Bonsai
Kojarzona głównie z Japonią, ale w istocie chińska sztuka bonsai, to sztuka miniaturyzowania roślin. Na skutek różnych zabiegów, polegających głownie na owijaniu drutem oraz odpowiednim przycinaniu rośliny, udaje się powstrzymać ją przed wzrostem do naturalnej wielkości. Roślina karłowacieje, stając się miniaturowym drzewkiem. Dlaczego o tym piszę? W moim odczuciu to, co często spotyka ludzi w życiu, to swego rodzaju psychiczne bonsai.
Zdrowa natura
Wyobraźmy sobie jak wszystko wyglądać może, kiedy dwoje świadomych ogrodników, postanowi w zdrowy sposób zaufać naturalnemu procesowi wzrostu ich malutkiej roślinki. Kierując się miłością stwarzają jej optymalne warunki: dbają aby miała dostęp do żyznej, wartościowej gleby, dostarczają odpowiednią ilość wody i pilnują, żeby nie brakowało ożywczego światła. Starają się, aby niczego roślince nie zabrakło, oraz żeby nie była narażona na niebezpieczeństwo inwazji potencjalnie groźnych czynników. Z drugiej strony zachowują także zdrowy umiar, unikając przekarmiania, rozpieszczania i klaustrofobicznej ochrony. Dzięki taki warunkom, roślinka może w zdrowy i bezpieczny sposób realizować swoje najcenniejsze potencjały rozwojowe i w konsekwencji wyrosnąć na silne i piękne, harmonijnie rozwinięte drzewo.
Psychiczne bonsai
Często jednak ogrodnicy wpadają na różne dziwne pomysły. Kierowani własnymi doświadczeniami mogą na przykład wybudować nad roślinką szklany klosz, który ma być ochroną przed groźnym światem zewnętrznym. Ochrona - tak, izolacja - nie. Zbyt szczelny klosz nie pozwoli roślince na kontakt ze światem i poznanie jego prawdziwej natury. Skutkiem tego może być nieprzygotowanie rośliny do przetrwania w dorosłym świecie. Jednak chyba jeszcze gorsze losy spotykają roślinkę, której ogrodnicy wpadają na pomysł ukształtowania jej zgodnie z jakimś swoim wyobrażeniem. Fundują zatem swojej podopiecznej kurację polegającą na wiązaniu jej drutem wymagań i oczekiwań, poleceń i nakazów zachowywania się taki, a nie inny sposób. Przycinają bezlitośnie, beztrosko wybijające młodziutkie gałązki i listki, poskramiając w ten sposób zdrową ekspresję natury i próbują nadawać roślinie wymyślony kształt. Takimi ogrodnikami są często rodzice, którzy nie zrealizowali się w swoim własnym życiu, którym najczęściej także nie pozwolono realizować swoich najcenniejszych możliwości. Rezultatem takich działań jest dorosła roślina, która w zasadzie jest, jakoś żyje, ale jest to życie mocno ograniczone, zniekształcone w wielu obszarach, pozbawione pełni doświadczania. Co gorsza, długotrwała obecność ograniczeń i zniekształceń tak mocno zapisuje się w naszej pamięci, że nawet kiedy już wyzwolimy się spod fizycznej władzy ogrodników, nadal żyjemy i rośniemy w taki sposób, jak gdyby pętały nas niewidzialne więzy i druty. Sami sobie fundujemy labirynt wymagań i ograniczeń, który z pewnością nie prowadzi do wyjścia z napisem ‘Zdrowe JA’.
Rozerwać druty
Wypaczone funkcjonowanie często prowadzi do załamania. Nie da się już dalej żyć w taki poskręcany, ograniczony sposób. Powtarzające się niepowodzenia, obniżony nastrój, brak energii życiowej i cierpienie psychiczne (a często i fizyczne) najlepiej wskazują, że coś w naszej postaci nie działa w zgodny z naturą sposób. Męczymy się z życiem, a w istocie z ograniczającymi przekonaniami na swój temat. ‘Nie jestem wystarczająco sprawny/mądry/atrakcyjny/odważny/gotowy’ by coś zrobić czy przeżyć. Na szczęście jednak prawdziwa natura najczęściej domaga się realizacji.
Jak pozbyć się ograniczających, niewidzialnych więzów i ograniczeń? Jeśli nie są one bardzo silne i bardzo liczne, można poradzić sobie z nimi często samodzielnie. Warto skupić uwagę na sobie i obserwować swoje myśli i odczucia. Należy przejrzeć i zweryfikować przekonania na temat swojej osoby, innych ludzi i natury świata. Rozmowy z bliską, zaufaną osobą, podobnie jak mądre lektury z pogranicza psychologii i filozofii mogą okazać się nieocenione. Należy także wtedy próbować testować w aktualnym życiu czy stare schematy są nam potrzebne – wchodzić ostrożnie w nowe sytuacje, które wcześniej budziły niepokój. Jak się okaże, często zupełnie nie potrzebne.
Kiedy jednak ograniczenia są liczne i wydają się gęsto utkaną, krępującą siatką, bez pomocy psychoterapeutycznej może być bardzo trudno. Terapeuta stworzy warunki do bezpiecznego ujawniania i poznawania starych myśli i wzorów reagowania. Dzięki temu można poznać ich genezę, sytuacyjne i emocjonalne konteksty, przeżyć je i zweryfikować ich obecną wartość. Można sobie to wyobrazić jako przebudowę struktury, podczas której rezygnujemy z ograniczających, obcych elementów, w ich miejsce wprowadzając nowe, własne, adekwatne do dzisiejszego życia i jego wymagań. Po takiej intensywnej pracy wewnętrznej, także przychodzi czas na wyjście w stronę świata i sprawdzenie, że stare ograniczenia były całkowicie zbędne. Jednocześnie zaczynamy kształtować swoją nową formę, tym razem już zgodnie z prawdziwą naturą, samodzielnie i bardziej świadomie.



