Psychologium

Psychologia dla Ciebie

Asertywność – modne hasło?

Filed under: Psychologia, Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 7:40 pm on Wednesday, October 28, 2009

Od pewnego czasu ogromną popularność zyskuje słowo ‘asertywność’. Często spotkać je można w rozmowach, w różnych programach telewizyjnych, w artykułach prasowych i w Internecie. Psycholodzy wszystkich chyba orientacji promują zachowania asertywne jako godne stosowania, liczne treningi i szkolenia, mają zajęcia z asertywności w swoich programach. Wydawać mogłoby się, że tak powszechny temat będzie dobrze znany i poprawnie rozumiany. Czy tak jednak jest? Czy dobrze rozumiemy idee asertywności? A przede wszystkim – czy ta rosnąca popularność jest faktycznie uzasadniona i czy warto nawiązać z asertywnością bliższą znajomość?

Mówię ‘NIE’, mówię ‘TAK’

Prowadzę co jakiś czas treningi i warsztaty z asertywności i zawsze na początku sonduję, jak rozumiana jest asertywność przez uczestników. Zazwyczaj padają propozycje brzmiące: ‘asertywność to umiejętność mówienia NIE’ lub ‘to umiejętność odmawiania’. Tak, to prawda. Takie przykłady, to przykłady zachowań asertywnych. Ale nie jest to pełen obraz. Asertywność to coś znacznie więcej niż tylko umiejętność powiedzenia ‘NIE’. Asertywność to także zdolność do powiedzenia ‘TAK’, to także zdolność do chwalenia innych osób ale także dostarczenia im konstruktywnej krytyki, to zdolność do obrony swoich praw, do wyrażania różnych swoich opinii i uczuć. Jest więc to szeroki wachlarz zachowań, a wszystkie one obejmują dwa główne elementy: zdolność do zadbania o własne sprawy, z jednoczesnym poszanowaniem praw innych ludzi. Można więc definicyjnie powiedzieć, że asertywność to umiejętność opierająca się na dwóch filarach: zdolności do dbania o siebie i postępowania w zgodzie z sobą przy jednoczesnym szacunku dla innych osób i respektowaniu takich samych praw u nich.

Zalety asertywności

Skąd zatem taka popularność koncepcji asertywności? Przede wszystkim, przyjęcie postawy asertywnej pozwala w bardzo dobry sposób zabezpieczyć wiele naszych elementarnych potrzeb. A dokładniej zapewnić relatywnie skuteczny sposób ich realizowania. Dzięki zachowaniom asertywnym jesteśmy w stanie skutecznie komunikować się z otoczeniem, tym samym dając wyraz naszym żywotnym sprawom. Mamy szansę powiedzieć innym ludziom co jest dla nas ważne i czego oczekujemy. Czujemy się dobrze z tym, że jesteśmy odpowiedzialni za samych siebie, i że dbamy o siebie. Zwiększa to nasze poczucie sprawstwa, a to zazwyczaj prowadzi do wzrostu samooceny i poczucia własnej wartości. Nasze zachowanie staje się jasne i zrozumiałe dla innych ludzi, a to powoduje, że czują się w kontakcie z nami bezpiecznie, wiedzą o co nam chodzi i czują się traktowani fair.

Asertywny język

Osoby asertywne są świadome siebie i swoich potrzeb i potrafią w zdrowy sposób dbać o ich spełnienie. Nie ma to nic wspólnego z egoizmem. Nie odbywa się to bowiem kosztem innych osób. Asertywność bardzo wyraźnie manifestuje się na poziomie języka. Osoby asertywne używają tzw. Komunikatów JA, w odróżnieniu od komunikatów TY. Komunikaty JA opisują stan i sytuację z perspektywy osoby mówiącej, Komunikaty TY atakują drugą stronę. Przykładowe asertywne zdania zaczynają się tak: ‘Chciałbym się dowiedzieć…’, ‘Chciałbym abyś…’, ‘To jest dla mnie ważne…’, ‘Mam wrażenie, że…’, ‘Czuję się dobrze/źle/atakowany, kiedy mówisz/robisz…’, ‘Jestem poruszony/zły/zadowolony gdy…’, ‘Wolałbym…’, ‘Nie chcę…’. Przykłady komunikatów TY (zdania nieasertywne): ‘Nigdy nie można na Ciebie liczyć’, ‘Zawsze robisz tak samo’, ‘Musisz natychmiast…’, ‘Denerwujesz mnie’, itp.

Czy zawsze być asertywnym?

Asertywność to pewien sposób, styl zachowania. Nauczywszy się go, możemy stosować w różnych sytuacjach, ale nie musi on być jedynym naszym sposobem zachowania. Jeśli okoliczności nas do tego skłonią i uznamy, że przyjęcie innej postawy (uległej bądź agresywnej) leży w naszym interesie, to możemy z asertywności zrezygnować. Ważne jednak, że jest to nasz wybór. Dla przykładu, jeśli będę stał w kolejce po bilet na dworcu tuż przy okienku i nagle, dobrze zbudowany właściciel karku podejdzie i powie do mnie: ‘Ja tu stałem’, to mogę wybrać zachowanie asertywne i zaprotestować, lub mogę uznać, że bezpieczniej będzie dla mnie wybrać postawę uległą i nie spotkać się z jego pięścią.

W zdecydowanej jednak większości sytuacji życiowych asertywność świetnie się sprawdzi. Nasze sprawy zostaną odpowiednio potraktowane, a inni ludzie będą się czuli z nami bezpiecznie i dobrze.

Psychoterapia słowami Zuzanny

Filed under: Psychologia, Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 3:30 pm on Friday, August 7, 2009

Ponad rok temu w poście Co może dać mi psycholog? Przedstawiałem czego możemy z grubsza oczekiwać po spotkaniach z psychologiem i psychoterapeutą. W kolejnym Psychoterapia? Kilka słów więcej pisałem o tym, co może być skutkiem podjęcia psychoterapii. Dziś chciałbym nawiązać to tamtych tematów, pokazując je jednak z zupełnie innej strony.

Zuzanna

Od pewnego czasu koresponduję przez Internet z pewną osobą z odległej części kraju. Nigdy się nie spotkaliśmy, jednak udało nam się nawiązać bliski kontakt i mimo wirtualnych warunków, potrafimy dzielić się wzajemnie własnymi, nawet bardzo intymnymi doświadczeniami. Zuzanna rozpoczęła swoją psychoterapię w nurcie Gestalt ponad pół roku temu. Całkiem niedawno rozmawialiśmy o tym co się dzieje w jej życiu i jej terapii. Napisała wtedy wiele niezwykłych słów na temat przemian zachodzących u niej w ostatnim okresie. Wiele z nich ma swoje źródło w terapii. Słowa te tak bardzo prawdziwe i jasne, ujęły mnie niezwykle i dlatego poprosiłem Zuzannę, aby zgodziła się żebym zamieścił je tutaj. Uważam, że są znakomitym głosem opisującym jakie zmiany i w jaki sposób mogą zachodzić pod wpływem psychoterapii. Oto słowa Zuzanny:

‘…po prostu staram się trzymać z daleka od wszelkich czarności i smutności, bo nie mam na nie najmniejszej ochoty… ale najfajniejsze jest to, że wcale nie czuję, że tak muszę, ale że tego właśnie chcę, że to tylko i wyłącznie mój w pełni świadomy wybór… a jeśli pytasz o to, czy coś się w moim życiu ważnego wydarzyło lub zmieniło, co ma na mnie tak “zbawienny” wpływ, to nie, z obiektywnego punktu widzenia właściwie wszystko (albo prawie wszystko) jest tak jak dawniej… tylko właśnie - “obiektywnie”, bo “subiektywnie” jest już inaczej… nie wiem, jak to wyjaśnić… chodzi o to, że zauważam w sobie znaczną zmianę spojrzenia na siebie i otaczający świat… coraz częściej przyłapuję się na tym, że pewne rzeczy, które kiedyś wywoływały we mnie złość, smutek, poczucie winy, czy jakieś inne złe emocje, teraz już tak bardzo na mnie nie wpływają, a w każdym razie nie wpływają długotrwale… i chyba zaczynam odczuwać na własnej skórze “uleczający” wpływ świadomości, tzn. przyłapuję się już na tym, że w danym momencie “włącza mi się czerwona lampka” i myślę sobie: “tak, teraz dzieje się to i to, jak w to pójdziesz będzie tak i tak… na pewno masz na to ochotę?” mam wybór, podejmuję decyzję i dalsze moje działanie jest już bardziej świadome i bardziej zgodne z tym czego rzeczywiście chcę (póki co dzieje się tak na razie w sytuacjach nazwijmy to “łatwiejszych dla mnie”, ale już się dzieje i mam nadzieję , że będzie coraz lepiej i z czasem zacznie się to przekładać także na inne dziedziny mojego życia) … w związku z tym wszystkim czuję dużo większy “luz życia”, jakby więzy (takie w mojej głowie), które mnie krępowały i były powodem mojego egzystencjalnego bólu zaczynały powoli puszczać i bardzo mi się to podoba… nie wiem, może to przedwczesna radość, może za chwilę znów się “przewrócę” i będzie gorzej… ale tak czy siak, wyraźnie czuję, że zachodzą we mnie zmiany… i są to zdecydowanie pozytywne zmiany

ale, jak na pewno wiesz, terapia, to nie tylko godzina w tygodniu w pokoju terapeutycznym, ale proces, który cały czas zachodzi w głowie… a ja właśnie przez te 2 tyg. uświadomiłam sobie tak wiele rzeczy, pierwszy raz poczułam, że chyba powoli zaczyna mi się wszystko układać i że wcale nie jestem (choć tak mi się zdawało) już tą samą osobą, co parę miesięcy temu… albo inaczej, jestem nią, ale w takiej nowej, już trochę bardziej świadomej i akceptującej wersji…

ale najbardziej na tej terapii podziałało chyba na mnie to, że musiałam zacząć podejmować decyzje, że nikt mnie tu nie prowadzi za rączkę, że idę tam gdzie chcę, że nikt mi nie mówi, jaka powinnam być i jak powinno wyglądać moje życie… to ja decyduję, co jest dla mnie lepsze i czego tak naprawdę chcę…. i to że dochodzę do tego wszystkiego sama jest ogromnie ważne, trudne, cholernie trudne, wkurzające nawet, nowe dla mnie, dziwne, czasem spinające, ale ogromnie ważne, bo dzięki temu, to co uda mi się osiągnąć jest MOJE nikogo innego TYLKO MOJE… rozumiesz? mogę w pełni się z tym identyfikować… poza tym widzisz, nie było nic gorszego niż poczucie zniewolenia, zniewolenia przez przeszłość, przez obecną sytuację życiową itd… a ta terapia, przez to właśnie, że zmusza mnie do podejmowania decyzji i w dużym stopniu samodzielnego dochodzenia do odpowiedzi, dała mi poczucie, że nareszcie zaczynam panować nad swoim życiem, że to ja rządzę nim, a nie ono mną, a to jest dla mnie bardzo ważne… oraz ogromną satysfakcję, że potrafię dać sobie z tym trudnym zadaniem radę… no i oczywiście wiarę w swoje możliwości…’

Słowa mówią same za siebie, dlatego zachowałem je w pełni oryginalnie.

Zuzanno, bardzo dziękuję Ci, że zgodziłaś się abym mógł zaprezentować Twoje osobiste przemyślenia tutaj. Są one moim zdaniem bardzo oryginalnym i wartościowym głosem, który może pomóc innym ludziom poszukującym drogi do siebie. Dziękuję jeszcze raz.

P.S. Na prośbę autorki słów, zmieniłem imię, pod jakim tutaj wystąpiła.

Kiedy ostatni raz byłeś dzieckiem?

Filed under: Psychologia, Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 8:43 am on Monday, June 1, 2009

W którąś z ostatnich niedziel, kiedy byłem u moich rodziców na rodzinnym obiadku, moja mama zaskoczyła mnie niezwykłym stwierdzeniem. W pewnej chwili wypowiedziała z wyczuwalną nutką tęsknoty w głosie, następującą kwestię: ‘Bardzo żałuję, że jako dzieci, ty i twój brat, nie dostarczyliście mi wielu powodów do zmartwień’. Zdumienie moje oraz brata odebrało nam na chwilę zdolność przetwarzania informacji oraz spowodowało przerwę w konsumpcji. ‘Jak to?’ – zapytałem w końcu – ‘przecież zazwyczaj rodzice cieszą się kiedy dzieci są grzeczne i nie sprawiają kłopotów’. Mama odparła: ‘Tak, ale mimo wszystko pewna doza takich doznań, związanych z robieniem rzeczy niedozwolonych, jak na przykład pobicie się czy poszarpanie z kolegami na podwórku, jest potrzebna zarówno dziecku, jak i rodzicom’. ‘Wy byliście za grzeczni i za spokojni’ – skwitowała temat. Dalej rozmowa potoczyła się w innym kierunku, ja jednak z zostałem z tematem i po powrocie do siebie kontynuowałem przemyślenia.

Rojber czyli rozrabiaka

Rzeczywiście, nigdy nie byłem typowym rojbrem. Ponieważ mieszkam w Poznaniu używam tego słowa (chociaż nie jestem pewien czy nie pochodzi ono ze Śląska), a oznacza ono rozrabiakę, łobuziaka. Owszem brałem udział w różnych akcjach podwórkowych, polegających np. plądrowaniu okolicznych ogródków działkowych z niedojrzałych owoców lub regularnych podpaleniach szkolnego śmietnika, jednak częstotliwość tych dokonań nie była olbrzymia.

Przyznam szczerze, że nie do końca wiem z jakiego powodu tak było. Raczej na pewno nie z obaw przed surowymi karami, ponieważ takich ze strony moich rodziców nie doznawałem. Mam wrażenie, że dosyć szybko chyba, przyjąłem postawę rozsądku. I w tym momencie rozmyślań dotarł do mnie sens niedzielnej wypowiedzi mamy.

Niepokorna nauka

Dziecko poznaje świat, ucząc się jego właściwości, poprzez zbliżanie się do jego granic. Naturalna ekspresja ukierunkowuje zachowanie dziecka w taki sposób, że ma ono szansę doświadczać różnych, ważnych rozwojowo wydarzeń. Dowiaduje się w ten sposób, co może robić, a co podlega różnego rodzaju ograniczeniom. Czasem kończą się te próby nieprzyjemnie, jak np. wtedy gdy jeden z właścicieli działek bardzo nas wystraszył goniąc nas z psem. Jednak właśnie taka droga umożliwia sukcesywne zdobywanie wiedzy o świecie, pozwalając jednocześnie budować podstawową ufność w naszą podmiotowość oraz nasze w nim bezpieczeństwo. To bardzo ważny element określania własnej tożsamości młodej osoby. Być może ja powściągnąłem moją dziecięcą ekspresję nieco przedwcześnie i być może nie dowiedziałem się o świecie i jednocześnie o sobie kilku ważnych informacji. Czy mogę to teraz nadrobić?

Dziecko w każdym z nas

Koncepcja asertywności zakłada, że każdy z nas ma prawo być sobą, tak dalece, jak nie narusza to praw innej osoby. Dzięki takiej postawie pozbywamy się różnorakich ograniczeń, a nasze życie staje się pełniejsze i bardziej satysfakcjonujące. Dlatego dziś, będąc osobą dorosłą, warto korzystać z mądrości dzieci. Nie zapominajmy zatem, że także możemy pozwolić sobie czasem na spontaniczne i szalone zachowania. Dopuśćmy do głosu nasze wewnętrzne dziecko, które być może kiedyś było skrępowane i nadal domaga się przynależnej mu ekspresji. Z ufnością możemy przecież przekonywać się jak bogaty i niezwykły jest nasz świat.

Drop by drop
Creative Commons License photo credit: lepiaf.geo

Podmiotowość, czyli kto tu jest kapitanem

Filed under: Psychologia, Psychoterapia — Dominik at 8:55 pm on Friday, April 10, 2009

 Co jakiś czas spotykam w gabinecie sytuację następującą: przychodzi osoba, opowiada o swoich problemach, rysuje obraz tego, co jej się w jej życiu nie podoba i dosyć szybko milknie. Udaje mi się zazwyczaj ustalić, że osoba taka oczekuje teraz mojego działania. Jej rola skończyła się na zgłoszeniu problemów. Teraz ja mam coś zrobić, doradzić, powiedzieć co zrobić, a najlepiej, jakoś magicznie coś zmienić. To zwiastuje trudny czasem dla klienta moment, ponieważ będzie musiał szybko dowiedzieć się, że nie tędy droga.

Czyżbym nie chciał pomóc?

Czy jeśli powiem o tym, że nie będę udzielał porad, rozwiązywał konkretnych problemów oznacza, że nie chcę pomóc? Oczywiście, że nie. Chcę, na tym polega moja praca. Ale żeby pomoc była skuteczna oraz korzystna dla osoby, musi spełniać określone warunki. Jeśli psycholog wszedłby w takim momencie w rolę ‘rozwiązywacza’ problemów, wyrządziłby w istocie więcej szkody, niż pożytku. Podstawowa sprawa zatem to uznanie przez osobę znaczenia swojej własnej roli. Wymaga to odpowiedzi na bardzo ważne pytanie:

Kto jest odpowiedzialny za Twoje życie?

Odpowiedź ta nie zawsze przychodzi łatwo. Bardzo często mamy skłonność do przypisywania tej odpowiedzialności innym ludziom lub okolicznościom zewnętrznym. Często słyszę: ‘bo gdyby mój partner był taki a taki, to byłoby inaczej’ lub ‘gdybym miał lepszą pracę i zarabiał więcej pieniędzy, to…’. Kto jednak zadecydował o wyborze tego partnera lub tej pracy? Większość sytuacji to nasze własne wybory, których dokonaliśmy wcześniej. Czasem sytuacja się zmieniła, a my nie reagowaliśmy adekwatnie we właściwym czasie i teraz spostrzegamy, że nie jesteśmy w miejscu, w którym chcieliśmy być. Nasze życie to w zdecydowanej większości nasze własne wybory i działania, to my jesteśmy podmiotem i jednocześnie przedmiotem, tego co nas spotyka.

Czy na wszystko zatem mamy wpływ?

Oczywiście - nie. Wiele zjawisk jest zupełnie albo w ograniczonym zakresie, zależnych od naszej decyzyjności. To czy podczas urlopu będziemy się cieszyć dobrą pogodą jest raczej mało sterowalne. Na co jednak mamy w obliczu takich zjawisk wpływ? Przede wszystkim na ich własną ocenę i interpretację. Oczywiście każdy chyba chciałby mieć piękną pogodę podczas wakacji. Jeśli jednak zdarzy się inaczej, można się tym faktem bardzo zezłościć i zatruć wypoczynek sobie i współtowarzyszom. Ale można także uznać te okoliczności za dobrą okazję do poszukania alternatywnych, dostępnych form spędzenia czasu, lub zacieśnienia więzi społecznych, np. poprzez dłuższe, inspirujące rozmowy. I to jakiego dokonamy wyboru zależy już przecież od nas.

Tu mówi kapitan…

Kiedy uda nam się wspólnie z klientem zweryfikować przekonania na temat kontroli nad własnym życiem i uznać, że jest ona większa niż klient sądził do tej pory, dzieją się rzeczy niezwykłe. Absolutnie za każdym razem pojawia się nowa, intensywna energia życiowa. Osoba zaczyna mówić mocnym głosem, wchodzi żwawym krokiem, wita się na kolejnych spotkaniach z uśmiechem i entuzjazmem. Uświadomiona i odzyskana władza nad własnym postępowaniem i w konsekwencji nad jego skutkami we własnym życiu, przynosi poczucie posiadania wpływu na kształtowanie tego życia, i tego co nas w nim spotka. Nagle okazuje się, że mam władzę i wybór nad tym jak żyję i czego doświadczam. Nie jestem już bezwolnym odbiorcą tego, co życie może mi proponować. Nawet najdrobniejsze, pierwsze próby przejęcia sterów i realizacji własnych zamierzeń, przynoszą zazwyczaj pozytywne doświadczenia i zachęcają do podążania własną drogą. Każdy z nas ma przecież naturalne potencjały, które domagają się realizacji. Zatem – Kapitanie… stery czekają…

Psychoterapia jako powrót do domu

Filed under: Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 1:57 pm on Wednesday, February 18, 2009

Wyobraź sobie dom. Może być stary, może być nowy, w każdym razie jest dosyć duży. Ma dwa, może trzy piętra, piwnice i wiele pokoi. Z jakichś powodów, nie jest Ci zbyt dobrze znany. Niektóre miejsca odwiedzasz codziennie, inne dosyć rzadko, są też zakamarki, do których w ogóle nie zaglądasz. Wykorzystujesz go więc tylko częściowo. Najmniej chętnie zaglądasz do piwnicy, jakoś tam ciemno, chłodno i nie wiadomo dokładnie co się tam znajduje.
W jakim celu prosiłem o wyobrażenie sobie tego domu?

Ten dom to Ty

Każdy z nas jest takim domem. Mamy w sobie różne części nas samych. Jedne znamy lepiej, co do innych mamy mniejszą świadomość, niektórych zaś nie mamy ochoty oglądać zupełnie. Chętnie chwalimy się przed innymi ludźmi naszym wspaniałym salonem. To ta część nas samych, którą znamy bardzo dobrze i chętnie demonstrujemy zachowania jej przynależne. Może to być np. nasze zaangażowanie w pracę zawodową lub też zdolność do postaw altruistycznych, którą u siebie znacząco identyfikujemy. Ten świadomy obszar zazwyczaj obejmuje cechy i zachowania, które zarówno my sami, jak i nasze społeczeństwo postrzegamy jako pozytywne i pożądane. Łatwo jest się zatem z nimi identyfikować i okazywać otoczeniu.

Pokoje bez okien

Są jednak w nas obecne także takie części nas samych, których nie lubimy pokazywać i sami przed sobą się ich wstydzimy. Dla przykładu wielu ludzi bardzo źle czuje się z własną złością i usilnie próbuje negować jej istnienie. Możemy także np. nie lubić kiedy jesteśmy leniwi, niewrażliwi, zniecierpliwieni, smutni czy niegrzeczni. Owszem, pogrążenie się w takim stanie raczej nie jest naszym celem i nie mówię tu o stałej obecności takich zachowań lecz o ich istnieniu w ogóle. One są i próby zaprzeczania ich istnieniu oznaczają próbę zbudowania domu bez łazienki czy toalety. Byłby to dom raczej niekompletny.

Piwnice i zabite deskami drzwi

W naszym domu możemy też czasem spotkać pomieszczenia, do których dostać jest się ciężko lub w ogóle są niedostępne. Być może za tymi drzwiami stało się kiedyś coś złego i mamy związane z nimi nieprzyjemne wspomnienia lub w ogóle brak wspomnień, jedynie odczuwamy ogromną niechęć do przekroczenia ich progu. Dla przykładu, niektórzy ludzie na skutek złych doświadczeń i przykrych przeżyć, mniej lub bardziej świadomie zabijają deskami pokój z napisem ‘Intymność’. Wyłączają wtedy tę część siebie ze swojego życia. Ponownie, staje się ono niekompletne.

Psychoterapia jako rewizyta

Życie w sposób niepełny, podobnie jak funkcjonowanie domu bez różnych pomieszczeń, czasem nawet całych pięter, staje się bardzo uciążliwe i męczące. Właśnie taki stan psychofizyczny często kieruje osobę do gabinetu terapeuty. Zmęczona przeróżnymi ograniczeniami w swoim życiu szuka sposobu na zmianę tej sytuacji. Psychoterapeuta zaproponuje wtedy najczęściej pomysł powrotu do pełni korzystania z własnego domu, do pełni własnego doświadczenia. Taki powrót wiąże się zazwyczaj z potrzebą ponownych odwiedzin nie tylko pomieszczeń dobrze osobie znanych, lecz także tych mniej lubianych, a przede wszystkich tych pozabijanych deskami. Na całe szczęście ta rewizyta odbędzie się w towarzystwie terapeuty, w bezpieczny i dostosowany do możliwości osoby sposób. Miejsce po miejscu, nawet najmroczniejsze części własnego doświadczenia zostaną wspólnie rozświetlone i rozpoznane. Czasami konieczna okazać się może emocjonalna korekta przeżyć osoby, dotycząca określonego fragmentu jej doświadczenia. Dzięki tej wspólnej wyprawie w kolejne zakamarki wewnętrznego domu zostanie on lepiej poznany, przestanie straszyć zablokowanymi pomieszczeniami i znów stanie się spójny i kompletny. Wysoka świadomość i kompletność doświadczenia i przeżywania są najlepszymi warunkami dla życia zdrowego i satysfakcjonującego.

Looking up
Creative Commons License photo credit: mag3737

Ważne książki o psychologii

Filed under: Psychologia, Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 1:49 pm on Monday, December 8, 2008

Ostatnio znajoma osoba poprosiła mnie o podanie kilku tytułów książek, które pomogłyby jej rozeznać się trochę w dziedzinie psychologii. Wymieniłem kilka tytułów, które moim zdaniem pozwolą wyrobić sobie wstępną orientację w temacie. Pomyślałem również, że może warto podzielić się tutaj pozycjami, które w moim rozumieniu stanowią swego rodzaju fundament wiedzy psychologicznej. Lista ta obejmie pozycje bardzo różne ? od bardzo przystępnych, wręcz popularno-naukowych aż do dosyć trudnych ale wartych poznania, podręczników akademickich.

J. Kozielecki ? ?Koncepcje psychologiczne człowieka?

Znakomita pozycja na pierwszy kontakt ze światem psychologii. Krótki i przystępny opis rozwoju poglądów na psychiczną naturę człowieka. Dzięki książce tej można nabrać wstępnej orientacji w dziedzinie psychologii i stworzyć sobie ramy myślenia psychologicznego.

Red. Strelau, Doliński ? ?Psychologia ? podręcznik akademicki?

Potężne kompendium wiedzy psychologicznej w najnowszym dwutomowym wydaniu. Pozycja o bardzo szerokim spektrum zagadnień obejmująca w zasadzie wszystkie działy psychologii.

Hall, Lindzey, Campbell ? ?Teorie osobowości?

Solidne i wszechstronne ujęcie najważniejszych koncepcji ludzkiej osobowości. Osobowość jako pojęcie jest jednym z najważniejszych w psychologii.

Aronson, Akert, Wilson ? ?Psychologia społeczna?

Znakomicie napisana pozycja o niezwykle istotnym nawet dla człowieka nie związanego z psychologią, obszarze psychologii społecznej. Przegląd najważniejszych ustaleń i doniesień o zachowaniu człowieka w sytuacjach społecznych. Pozwoli lepiej zrozumieć wiele zasad i mechanizmów zachowań w codziennych sytuacjach życiowych.

Seligman, Rosenhan, Walker ? ?Psychopatologia?

Przystępnie napisany przegląd zaburzeń psychicznych, podzielonych zgodnie z amerykańską klasyfikacją DSM. Stanowi znakomite kompendium wiedzy o zaburzeniach psychicznych, ich charakterze, pochodzeniu i formach terapii.

Vasta, Haith, Miller ? ?Psychologia dziecka?

Nowoczesny i ciekawie napisany podręcznik stanowiący kompendium wiedzy o psychicznym rozwoju człowieka od narodzin aż do późnej starości. Przedstawia charakterystykę funkcjonowania psychicznego człowieka na różnych etapach jego życia.

S. M. Johnson ? ?Style charakteru?

Trudna ale bardzo ważna książka traktująca o zasadach kształtowania się charakteru człowieka, w pierwszych latach życia. Wskazuje na kluczowe dla kształtowania zdrowego charakteru momenty życia wraz z prawidłowymi i możliwymi nieprawidłowymi sytuacjami i zachowaniami rodziców i dziecka. Obszernie omawia także sposoby terapii poszczególnych typów charakterów.

G., M. Corey ? ?Mamy wybór?

Jedna z najważniejszych książek, z jakimi miałem kontakt. Jest to ponownie pozycja przeznaczona dla każdego odbiorcy, nie tylko osób zajmujących się psychologią. Dokonuje przeglądu najważniejszych sfer życia człowieka wraz z prezentacją zdrowych i służących zdrowiu psychicznemu zachowań. Pozawala kształtować własną osobowość, własne życie w sposób harmonijny i zrównoważony. Gorąco polecam.

Dlaczego tak późno?

Filed under: Psychologia, Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 2:30 pm on Saturday, November 1, 2008

Kilka ostatnich spotkań z klientami wywołało we mnie refleksję, którą można by zawrzeć w pytaniu: dlaczego niektórzy przychodzą tak późno po pomoc? Zagmatwana sytuacja życiowa, różnego typu problemy, a przede wszystkim bogaty repertuar zachowań powodujących przeciążenie organizmu to typowy obraz osoby i jej świata u progu gabinetu. Czy nie można inaczej?

Iść czy nie iść?

Problem pierwszej wizyty i okoliczności skłaniających do niej, opisywałem już kilka miesięcy temu w tym temacie. Tej zazwyczaj nie łatwej decyzji towarzyszy wiele przemyśleń, często obaw i czasem silna wewnętrzna walka. Kiedy osoba pojawi już się w gabinecie, kolejnym ważnym tematem staje się jej gotowość do zmiany. Często topnieje ona w obliczu rysującej się na horyzoncie konieczności dokonania pewnej pracy, większej samodyscypliny i niezbędnej konsekwencji postępowania. Oczywiście można powiedzieć wtedy, że owszem ? najwyraźniej osoba nie jest jeszcze gotowa do zmiany. Być może problem nie jest jeszcze aż tak dotkliwy dla osoby, może doświadcza ona dopiero pierwszych umiarkowanych dolegliwości? Ale? ale czy nie szkoda tego mementu? Czy nie lepiej może uporać się z mniejszym problemem, niż trochę później ze znacznie większym?

Idzie nowe?

Wspominałem o osobach, które pojawiły się w ostatnim czasie w moim gabinecie. Są to osoby bardzo młode, w wieku lat dwudziestu kilku. Doświadczają stanu, nazwałbym go ? lekkiego zmieszania, pogubienia. Odczuwają różne sprzeczne impulsy, zarówno skłaniające do działania, jak i powstrzymujące przed nim. Czasem są to naturalne obawy przed ważnymi decyzjami, czasem odzywają się nieco głębsze lęki a czasem wyczuć można rysy struktury charakteru, który nie zawsze ułatwia życie. Muszę przyznać, że imponuje mi większa łatwość młodych ludzi jeżeli chodzi o sięganie po pomoc psychologiczną. Być może ich rozumienie tego zawodu nie jest tak zabarwione negatywnie, tak jak ma to miejsce często chociażby u ich rodziców. Być może ich świadomość na temat rzeczywistych możliwości oferowanych przez psychologów i zasad ich pracy jest większa i bliższa rzeczywistości. W każdym razie pojawiają się ? i dobrze. Mam wrażenie, że często jest to dobry czas na zajęcie się sobą. Rozejrzenie się po sobie i swoim świecie, obiektywniejszy ogląd własnej sytuacji, przegląd przyjętych przekonań dokonany wspólnie z psychologiem daje szansę na łagodne uporanie się z ewentualnymi ograniczeniami i rozbrojenie chociażby nietrafnych schematów poznawczych. Pozwoli to być może także zapobiec nabudowaniu na obecnych fundamentach osobowości nowych pięter w niekorzystny sposób. Użyłbym tutaj metafory rodem z placu budowy, ilustrującej moment oglądu i rewizji pierwszych wykonanych prac w celu ewentualnej korekty i dalszej bezpiecznej konstrukcji.

Warto być może poświęcić kilka spotkań na powiększenie świadomości - gdzie, w jakim miejscu jestem, co i dlaczego teraz robię. Jest szansa, że dalsza praca nad sobą i w konsekwencji dalsze zmagania z codziennością będą bezpieczniejsze i spokojniejsze.

Depresja

Filed under: Psychologia, Psychoterapia — Dominik at 6:38 pm on Wednesday, September 10, 2008

Ostatnio kilkoro moich znajomych, wiedząc, że jestem psychologiem powiedziało do mnie: ?chyba mam depresję, możesz mi coś poradzić?? Zapytałem ? skąd taki pomysł. ?A bo mi się nic nie chce? albo ?Życie jest do niczego? to przykłady najczęstszych odpowiedzi. Czy rzeczywiście oznaczają one depresję? Czy sprawa jest tak poważna?

Objawy depresji

Depresja, obok manii i zaburzenia dwubiegunowego, należy do grupy zaburzeń nastroju (afektywnych). Nie wdając się w nadmierne podziały warto wiedzieć jakie są symptomy depresji, pozwalające wyróżnić tę właśnie jednostkę. Przede wszystkim w depresji obecne są następujące składniki:

- nastrój smutku i przygnębienia występujący przez większość dnia,
- znaczne osłabienie zainteresowania i przyjemności z różnych sfer życia,
- znaczna zmiana apetytu i często wagi (in plus lub minus) w ostatnim okresie,
- bezsenność lub nadmierna potrzeba snu,
- obserwowane z zewnątrz pobudzenie lub spowolnienie psychomotoryczne,
- zmęczenie i znaczna utrata energii,
- poczucie bezwartościowości i nadmierne, nieuzasadnione poczucie winy,
- spadek zdolności myślenia i koncentracji,
- powracające myśli na temat śmierci.

Aby móc podejrzewać występowanie depresji niezbędne jest występowanie przynajmniej pięciu z nich, w okresie dwutygodniowym.

Skąd przychodzi depresja?

Istnieją dwa główne nurty koncepcji na temat pochodzenia depresji. Podejście biologiczne zakłada występowanie określonych zmian w funkcjonowaniu układu nerwowego. Istotną rolę mają wtedy odgrywać neuroprzekaźniki zwane monoaminami, najważniejsze z nich to norepinefryna, dopamina i serotonina. Podejście to zakłada również udział dziedziczenia w występowaniu depresji.

Drugie podejście lokuje źródło depresji w czynnikach psychicznych, a konkretnie w stylu poznawczym funkcjonowania osoby. Koncepcja ta podkreśla wagę pojawiania się u osoby negatywnych myśli na własny temat, bieżącej sytuacji i przyszłości. Układają się one w tzw. triadę depresyjną. Osoba postrzega swoją sytuację jako beznadziejną i poprzez błędne interpretacje pogłębia przekonanie o niemożliwości pokonania trudności. O przyszłości myśli zawsze w ciemnych barwach. Wszelkie niepowodzenia przypisuje cechom samego siebie.

Problemy to nie depresja

Przede wszystkim warto uświadomić sobie, że pogorszony nastrój, wynikający z wystąpienia w naszym życiu różnych problemów, z którymi trudno jest sobie poradzić to jeszcze nie depresja. W zrozumiały sposób różne drobne niepowodzenia dnia codziennego osłabiają nasz entuzjazm i radość życia, jednak warto potraktować taki stan jako przejściowy i nie pozwolić na zalęgnięcie się myśli prowadzących do utraty wiary w możliwość ich przezwyciężenia. Warto zadać sobie pytania i dokonać refleksji, czy: ta sytuacja ma charakter jednostkowy czy stały? Czy w większym stopniu zależy od czynników zewnętrznych czy ode mnie? Jak duży mam w rzeczywistości wpływ na jej rozwiązanie? Odpowiedzi na te pytania pozwolą ?rozbroić? ewentualne pojawiające się wątpliwości.

Co może pomóc na obniżony nastrój?

Jeśli istnieją podstawy do podejrzenia o depresję z pewnością warto skorzystać z konsultacji psychologa. Kliniczne postacie depresji mogą także skutkować potrzebą kontaktu z psychiatrą w celu zastosowania farmakoterapii. Jednak w zdecydowanej większości wspomnianych na początku posta przypadków pogorszenia nastroju interwencja psychologa ani tym bardziej psychiatry nie będzie niezbędna.

Przede wszystkim warto ?wybić się? z takiego zasiedzenia, które czasem nas dopada. Czasem wystarczy wyjechać gdzieś na weekend, zmienić na trochę otoczenie. Warto też spotkać się z kimś lubianym i spędzić kilka godzin na miłej rozmowie. Często sprawdza się sięgnięcie po lubianą książkę lub film. Element ożywienia i zmiany w środowisku pomaga dostrzegać sprawy z różnych perspektyw. Jeśli sport sprawia przyjemność, to na pewno wypad na rower poza miasto czy godzinka tenisa znakomicie wpłyną na ogólne pobudzenie i odświeżenie fizyczne i psychiczne, a to zazwyczaj prowadzi do poprawy nastroju.

Gotowość do zmiany

Filed under: Psychologia, Psychoterapia — Dominik at 11:24 pm on Sunday, August 31, 2008

Kiedy klient pojawia się u psychologa lub terapeuty, wnosi określony problem. Oczekuje, że uda się go jakoś rozwiązać. Z reguły ujawnia się wtedy, że jego rozwiązanie wiąże się z jakąś konieczną zmianą. Bardzo często zmiany te, jak się okazuje, mogą dotyczyć klienta, a nie jego otoczenia. I tu czasem zaczynają się schody. Teoretycznie zmiana jest oczekiwana (ma przynieść poprawę sytuacji lub funkcjonowania) jednak kiedy okazuje się, że jej dokonanie wymaga określonego wysiłku i nakładu czasu ? często staje się ona mniej atrakcyjna. Inaczej mówiąc klient mniej lub bardziej świadomie robi bilans: czy mi się to opłaci?

Gdy pierwsze objawy ustąpią?

Czasami zdarza się sytuacja, że klient rezygnuje z terapii po kilku pierwszych spotkaniach. Co może być tego powodem? Pominiemy tu sytuację wynikającą z tego, że uznał, że ?nie czuje? kontaktu lub bezpieczeństwa pracując z danym terapeutą. Pierwsze spotkania z reguły przynoszą pewną poprawę stanu klienta. Już sama możliwość bycia wysłuchanym, wielu osobom bardzo pomaga. Dodatkowo, jeśli terapeuta jest rzeczywiście wrażliwy i empatyczny, zawiązująca się relacja stwarza miejsce na emocjonalne odreagowanie klienta. Czasem pierwsze interwencje i trafne pytania terapeuty pozawalają na pierwotne rozświetlenie problemu, z którym osoba przyszła. W rezultacie, najbardziej dotkliwe objawy skłaniające do kontaktu z psychologiem zostają osłabione. Zdarza się wtedy, że klient rezygnuje z dalszych spotkań. Czy słusznie? Odpowiedź nie jest jednoznaczna.

Czasem może to być właściwa decyzja. Szczególnie jeśli problem nie był olbrzymiego kalibru. Być może podczas tych pierwszych spotkań klient zdołał odzyskać równowagę emocjonalną lub też dostrzegł problem w nowej perspektywie. Możliwe, że uzna, że dalej jest w stanie radzić sobie sam, a przecież w gruncie rzeczy, do takiego stanu właśnie mają doprowadzić interwencje psychologa.

Jednak niekiedy, zwłaszcza przy bardziej głębokich lub złożonych problemach, takie rozstanie okaże się przedwczesne. Poprawa wynikająca z pierwszych spotkań może okazać się krótkotrwała, a nie zakończone sprawy mogą powrócić. Niestety często ze wzmożoną siłą.

Z czego to wynika?

W najszerszym ujęciu - ludzie nie przepadają za wysiłkiem. Z reguły aby coś osiągnąć, najatrakcyjniejsze są rozwiązania najmniej kosztowne. Z tego powodu, do rozwiązywania problemów często wybierane są strategie krótkoterminowe. Inaczej mówiąc ? zrobić tyle, aby pomoc była jak nadeszła jak najszybciej i kosztowała jak najmniej. Przypomina to trochę strategię łatania dziur w ulicy. Strategia długoterminowa, pozwala na dokonanie gruntowniejszych zmian, jednak zazwyczaj wiąże się z większym wysiłkiem. Nieco podobnie do położenia nowego asfaltu na ulicy, wracając do analogii drogowej.

Boję się?

Czasem przerwanie terapii może wyniknąć z konfrontacji z nieprzyjemnym materiałem odkrywanym w trakcie sesji. Jeśli okaże się, że pojawiających się spraw, uczuć, nie zakończonych kwestii jest sporo, a w dodatku kontakt z nimi nie należy do łatwych, ucieczka może jawić się jako najprostsze rozwiązanie. Co w takiej sytuacji robić? Poddać się temu? Najlepiej podzielić się tymi odczuciami z terapeutą. Będzie on z pewnością w stanie właściwie zareagować i zaproponować inny sposób poruszania się w niebezpiecznych tematach. A kontynuacja terapii daje znacznie większe szanse na uporanie się z problemami.

Kto i kiedy kończy terapię?

Filed under: Psychologia, Psychoterapia — Dominik at 10:48 am on Thursday, August 21, 2008

W zdecydowanej większości, każda psychoterapia ma swój określony czas trwania. Czasem są to oddziaływania krótkoterminowe, obejmujące od 8 do 12 spotkań, czasem długoterminowe, trwające pół roku, rok lub nawet kilka lat. Długość tę określa się wstępnie, podczas pierwszego lub drugiego spotkania. Wstępnie, ponieważ może ona zmieniać się w zależności od przebiegu procesu terapeutycznego, od dynamiki zmian i pojawiającego się nowego materiału na sesjach. Z reguły domyka się wtedy ustalone wcześniej etapy i uzgadnia rozpoczęcie lub nie, kolejnych. Kiedy jednak powinna się terapia całkowicie zakończyć? Czy są jakieś arbitralne wskazówki do tego?

To już?

Najczęściej decydentem w sprawie końca terapii jest oczywiście klient. To on uznaje, że problem został już rozwiązany lub na tyle osłabiony, że można zaprzestać dalszej pracy. W szerszej perspektywie osoba uznaje, że jakość życia jaką ma w danym momencie do dyspozycji jest już odpowiednia i w tej chwili wystarczająca. Często znaczenie może mieć czynnik ekonomiczny, terapia u dobrego terapeuty, trwająca dłuższy czas może być wszak poważnym wydatkiem. W zdecydowanej większości przypadków terapeuta zgodzi się ze zdaniem klienta i wspólnie razem wyznaczają moment końca terapii oraz dokonują tego we właściwy sposób. Czy jednak zdarza się, że klient chce zakończyć terapię a terapeuta jest odmiennego zdania? Owszem, może tak być. W niektórych przypadkach, po złagodzeniu najdotkliwszych objawów, klient może poczuć tak znaczącą ulgę, że uzna terapię za zakończoną. Jeśli jednak uruchomione zostały określone procesy, terapeuta może uznać, że nie jest to właściwy moment na tak szybkie zakończenie spotkań. W takiej sytuacji na pewno powie o tym klientowi i zaproponuje odpowiednią formę dalszej pracy. Jednak czy klient się na to zgodzi czy też podtrzyma chęć zakończenia spotkań ? to zależy już wyłącznie od jego decyzji. Poza sytuacjami ściśle zagrażającymi życiu, terapeuta nie ma możliwości ani prawa zatrzymać klienta.

Powinniśmy się rozstać

Czy zdarza się tak, że klient chce kontynuować terapię a terapeuta uznaje, że rozstanie powinno już nastąpić i proponuje je? Owszem, może się tak zdarzyć. Psychoterapia oprócz swoich korektywnych rezultatów dostarcza klientowi także wielu pozytywnie odbieranych doznań w postaci wsparcia, zrozumienia, swego rodzaju ukojenia. Dla wielu osób mogą to być doznania dawno, lub w ogóle, w ich życiu nieobecne, ponieważ nie były dostarczane ze strony bliskich osób. Klientowi może być po prostu w terapii dobrze i mimo rozwiązania już najważniejszych problemów może w niej chcieć pozostać. Dotyczyć to może szczególnie osób o osobowościach zależnych, symbiotycznych, lub mających mało relacji z innymi osobami w swoim świecie. Terapeuta może w takiej sytuacji uznać, że proces terapii jest względnie domknięty i czas teraz aby klient próbował realizować i poszukiwać wspomnianych doznań poza gabinetem terapeutycznym, w codziennym życiu. W takiej sytuacji będzie łagodnie omawiał z klientem pomysł zakończenia terapii, możliwość i ewentualny, właściwy moment. Ponownie, decyzyjność należy do klienta. Jeśli uzna on, że odnosi dalsze korzyści i chce terapię kontynuować ? terapeuta z pewnością go nie ?porzuci?. Najprawdopodobniej zaproponuje jednak ustalenie nowego kontraktu, nowych zasad pracy, skupionej już wtedy nie wokół rozwiązywania konkretnych problemów, a np. dotyczącej dostarczania wsparcia emocjonalnego.

Przedłużanie terapii

Istnieje potencjalne ryzyko, że terapeuta może starać się przedłużać terapię mimo, że klient już tego nie chce lub jest to zupełnie nieuzasadnione z punktu widzenia procesu. Najczęstszym powodem w takich sytuacjach może być oczywiście czynnik ekonomiczny ? chęć podtrzymania zarobku. Oczywiście postawa taka jest całkowicie naganna, skrajnie nieetyczna i wierzę, że bardzo rzadka. Nie zostaje się psychoterapeuta z dnia na dzień, szkolenie trwa wiele lat i na szczęście, w ten system szkolenia wmontowane są mechanizmy redukujące ryzyko, że nieodpowiednia osoba terapeutą zostanie. Gdyby jednak klient spotkał się z takim zjawiskiem to prawdopodobnie sam zaprzestanie spotkań, nawet bez uzgadniania tego z terapeutą. W skrajnych przypadkach może także zwrócić się z taką informacją do różnych organizacji, np. Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

Next Page »