcia określonych decyzji i zmian. Jednak pozyskane informacje w postaci zarówno myśli jak i pojawiających się odczuć, będą wspaniałymi drogowskazami pokazującymi nam kierunki odzyskania motywacji i energii życiowej. Psychologia humanistyczna stoi na stanowisku, że każdemu z nas dane są zasoby i zdolności do zdrowego i satysfakcjonującego życia. Sami jednak musimy zatroszczyć się o to, aby mogły one swobodnie się w nim realizować.

Bonsai

Filed under: Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 12:06 am on Thursday, May 27, 2010

Kojarzona głównie z Japonią, ale w istocie chińska sztuka bonsai, to sztuka miniaturyzowania roślin. Na skutek różnych zabiegów, polegających głownie na owijaniu drutem oraz odpowiednim przycinaniu rośliny, udaje się powstrzymać ją przed wzrostem do naturalnej wielkości. Roślina karłowacieje, stając się miniaturowym drzewkiem. Dlaczego o tym piszę? W moim odczuciu to, co często spotyka ludzi w życiu, to swego rodzaju psychiczne bonsai.

Zdrowa natura

Wyobraźmy sobie jak wszystko wyglądać może, kiedy dwoje świadomych ogrodników, postanowi w zdrowy sposób zaufać naturalnemu procesowi wzrostu ich malutkiej roślinki. Kierując się miłością stwarzają jej optymalne warunki: dbają aby miała dostęp do żyznej, wartościowej gleby, dostarczają odpowiednią ilość wody i pilnują, żeby nie brakowało ożywczego światła. Starają się, aby niczego roślince nie zabrakło, oraz żeby nie była narażona na niebezpieczeństwo inwazji potencjalnie groźnych czynników. Z drugiej strony zachowują także zdrowy umiar, unikając przekarmiania, rozpieszczania i klaustrofobicznej ochrony. Dzięki taki warunkom, roślinka może w zdrowy i bezpieczny sposób realizować swoje najcenniejsze potencjały rozwojowe i w konsekwencji wyrosnąć na silne i piękne, harmonijnie rozwinięte drzewo.

Psychiczne bonsai

Często jednak ogrodnicy wpadają na różne dziwne pomysły. Kierowani własnymi doświadczeniami mogą na przykład wybudować nad roślinką szklany klosz, który ma być ochroną przed groźnym światem zewnętrznym. Ochrona - tak, izolacja - nie. Zbyt szczelny klosz nie pozwoli roślince na kontakt ze światem i poznanie jego prawdziwej natury. Skutkiem tego może być nieprzygotowanie rośliny do przetrwania w dorosłym świecie. Jednak chyba jeszcze gorsze losy spotykają roślinkę, której ogrodnicy wpadają na pomysł ukształtowania jej zgodnie z jakimś swoim wyobrażeniem. Fundują zatem swojej podopiecznej kurację polegającą na wiązaniu jej drutem wymagań i oczekiwań, poleceń i nakazów zachowywania się taki, a nie inny sposób. Przycinają bezlitośnie, beztrosko wybijające młodziutkie gałązki i listki, poskramiając w ten sposób zdrową ekspresję natury i próbują nadawać roślinie wymyślony kształt. Takimi ogrodnikami są często rodzice, którzy nie zrealizowali się w swoim własnym życiu, którym najczęściej także nie pozwolono realizować swoich najcenniejszych możliwości. Rezultatem takich działań jest dorosła roślina, która w zasadzie jest, jakoś żyje, ale jest to życie mocno ograniczone, zniekształcone w wielu obszarach, pozbawione pełni doświadczania. Co gorsza, długotrwała obecność ograniczeń i zniekształceń tak mocno zapisuje się w naszej pamięci, że nawet kiedy już wyzwolimy się spod fizycznej władzy ogrodników, nadal żyjemy i rośniemy w taki sposób, jak gdyby pętały nas niewidzialne więzy i druty. Sami sobie fundujemy labirynt wymagań i ograniczeń, który z pewnością nie prowadzi do wyjścia z napisem ‘Zdrowe JA’.

Rozerwać druty

Wypaczone funkcjonowanie często prowadzi do załamania. Nie da się już dalej żyć w taki poskręcany, ograniczony sposób. Powtarzające się niepowodzenia, obniżony nastrój, brak energii życiowej i cierpienie psychiczne (a często i fizyczne) najlepiej wskazują, że coś w naszej postaci nie działa w zgodny z naturą sposób. Męczymy się z życiem, a w istocie z ograniczającymi przekonaniami na swój temat. ‘Nie jestem wystarczająco sprawny/mądry/atrakcyjny/odważny/gotowy’ by coś zrobić czy przeżyć. Na szczęście jednak prawdziwa natura najczęściej domaga się realizacji.

Jak pozbyć się ograniczających, niewidzialnych więzów i ograniczeń? Jeśli nie są one bardzo silne i bardzo liczne, można poradzić sobie z nimi często samodzielnie. Warto skupić uwagę na sobie i obserwować swoje myśli i odczucia. Należy przejrzeć i zweryfikować przekonania na temat swojej osoby, innych ludzi i natury świata. Rozmowy z bliską, zaufaną osobą, podobnie jak mądre lektury z pogranicza psychologii i filozofii mogą okazać się nieocenione. Należy także wtedy próbować testować w aktualnym życiu czy stare schematy są nam potrzebne – wchodzić ostrożnie w nowe sytuacje, które wcześniej budziły niepokój. Jak się okaże, często zupełnie nie potrzebne.

Kiedy jednak ograniczenia są liczne i wydają się gęsto utkaną, krępującą siatką, bez pomocy psychoterapeutycznej może być bardzo trudno. Terapeuta stworzy warunki do bezpiecznego ujawniania i poznawania starych myśli i wzorów reagowania. Dzięki temu można poznać ich genezę, sytuacyjne i emocjonalne konteksty, przeżyć je i zweryfikować ich obecną wartość. Można sobie to wyobrazić jako przebudowę struktury, podczas której rezygnujemy z ograniczających, obcych elementów, w ich miejsce wprowadzając nowe, własne, adekwatne do dzisiejszego życia i jego wymagań. Po takiej intensywnej pracy wewnętrznej, także przychodzi czas na wyjście w stronę świata i sprawdzenie, że stare ograniczenia były całkowicie zbędne. Jednocześnie zaczynamy kształtować swoją nową formę, tym razem już zgodnie z prawdziwą naturą, samodzielnie i bardziej świadomie.

January 28, 2010-2
Creative Commons License photo credit: SenzEnina

JA i JA czyli o stosunku do samego siebie

Filed under: Psychologia, Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 12:53 am on Thursday, March 25, 2010

Chciałbym zaproponować Ci dziś spotkanie z kimś wyjątkowym. Z osobą niepowtarzalną, godną szacunku, doskonałą w swojej postaci. Z kimś, kto ma do zaoferowania innym ludziom wiele wartościowych rzeczy.
Jakie odczucia towarzyszyły Ci kiedy czytałeś te trzy zdania? Czy przypuszczałaś, że może chodzić o Ciebie? Czy zgadzasz się z takim opisem siebie, jaki zaprezentowałem? Jeśli tak, możesz od razu przeskoczyć do akapitu ‘JA w zgodzie z JA’. Jeśli jednak na swój temat uważasz coś innego i z trudem przyszłoby Ci uznać swoją wyjątkowość, poniższy fragment będzie dla Ciebie.

JA kontra JA

Kiedy się rodzimy, jesteśmy w pełnej zgodzie względem samych siebie. Później jednak mogą mieć miejsce różne wydarzenia i możemy dowiedzieć się o sobie wielu rzeczy od innych ludzi. To co przeżyjemy i usłyszymy, może mocno wpłynąć na kształtowanie naszego myślenia o sobie samych. Jeśli reakcje otoczenia, szczególnie rodziców, na nas, będą krytyczne, chłodne, ograniczające, naruszające godność i odrębność małego człowieka, jest duża szansa, że wzrastając nabierzemy wielu niekorzystnych przekonań na swój temat. Czy znane są Ci myśli takie jak: ‘jestem do niczego’, ‘nic mi się nie udaje’, inni są lepsi/mądrzejsi/zasługują na więcej niż ja’? To właśnie skutek takiego oddziaływania środowiska na dziecko. Warto zadać sobie wtedy pytanie: skąd się wzięło takie moje myślenie? Gdzie to słyszałem? Kto tak do mnie mówił? W dorosłym życiu, takie głęboko zakodowane przekazy stają się dla nas okrutnie ograniczającą, wewnętrzną rzeczywistością, która nie pozwala nam rozwinąć skrzydeł i realizować ważnych dla nas zadań. Sterowani nieświadomymi w większości, wchłoniętymi przekazami, bojkotujemy własne możliwości, sądząc, że nie zasługujemy na to co świat ma nam do zaoferowania. Negatywny obraz siebie jest niezwykle drenującą konstrukcją, która potrafi pozbawić nas energii i odwagi na wiele, wiele lat.

JA w zgodzie z JA

Są jednak osoby, które mają wielkie szczęście. Jeśli nasze otoczenie, z rodziną na czele, zaoferuje nam zdrowe i przychylne przyjęcie, nasza pozycja w życiu może być zupełnie inna. Otrzymując wspierające, ciepłe, troskliwe i szanujące naszą odrębność traktowanie, jest duża szansa, że wyrośniemy na osobę zintegrowaną i dobrze radzącą sobie z życiem. Nasz obraz samych siebie będzie wtedy bardziej adekwatny, będzie nam dobrze służył, pozwalając realizować indywidualne potencjały rozwojowe. Potocznie nazywa się taki stan psychiczny silnym poczuciem własnej wartości, dobrą samooceną. Łatwiej wtedy jest stosować w różnych sytuacjach życiowych postawy asertywne, które dobrze dbają o nasze samopoczucie i zdrowie psychiczne. Mając korzystny obraz siebie, nawet w sytuacjach trudnych, potrafimy radzić sobie w sposób zdrowy i rozwojowy dla nas.

Integracja JA

Psychoterapia daje szansę na pogodzenie się ze sobą. Poznając i oglądając różne aspekty samego siebie, możemy zdecydować, które elementy naszego obrazu siebie są prawdą o nas, służą nam i warto je wzmacniać. Możemy też dokładnie przyjrzeć się tym częściom, które mogą pochodzić od innych osób i zupełnie nie mieć pokrycia w rzeczywistości. Poznając ich naturę możemy zdecydować, czy nadal chcemy je mieć i jeśli uznamy, że nie - niejako je ‘wymontować’. Inne z kolei możemy ocenić jako niezbyt lubiane, jednak prawdziwe i wtedy możemy nadać im nowe znaczenia i zintegrować z resztą osobowości. Taka integracja daje szansę na pełniejsze i zdrowsze życie.

Amerykańskie kasyno czyli rzecz o potrzebach

Filed under: Psychologia, Rozwój osobisty — Dominik at 2:43 pm on Tuesday, December 29, 2009

Telewizję oglądam dosyć rzadko, mam swoje ulubione programy i okazjonalnie tylko, obejrzę coś przypadkowego. Lubię jednak przebiec przez programy należące do grupy Discovery. Zazwyczaj oglądam filmy o wielkich i niezwykłych budowlach lub przedsięwzięciach, poruszają one moją wyobraźnię. Jednak ostatnio, mając wolną godzinę, trafiłem na początek programu pt. ‘Amerykańskie kasyno’. Właściwie nie ma powodu, dla którego powinienem kontynuować oglądanie tego filmu, ponieważ hazard leży poza sferą moich zainteresowań, jednak z jakiegoś powodu film ten przykuł moją uwagę, aż do samego końca.

Organizacja

Jako osoba obecna przez kilka lat w biznesie i dużych organizacjach, na początku zwróciłem uwagę na stronę organizacyjną całego przedsięwzięcia. Wielkie kasyno w Las Vegas to prawdziwe przedsiębiorstwo. Pracuje w nim pewnie kilkaset osób, w najprzeróżniejszych działach, z których obsługa sali gier to tylko jedna grupa, widoczna dla klientów. Oprócz tego personel barów, restauracji, przynależnych hoteli, ochrona, managerowie, kierowcy, obsługa VIPów i nie wiadomo kto jeszcze. Wszyscy ci ludzie pracują na najwyższych obrotach, z nieodłącznym uśmiechem na ustach, a ich celem jest tylko jedno – zadowolenie gości kasyna.

Goście…

Kim są ludzie przychodzący wydać pieniądze w kasynie? Prawdę mówiąc, nie mam najmniejszego pojęcia, jako, że nigdy nie interesowałem się tym rodzajem rozrywki. Z filmu mogłem jednak odkodować, że klientela może być bardzo różna; od drobnych graczy, którzy chcą otrzeć się o wielki świat i wielkie emocje, wydając kilkadziesiąt dolarów, po wielkich graczy, szukających szczególnych doznań, za które gotowi są płacić ogromne pieniądze. Dla kasyna, ci ostatni są oczywiście najważniejsi. To dla nich przygotowywane są specjalne programy VIP, atrakcje, pomieszczenia, rozrywki a przede wszystkim wyjątkowy service czyli jakość obsługi na każdym kroku.

…i ich potrzeby

Obsługa najważniejszych graczy rozpoczyna się tuż po podjechaniu limuzyny pod wejście do kasyna lub po wylądowaniu helikoptera na specjalnym lądowisku. Dedykowane osoby zajmują się wszelkimi, mniej lub bardziej ważnymi czynnościami ułatwiającymi pobyt - od odbioru bagażu zaczynając, przez prowadzenie w żądane miejsca, pomoc w czasie gry i obsługę w pokojach hotelowych. Lista dostępnych usług wydaje się być nieograniczona. Można nie tylko grać w kasynie, ale i wydać przyjęcie dla znajomych, polecieć do Wielkiego Kanionu i zjeść tam kolację, a na koniec wziąć ślub. Wszystko dla ciebie, drogi kliencie! Motywów takich zachowań klientów może być bardzo dużo. Od chęci odreagowania i oderwania od normalnego życia, przez potrzebę zabawy na wysokich obrotach, aż do chęci pokazania innym, jak majętną i potężną osobą jestem.
Zastanawiałem się, czy jest jakiś wspólny mianownik dla wszystkich tych zwykłych i całkowicie zwariowanych zachcianek i poszukiwania doskonałej obsługi. W moim odczuciu – jest. Przypuszczam, że istotą sprawy jest głęboka potrzeba w postaci bycia traktowanym wyjątkowo, z największą uwagą.

Zrób to dla mnie, zaopiekuj się mną

W każdym z nas drzemie naturalna potrzeba zaopiekowania się nami, otrzymania szczególnego traktowania. Któż nie chciałby chociaż raz, być traktowanym ze szczególną troską i uwagą. W dzieciństwie takie sytuacje mogły się zdarzać gdy np. zachorowaliśmy i mama z troską biegała wokół nas, spełniając każdą zachciankę. Nie każdy jednak taką opiekę otrzymał w potrzebnej ilości. Dorosłe życie może potoczyć się bardzo różnie i często mogą ujawniać się braki w zakresie uwagi, jaką dziecko powinno otrzymać na wczesnych etapach rozwojowych. Ludzie próbują wtedy bardzo różnie zapewnić sobie to, czego nie było kiedyś – troskliwe traktowanie. Dobrze jeśli potrafią zdrowo zadbać o siebie i tworzą zdrowe relacje. Często jednak potrzeba opieki staje się kompulsywna i zachłanna. W takich sytuacjach kariera, pieniądze i władza, mogą stać się środkami do spełniania potrzeb dorosłej osoby, w której w istocie, w środku mieszka małe, niezaopiekowane dziecko. Takie dziecko będzie pragnęło szczególnego traktowania, za które skłonne będzie zapłacić często duże pieniądze.

Next Page »