Psychologium

Psychologia dla Ciebie

Kto i kiedy kończy terapię?

Filed under: Psychologia, Psychoterapia — Dominik at 10:48 am on Thursday, August 21, 2008

W zdecydowanej większości, każda psychoterapia ma swój określony czas trwania. Czasem są to oddziaływania krótkoterminowe, obejmujące od 8 do 12 spotkań, czasem długoterminowe, trwające pół roku, rok lub nawet kilka lat. Długość tę określa się wstępnie, podczas pierwszego lub drugiego spotkania. Wstępnie, ponieważ może ona zmieniać się w zależności od przebiegu procesu terapeutycznego, od dynamiki zmian i pojawiającego się nowego materiału na sesjach. Z reguły domyka się wtedy ustalone wcześniej etapy i uzgadnia rozpoczęcie lub nie, kolejnych. Kiedy jednak powinna się terapia całkowicie zakończyć? Czy są jakieś arbitralne wskazówki do tego?

To już?

Najczęściej decydentem w sprawie końca terapii jest oczywiście klient. To on uznaje, że problem został już rozwiązany lub na tyle osłabiony, że można zaprzestać dalszej pracy. W szerszej perspektywie osoba uznaje, że jakość życia jaką ma w danym momencie do dyspozycji jest już odpowiednia i w tej chwili wystarczająca. Często znaczenie może mieć czynnik ekonomiczny, terapia u dobrego terapeuty, trwająca dłuższy czas może być wszak poważnym wydatkiem. W zdecydowanej większości przypadków terapeuta zgodzi się ze zdaniem klienta i wspólnie razem wyznaczają moment końca terapii oraz dokonują tego we właściwy sposób. Czy jednak zdarza się, że klient chce zakończyć terapię a terapeuta jest odmiennego zdania? Owszem, może tak być. W niektórych przypadkach, po złagodzeniu najdotkliwszych objawów, klient może poczuć tak znaczącą ulgę, że uzna terapię za zakończoną. Jeśli jednak uruchomione zostały określone procesy, terapeuta może uznać, że nie jest to właściwy moment na tak szybkie zakończenie spotkań. W takiej sytuacji na pewno powie o tym klientowi i zaproponuje odpowiednią formę dalszej pracy. Jednak czy klient się na to zgodzi czy też podtrzyma chęć zakończenia spotkań – to zależy już wyłącznie od jego decyzji. Poza sytuacjami ściśle zagrażającymi życiu, terapeuta nie ma możliwości ani prawa zatrzymać klienta.

Powinniśmy się rozstać

Czy zdarza się tak, że klient chce kontynuować terapię a terapeuta uznaje, że rozstanie powinno już nastąpić i proponuje je? Owszem, może się tak zdarzyć. Psychoterapia oprócz swoich korektywnych rezultatów dostarcza klientowi także wielu pozytywnie odbieranych doznań w postaci wsparcia, zrozumienia, swego rodzaju ukojenia. Dla wielu osób mogą to być doznania dawno, lub w ogóle, w ich życiu nieobecne, ponieważ nie były dostarczane ze strony bliskich osób. Klientowi może być po prostu w terapii dobrze i mimo rozwiązania już najważniejszych problemów może w niej chcieć pozostać. Dotyczyć to może szczególnie osób o osobowościach zależnych, symbiotycznych, lub mających mało relacji z innymi osobami w swoim świecie. Terapeuta może w takiej sytuacji uznać, że proces terapii jest względnie domknięty i czas teraz aby klient próbował realizować i poszukiwać wspomnianych doznań poza gabinetem terapeutycznym, w codziennym życiu. W takiej sytuacji będzie łagodnie omawiał z klientem pomysł zakończenia terapii, możliwość i ewentualny, właściwy moment. Ponownie, decyzyjność należy do klienta. Jeśli uzna on, że odnosi dalsze korzyści i chce terapię kontynuować – terapeuta z pewnością go nie ‘porzuci’. Najprawdopodobniej zaproponuje jednak ustalenie nowego kontraktu, nowych zasad pracy, skupionej już wtedy nie wokół rozwiązywania konkretnych problemów, a np. dotyczącej dostarczania wsparcia emocjonalnego.

Przedłużanie terapii

Istnieje potencjalne ryzyko, że terapeuta może starać się przedłużać terapię mimo, że klient już tego nie chce lub jest to zupełnie nieuzasadnione z punktu widzenia procesu. Najczęstszym powodem w takich sytuacjach może być oczywiście czynnik ekonomiczny – chęć podtrzymania zarobku. Oczywiście postawa taka jest całkowicie naganna, skrajnie nieetyczna i wierzę, że bardzo rzadka. Nie zostaje się psychoterapeuta z dnia na dzień, szkolenie trwa wiele lat i na szczęście, w ten system szkolenia wmontowane są mechanizmy redukujące ryzyko, że nieodpowiednia osoba terapeutą zostanie. Gdyby jednak klient spotkał się z takim zjawiskiem to prawdopodobnie sam zaprzestanie spotkań, nawet bez uzgadniania tego z terapeutą. W skrajnych przypadkach może także zwrócić się z taką informacją do różnych organizacji, np. Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

Na Pan/Pani czy po imieniu?

Filed under: Psychologia, Psychoterapia — Dominik at 6:13 pm on Wednesday, August 6, 2008

Kiedy klient i psycholog spotykają się po raz pierwszy, są dla siebie w naturalny sposób całkowicie obcymi osobami. Jest zrozumiałe, że odnoszą się do siebie wykorzystując najpowszechniejszą w języku polskim formę grzecznościową: Pan lub Pani. Po kilku spotkaniach, zwłaszcza jeśli przyjmują one później formę psychoterapii, czyli bardziej długoterminowego oddziaływania, osoby te mocno się do siebie zbliżają. Budująca się relacja między dwoma osobami, najważniejszy czynnik leczniczy w pomocy psychologicznej sprawia, że trudno już te osoby traktować jako obce sobie.

Czy możemy sobie mówić po imieniu?

W pewnym momencie rozwoju relacji terapeutycznej może się pojawić pomysł przejścia na formę bardziej bezpośrednią: mówienie sobie po imieniu. Czy jest to możliwe, często praktykowane, wskazane? Odpowiedź na te pytania nie jest taka prosta i oczywista. Po pierwsze – wiele zależy od szkoły i podejścia terapeutycznego w jakim pracuje terapeuta. Jeśli będzie to ortodoksyjna analiza, to przejście na formę ‘per Ty’ nigdy raczej nie nastąpi. Podejście to zakłada niemalże ustawiczne frustrowanie klienta i utrzymanie formy oficjalnej z pewnością będzie jednym z elementów tej strategii. Na przeciwległym krańcu znajdować się będą humanistyczne podejścia terapeutyczne z terapią zorientowaną na osobę i Gestaltem na czele. Systemy te aprobują skracanie dystansu z klientem i przy prawidłowym rozwoju relacji, przejście na mówienie sobie po imieniu jest kwestią czasu. Podsumowując, przejście na formę bardziej bezpośrednią jest w większości podejść terapeutycznych akceptowane, jednak następuje w różnym czasie.

Kiedy, kiedy, kiedy?

Moment przejścia na formę mówienia sobie po imieniu jest raczej wyznaczany dynamiką rozwoju relacji niż konkretnym upływem czasu, np. sześciu miesięcy. Z mojej wiedzy i praktyki wynika, że nie często następuje przed upływem roku, co nie znaczy, że nie jest to możliwe. Decyzja o mówieniu do siebie w taki sposób to nie tylko zmiana formy grzecznościowej lecz decyzja o przejściu na głębszy poziom relacji, oznaczający z reguły już dość zaawansowany jej etap. Mówienie sobie po imieniu oznacza zezwolenie na jeszcze większą intymność pomiędzy klientem a terapeutą. Terapeuta decydując się na taki krok spodziewa się, że dystans między nim a klientem najpewniej się zmniejszy. W odpowiednim momencie procesu terapeutycznego może to przynieść klientowi wiele korzyści.

Kto proponuje?

Pomysł na przejście na formę imienną może mieć zarówno klient jak i terapeuta. Jeśli wyjdzie z taką propozycją terapeuta, ma to na celu najczęściej wspomnianą wyżej pomoc w pogłębieniu relacji. Jeśli pomysł wyjdzie ze strony klienta, może on ku temu mieć różne przesłanki. W niektórych sytuacjach może się zdarzyć, że terapeuta się nie zgodzi na taki krok w tym akurat momencie terapii. Na pewno ma to określone uzasadnienie i można do tego pomysłu wrócić w przyszłości.

Kiedy psycholog rezygnuje…

Filed under: Psychologia, Psychoterapia — Dominik at 8:38 pm on Thursday, July 24, 2008

Przeglądając ostatnio jedno z internetowych for psychologicznych natrafiłem na post, w którym osoba żaliła się, że psycholog, do którego chodziła, na pewnej sesji powiedział, że nie jest w stanie jej pomóc. Osoba ta bardzo źle odebrała tę informację, czuła się zawiedziona, inni użytkownicy forum także wyrażali swoje oburzenie postawą owego psychologa. Postanowiłem więc napisać kilka słów o tym złożonym i trudnym w istocie problemie, jakim jest decyzja czy dany psycholog, psychoterapeuta mogą pracować z danym klientem.

Czy może mi Pan/Pani pomóc?

Osoba zwracająca się po pomoc liczy, że ją otrzyma. Każdy psycholog z pewnością dołoży wszelkich starań aby tak się stało. Są jednak sytuacje, w których psycholog bądź terapeuta już na początku decydują się nie podejmować pracy z daną osobą. Dlaczego? Przede wszystkim, dlatego że następuje pewna specjalizacja w ramach tego zawodu. Z pewnością nie jest jeszcze tak, jak w medycynie somatycznej, że są lekarze specjaliści, np. okulista czy laryngolog i nie wszyscy zajmują się wszystkim. Jednak istnieje kilka linii podziału w zakresie komu dany psycholog może pomóc a komu nie. Jedną z nich jest podział na wiek klienta czy pacjenta. Są psychologowie, którzy pracują zarówno z dziećmi, młodzieżą jak i osobami dorosłymi. Jednak bardzo często psycholog pracuje tylko z dziećmi i młodzieżą bądź tylko z dorosłymi. Łatwo domyślić się, że metody pracy z takimi pacjentami mocno się różnią. Wybór taki daje możliwość skupienia się na specyficznych typach problemów, właściwych różnym etapom życia człowieka.

Inny sposób specjalizacji może dotyczyć konkretnych problemów psychicznych. Czym innym charakteryzuje się depresja, czym innym zaburzenia lękowe a czym innym zaburzenie osobowość borderline. Psycholog może specjalizować się w określonym typie problemów, natomiast mieć mniejsze doświadczenie w innym. Jest kwestią jego świadomego wyboru oraz etyki i uczciwości zawodowej, że nie podejmie się pracy z problemem, który może okazać się dla niego zbyt trudny.

Inne sytuacje

Czasami mogą mieć miejsce jeszcze inne sytuacje. W jednym z wcześniejszych postów Psycholog u psychologa pisałem o tym, że psycholog jako żywy człowiek także ma swoją psychikę i czasami (mimo terapii własnej) może mieć jeszcze jakieś sprawy nie dokończone. Nie przeszkadza mu to specjalnie w pracy z klientami i jest w stanie skutecznie im pomagać, jednak… jednak tak długo jeśli problem jego pacjenta nie jest właśnie jego problemem. Klasycznym przykładem jest sytuacja, w której pojawia się klient w żałobie i potrzebuje od psychologa silnego wsparcia, aby tę żałobę przeżywać. Jeśli zdarzyłoby się tak, że psycholog w ostatnim czasie także stracił kogoś bliskiego, z pewnością nadal przeżywa własną żałobę i wtedy raczej trudno może być mu oparciem dla osoby przeżywającej taką stratę.

Jak poinformować?

Osobną kwestią jest jak zakomunikować pacjentowi fakt, że psycholog nie może podjąć z nim pracy lub musi ją zakończyć. Nie może to być w żadnym razie krótkie, suche stwierdzenie. Warto rzeczowo podać powody takiej decyzji (np. wspomniana wcześniej specjalizacja w określonych typach problemów). Nie jest to absolutnie żaden wstyd ani ujma dla psychologa aby odpowiedzieć: niestety nie pracuję z osobami z uzależnieniem - jeśli się w tym obszarze nie pracuje. Dobrą praktyką jest z kolei podanie telefonu do innego znanego psychologa, który danym problemem się zajmuje. Z reguły każdy psycholog posiada znajomych, którzy pracują w różny sposób i z różnymi pacjentami i jest w stanie wskazać pacjentowi z kim się skontaktować. Zawsze należy zadbać o to, aby pacjent zrozumiał powody takiej sytuacji oraz aby nie pozostał z własnym problemem bez wskazania jak uzyskać dalszą pomoc.

Pacjent czy klient?

Filed under: Psychologia, Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 1:08 pm on Saturday, July 19, 2008

W języku polskim istnieją dwa określenia oznaczające osobę, która korzysta z pomocy psychologa, bądź psychoterapeuty: pacjent i klient. Czy jest między nimi jakaś różnica znaczeniowa, czy też można ich używać zamiennie?

Pacjent

Właściwie to właśnie określenie jest chyba bardziej tradycyjne i częściej spotykane. Psycholog to w pewnym sensie lekarz, ‘lekarz dusz’, a do lekarza przychodzą przecież pacjenci. Jednak dla wielu psychologów ta konotacja jest raczej niedogodnością. Słowo pacjent kojarzy się z osobą chorą a wielu psychologów i psychoterapeutów (i prawdopodobnie samych pacjentów) nie uważa ich za osoby znajdujące się w stanie chorobowym. Owszem, w warunkach szpitalnych bądź poradni zdrowia, słowo pacjent jest jak najbardziej na miejscu. Najczęściej trafiają lub przebywają tam osoby w poważniejszym stanie, często będącym chorobą psychiczną. Jednak w gabinetach psychologów i psychoterapeutów bardzo często pojawiają się przecież osoby o umiarkowanych dolegliwościach lub zupełnie zdrowe, przeżywające okresowe trudności lub po prostu chcące poprawić coś w swoim funkcjonowaniu.

Klient

Z powyższych powodów pojawiło się zatem drugie określenie – klient. Wywodzi się ono z podejścia do terapii, które zaproponował jeden z przedstawicieli nurtu humanistycznego w psychologii Carl Rogers. Stworzył on własny system terapeutyczny zwany psychoterapią zorientowaną na osobę. Ulokował on przychodzącego po pomoc człowieka w absolutnym centrum uwagi terapeuty i zaproponował szereg niedyrektywnych (czyli bardzo naturalnych, łagodnych, nie kierujących) zasad pracy terapeutycznej. To właśnie Rogers sformułował tzw. triadę terapeutyczną, czyli trzy najważniejsze zasady, które powinien stosować terapeuta. Są to: bezwarunkowa akceptacja klienta i jego świata, empatia i autentyczność. I właśnie Rogers zaproponował, aby nie nazywać wszystkich przychodzących po pomoc osób pacjentami lecz użył słowa – klient. Miało to słowo zapobiec wspomnianym wcześniej negatywnym skojarzeniom z chorobą i byciem chorym. Podejście to sprawdza się dobrze i pozwala oderwać się od tej lekarskiej asymetrii wynikającej z tradycji traktowania lekarza jako ‘naprawiającego’ chorego pacjenta. Niestety w języku polskim słowo ‘klient’ ma z kolei inne niekorzystne skojarzenia. Przede wszystkim kojarzy się mocno komercyjnie z czynnościami handlowymi. Klient to ktoś, kto coś kupuje, nabywca. Klient to także często proszący o coś, właściwie blisko już wtedy jest do słowa ‘petent’, a ono ma wyłącznie niekorzystne odniesienia, wynikające z naszych polskich doświadczeń z minionego systemu.

Jak zatem?

Osobiście skłaniam się bardziej ku słowu klient. Być może określenie to przesuwające akcent z choroby na bardziej nie kliniczny stan w jakim znajduje się osoba, odpowiada mojemu podejściu, które z reguły koncentruje się na poszukiwaniu zasobów mogących wspomóc powrót do lepszego funkcjonowania. Mam nadzieję, że z czasem słowo klient, częściej funkcjonujące w świecie psychoterapii i pomocy psychologicznej stanie się bardziej powszechne i osłabi swoje komercyjne skojarzenia.

Psycholog u psychologa

Filed under: Psychologia, Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 8:08 pm on Friday, June 6, 2008

Czasami kiedy rozmawiam z ludźmi, którzy wiedzą, że zajmuję się psychologią i wspominam o tym, że to czy tamto działo się na mojej terapii własnej, na ich twarzach maluje się zdumienie. ‘Jak to? To psycholog też chodzi do psychologa? To jak ma pomagać innym skoro sam ma problemy?’ Takie i podobne pytania padają często i z pozoru są uzasadnione. To jak to jest?

Psycholog też człowiek

Przede wszystkim, psycholog to człowiek z krwi i kości, przeżywający takie same emocje jak inni ludzie. Jemu także przytrafiają się problemy i trudne, wymagające sytuacje. Oczywiście, dysponuje większą wiedzą na temat mechanizmów psychicznych człowieka, jednak nie oznacza to, że wszystkim życiowym wymaganiom stawia czoło bez wysiłku. Lubię zawsze dla ilustracji użyć metafory z chirurgiem. Może mieć znakomitą wiedzę na temat tej dziedziny i na koncie setki udanych operacji, jednak to nie zabezpieczy go i nie oznacza, że nigdy nie złamie ręki.

Naprawa siebie

Tak jak życiowe problemy przytrafiają się wszystkim ludziom, tak praktycznie trudno znaleźć osobę, o której można jednoznacznie powiedzieć, że nic nie sprawia jej trudności, ze wszystkim sobie radzi i niczego nie chciałaby u siebie zmienić. Owszem, są takie osoby i szczerze gratuluję im takiej sytuacji. Do takiego stanu zmierza mniej więcej każda psychoterapia. Zdecydowana jednak większość ludzi odniosłaby korzyści z pewnej introspekcji i zwiększenia wiedzy na swój temat. To samo tyczy się także psychologów. Poddając się terapii własnej mają szansę przyjrzeć się lepiej sobie i skorygować ewentualne niekorzystne wzorce. Dzięki temu łatwiej też jest im później pomagać ludziom.

Psycholog jako uczeń

Kolejnym, bynajmniej nie mniej ważnym aspektem jest również fakt, że uczestniczenie w terapii własnej jako pacjent, jest też dla psychologa doskonałą nauką zawodu. Jest to na tyle istotne zagadnienie, że praktycznie wszystkie szkoły terapeutyczne wymagają wręcz, aby w trakcie studiów przyszły terapeuta odbył wymaganą ilość godzin terapii własnej. Pozawala mu to poznać i poczuć ze strony pacjenta jak oddziaływają na niego różne narzędzia warsztatu psychoterapeuty. Ma to doniosłe znaczenie dla jego przyszłego stylu pracy z własnymi pacjentami. Nie wyobrażam sobie pracy w tym zawodzie bez doświadczenia własnego.

Już taki mam charakter…

Filed under: Psychologia — Dominik at 9:37 pm on Wednesday, May 28, 2008

Charakter jest czymś co posiada każdy człowiek. Częstokroć używa się zamiennie pojęć charakter i osobowość. Oba oznaczają względnie stały zespół cech oraz wewnętrzny system regulacji zachowania osoby.

Charakter tworzy się w największym stopniu w pierwszych latach życia człowieka. Szczególnie ważnym jest okres od narodzin do lat trzech. Wykształcona w tym czasie struktura będzie posiadała znaczną trwałość i jej przejawy będą widoczne przez większą część dorosłego życia osoby.

Istnieje kilka klasyfikacji charakterów w psychologii, poniżej przedstawię jedną z powszechnie przyjmowanych. Charakterystyka poszczególnych typów dotyczy zarówno przejawów zachowania, przeżyć wewnętrznych, ale jest także często reprezentowana w fizyczności osoby, budowie jej ciała i sposobie poruszania się.

Chciałbym poczynić w tym miejscu dwie uwagi: pierwsza - praktycznie nikt nie przejawia wyłącznie jednego z poniższych typów charakteru. Każda osoba posiada dyspozycje i przejawia cechy pochodzące z różnych typów, jednak często wybrane z nich są bardziej dominujące i przez to bardziej wyraźne. Uwaga druga – siła konkretnego charakteru może być bardzo zróżnicowana. Od form łagodnych, zupełnie nie zakłócających funkcjonowania, mieszczących się w granicach przeciętnych, przez formy bardziej wyraźne, aż do bardzo nasilonych, gdzie zachowanie osoby jest już w znacznym stopniu zakłócone i powoduje liczne problemy.

Poniższy opis z powodu swojej skrótowości zawiera tylko najbardziej wyraźne i wiodące charakterystyki poszczególnych typów. Jakkolwiek obco i niezrozumiale mogą brzmieć nazwy wyróżnionych charakterów, ich przejawy będą już z pewnością łatwiejsze do przywołania.

Charakter schizoidalny

Pierwszy z wyróżnionych typów charakteru opisuje osoby, które w bardzo małym stopniu doświadczają i przeżywają uczuć. Ich kontakt z emocjami jest bardzo słaby, znakomicie natomiast radzą sobie w świecie myśli i intelektu. Postrzegają świat jako miejsce zagrażające, a nawiązywanie relacji z innymi ludźmi sprawia im dużo trudności.

Charakter oralny

Nazwa tego typu w najmniejszym stopniu nie posiada konotacji seksualnych. Charakter ten przejawiają osoby, które z trudem dbają o zaspokojenie własnych potrzeb, potrafią natomiast bardzo zaangażować się i wiele poświęcić dla spełniania potrzeb innych ludzi.

Charakter symbiotyczny

Osoba symbiotyczna odczuwa bardzo silną potrzebę identyfikacji z inną osobą. Nie wyobraża sobie lub bardzo źle znosi samotność. Potrzebuje innej osoby do tego aby określać swoje miejsce w świecie. Świat jest miejscem zagrażającym i tylko inna osoba może zapewnić poczucie bezpieczeństwa.

Charakter narcystyczny

Potoczne rozumienie narcyzmu ma określać osoby zakochane w sobie. W przypadku opisu charakteru rozumienie jest nieco inne. Osoba narcystyczna jest skoncentrowana na osiąganiu różnych celów, korzyści i dóbr materialnych, jednak nie z miłości do siebie, lecz w celu uzyskania uznania w oczach innych ludzi. Partner, samochód i dom osoby narcystycznej muszą być najlepsze z możliwych.

Charakter masochistyczny

Wbrew obiegowemu rozumieniu osoba masochistyczna nie posiada zamiłowania do doznawania krzywdy. Niestety bardzo często w jej odczuciu wielu krzywd doznaje, a jest to wynikiem jej własnych, często nieuświadomionych zachowań. Osoba posiadająca ten typ charakteru spotykając się z częstymi formami wykorzystania zarówno psychicznego, finansowego lecz także fizycznego, żyje w poczuciu rozgoryczenia i winy oraz przeświadczeniu o swojej służebnej roli wobec innych ludzi.

Charakter histrioniczny

Ten typ charakteru swoją pełnię ujawnia w zdecydowanej większości w przypadku kobiet. U mężczyzn przejawia się w nieco innej postaci. Kobiety histrioniczne odczuwają ogromną potrzebę zyskiwania adoracji i uznania. Czują się źle, gdy otoczenie nie zwraca na nie uwagi i nie dostarcza wyrazów zainteresowania w dużej ilości. W związku z tym, swoim często teatralnym zachowaniem oraz wyrazistym ubiorem starają się tę uwagę sobie zapewnić.

Charakter obsesyjno-kompulsywny

Przejawia się w nieprzeciętnym perfekcjonizmie oraz zamiłowaniu do porządku. Każda wykonywana czynność musi zostać perfekcyjnie wykonana, jeśli osoba tego nie potrafi, najchętniej zrezygnuje z jej wykonania. Tolerancja takiej osoby na niedoskonałość bądź nawet odmienność od uznawanego przez nią standardu jest praktycznie niemożliwa.

Powyższy opis to zaledwie zarys pełnej charakterystyki, służący wyłącznie wstępnej orientacji w zagadnieniu. W kolejnych postach opiszę dokładniej wszystkie wymienione typy charakterów, podając znacznie więcej ich najczęściej spotykanych przejawów.

Czy psycholodzy są normalni?

Filed under: Psychologia, Psychoterapia, Rozwój osobisty — Dominik at 7:58 am on Thursday, May 22, 2008

Jedna ze spotykanych czasem tu i ówdzie opinii o psychologach jest taka, że studia psychologiczne wybierają często ludzie, którzy sami mają problemy ze sobą. Niby, że to taka forma autoterapii mająca im w pierwszej kolejności ułatwić zrozumienie siebie a później umożliwić pomoc innym. Czy to tylko mit, czy może jest w tym ziarno prawdy?

Plotka vs. badania

Przyznam od razu, że nie słyszałem o żadnych badaniach lub bardziej naukowych doniesieniach o tym, że adepci psychologii mieliby przejawiać większą niż średnia w populacji ilość problemów psychicznych. Jednak to, że ja o nich nie słyszałem nie oznacza, że takich na pewno nie ma. Jeśli ktoś spotkał się z taką opinią lub tym bardziej badaniami na ten temat, uprzejmie proszę o sygnał lub komentarz.

Możliwe źródła

Uczciwie jednak wspomnę, że zastanawiałem się nad tym skąd takie opinie o psychologach mogą pochodzić.

Pierwsze co nasuwa mi się na myśl to prawdopodobna większa niż przeciętna wrażliwość osób, które myślą o zawodzie psychologa. Wrażliwość na innych ludzi, ich sytuację, ich problemy. W końcu nie przez przypadek podkreśla się w tym zawodzie zdolność do empatii i zainteresowanie ludźmi. Wiązać się to prawdopodobnie może z większą potrzebą lub skłonnością do analizowania różnych rzeczy. Wielu ludzi ma umysły bardzo analityczne, może wielu z nich to psycholodzy?

Inna możliwość, która wydaje mi się dość prawdopodobna opisywana jest powiedzonkiem: im głębiej w las, tym więcej drzew. Być może jest tak, że pracując wokół i zagłębiając się w problemy innych ludzi, psycholog (zwłaszcza początkujący lub dopiero w trakcie kształcenia) w pewnym momencie traci zdrowy dystans i zaczyna zbyt mocno żyć w tym wirtualnym w pewnym sensie świecie pojęć, związków, przyczyn i hipotez. Łatwo wtedy zacząć odnosić te skomplikowane sprawy do swoich własnych problemów, a takie posiada praktycznie każdy, mniejsze lub większe. Szczęściem, większość psychologów, a wszyscy psychoterapeuci przechodzą terapię własną i mają wtedy okazję uporać się z własnymi nie zakończonymi sprawami. Ponadto obowiązkowa dla wszystkich terapeutów superwizja, czyli nadzór bardziej doświadczonej osoby, daje szansę na rozwiązywanie takich zjawisk.

Kolejną możliwą przyczyną tego, iż ewentualne problemy psychiczne mogą być bardziej widoczne u psychologów jest prawdopodobnie ich większa samoświadomość. Mam na myśli świadomość w zakresie własnego samopoczucia, własnych stanów psychicznych i ich źródeł. Psycholog ma chociażby wiedzę o mechanizmach obronnych i łatwiej mu być może zidentyfikować ich często szkodliwe działanie.

Czy to dobrze?

Czy są jakieś korzyści z tego, że psycholodzy być może bardziej zagłębiają się w siebie? Z pewnością tak. Dzięki opracowaniu własnych spraw wewnętrznych psycholog ma znacznie większą szansę lepiej poznać naturę mechanizmów psychicznych, a przede wszystkim samemu stać się lepiej zintegrowaną osobą. Taki stan na pewno dobrze sprzyja gotowości i zdolności do pomocy innym.
0917 060
Creative Commons License photo credit: all_Yleia

Główne kierunki w psychologii

Filed under: Psychologia — Dominik at 8:00 am on Monday, May 12, 2008

Obiecywałem w swoim pierwszym poście, że nie będę na tej stronie robił suchych wykładów z psychologii. Taką wiedzę znaleźć można na wielu różnych stronach, chociażby w Wikipedii. Nie zamierzam tego odwoływać, chociaż czasami pokuszę się o napisanie posta o bardziej edukacyjnym charakterze. Takim będzie dla przykładu ten właśnie. Mam wrażenie, że dla komfortu pisania o różnych tematach przyda się króciutki i szybki przegląd po najważniejszych kierunkach myśli psychologicznej. Ułatwi on z pewnością orientację w świecie nauki o zachowaniu.

Freud

Nie sposób rozpocząć inaczej jak od nazwiska ojca psychoanalizy. Kierunek ten oraz cały nurt późniejszych szkół o charakterze psychodynamicznym opiera się na postulacie istnienia w psychice człowieka różnych sił oddziałujących na niego. Zachowanie się człowieka warunkowane jest popędami. Konstrukcja psychiczna składająca się z id, ego i superego to miejsce gdzie rozgrywają się konflikty między tymi impulsami. Źródłem patologii a więc zaburzeń w zachowaniu są w największym stopniu różne urazy, których osoba mogła doznać w najwcześniejszych latach życia. Zdrowienie osób, które przejawiają różne problemy, np. nerwicowe, odbywa się w procesie dotarcia i uświadomienia źródeł tych konfliktów i wczesnych urazów. Osoba zdrowa z kolei to osoba zdolna do pracy i miłości.

Behawioryzm

Kierunek ten stoi w ogromnej opozycji do wyżej opisanego. Zdaniem przedstawicieli tej szkoły zachowanie człowieka jest w największej mierze uwarunkowane procesem uczenia się. Pojęcia warunkowania, bodźców i reakcji pochodzą właśnie z tej szkoły. Ortodoksyjny behawioryzm odrzucał wręcz lub deprecjonował istnienie takich zjawisk jak świadomość, wyższe procesy myślowe i uczuciowe. Zachowanie opisywane było w kategoriach bodźców doprowadzających do wyuczonych reakcji. Dziś podejście to mocno ewoluowało włączając do swojego repertuaru coraz więcej wcześniej pomijanych zjawisk. Obecnie najczęściej wraz z podejściem poznawczym, tworzy ono kierunek zwany podejściem behawioralno-poznawczym. Patologia w rozumieniu tej szkoły jest wynikiem złych wyuczonych zachowań a zdrowienie następuje poprzez uczenie się nowych, zastępujących stare.

Humanizm

Trzecią siłą w psychologii pojawiającą się w odpowiedzi na dwie wcześniejsze szkoły było podejście humanistyczno-egzystencjalne. Wiąże się je przede wszystkim z nazwiskiem Abrahama Maslowa ale także Victora Frankla, Carla Rogera. U podstaw tego podejścia leży przyjęcie założenia, że człowiek jest z natury dobry, rodzi się wyposażony w potencjał sił życiowych, które powinny móc się rozwijać i doprowadzać osobę do zdrowia, szczęścia i stabilnej osobowości. Patologia jest wynikiem zablokowania tych naturalnych sił i ograniczenia możliwości rozwojowych. Zdrowienie następuje poprzez ich ponowne uwolnienie.

Systemy

Ostatnim z głównych nurtów jest kierunek systemowy w psychologii. Opiera się o postulat istnienia różnych systemów, w których człowiek funkcjonuje, szczególnie ważnym jest system rodzinny. Systemy takie rządzą się prawami pochodzącymi z ogólnej teorii systemów i w określony sposób oddziałują na człowieka. Źródłem zaburzeń są dysfunkcjonalne systemy, np. może to być rodzina wielopokoleniowa mieszkająca razem, które doprowadzają do nieadaptacyjnych rozwiązań pojawiających się w systemie problemów. Zdrowienie następuje nie przez leczenie osoby przejawiającej problem, lecz poprzez naprawę całego systemu w którym ona funkcjonuje.

To już?

Przegląd powyższy jest prezentacją bardzo skróconą, akcentującą wyłącznie najważniejsze sposoby ujmowania psychiczności człowieka, przynależne głównym nurtom myśli psychologicznej. Każda z nich ma bogaty teoretyczny i badawczy dorobek, ponadto obejmuje różne mniejsze szkoły i podejścia w ramach nurtu.

Co może dać mi psycholog?

Filed under: Psychologia — Dominik at 8:45 pm on Monday, May 5, 2008

Wiele osób decydujących się na pierwszą wizytę u psychologa, zadaje sobie pytanie – czego się po niej spodziewać. Różne myśli, często obawy, które się wtedy pojawiają potrafią wprowadzić sporo niepokoju. Czy nie będzie śmiał się z moich problemów? Czy będzie mnie oceniał? Co od niego usłyszę?

Spokojnie, to tylko rozmowa

Praca psychologa opiera się w większości na rozmowie. Osoba, która zjawia się w gabinecie najczęściej ma ku temu wystarczająco ważny powód. To ona ‘wnosi’ niejako temat rozmowy podczas tego spotkania. Na początku wizyty psycholog najczęściej zada pytanie w stylu: ‘Co Panią/Pana do mnie sprowadza?’ lub ‘Z czym Pani/Pan do mnie przychodzi?’, czasami powie po prostu: ‘Słucham’. Wtedy osoba rozpoczyna wypowiedź o powodach swojego przyjścia czyli swojej sytuacji. Dalej rozmowa najczęściej płynnie toczy się w kierunku najważniejszym dla pacjenta, psycholog zazwyczaj z reguły łagodnie podąża za tematem.

Co mi jest?

Kiedy pacjent uzna, że powiedział już najważniejsze sprawy w temacie, z którym przyszedł, może zadać pytanie o ocenę bądź sklasyfikowanie jego problemu. Wchodzimy w ten sposób w obszar zwany diagnozą psychologiczną. Diagnoza taka może przybrać postać nazwania problemów pacjenta jakąś jednostką, np. depresja. Większość psychologów ostrożnie jednak podchodzi do stawiania diagnoz. O ile pacjent kategorycznie takiej diagnozy się nie domaga, bądź też wizyta nie ma na celu wystawienia konkretnej opinii na piśmie, stawianie diagnozy nie będzie celem psychologa. Przede wszystkim dlatego, że relatywnie trudno jest postawić jednoznaczną diagnozę nawet po kilkudziesięciu minutach rozmowy. Ważniejszym jednak powodem wydaje się być w istocie niewielka potrzeba tak precyzyjnej diagnozy. Do rozwiązania wielu problemów zarówno psychologowi jak i pacjentowi w zupełności wystarczy bardzo ogólne określenie typu przejawianych trudności. Pamiętać należy także o tym, że stawianie konkretnej diagnozy pociąga za sobą często negatywne konsekwencje w postaci etykietowania pacjentów. Wychodząc z groźnie brzmiącą nazwą pacjent może zupełnie niepotrzebnie zasugerować się nią i zacząć odczuwać nieprzyjemne doznania emocjonalne.

Niech mi Pan coś poradzi

Idąc do psychologa pacjenci często oczekują, że powie im on co mają robić, jaką decyzję podjąć, ja postąpić. Krótko mówiąc oczekują rady. W takiej sytuacji dowiedzą się od psychologa, że otrzymanie rady nie jest możliwe. Żaden profesjonalny psycholog nie powie: ‘powinien Pan/Pani zrobić ta lub tak’ albo ‘lepiej żeby zrobiła Pan/Pani to’. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że niewiele jest w sumie takich sytuacji, w których jednoznacznie można powiedzieć – to jest dla Pana dobre a to dla Pani złe. Problemy i sytuacje, z którymi pacjenci przychodzą są o wiele bardziej złożone i uwarunkowane większą ilością czynników, niż pacjent jest to w stanie przedstawić. Udzielając wskazania do konkretnego zachowania psycholog przypominałby chirurga operującego z zawiązanymi oczami. Łatwo wyobrazić sobie co stałoby się, gdyby psycholog zalecił konkretne zachowanie pacjentowi, ten tak postąpił i rezultacie doznał przykrej sytuacji. Wróci przecież z ogromnymi pretensjami i zażaleniem na złą radę. Przykładem może być pytanie kobiety, czy powinna się rozstać z konkretnym mężczyzną. Pomijając sytuacje zagrożenia zdrowia i życia, nie wolno psychologowi udzielić wskazania co pacjentka powinna zrobić. To, czy właściwe dla niej będzie odejście czy pozostanie w związku zależy od wielu czynników o których może on nic w tej chwili nie wiedzieć.

Co zatem dostanę?

Oczywiście rolą psychologa jest pomoc pacjentowi. Jak ona wygląda, na czym polega? W pierwszej kolejności psycholog okaże pacjentowi zrozumienie i jeśli zajdzie taka potrzeba, pomoże poradzić sobie z przeżywanymi emocjami. W dalszej części psycholog pomoże pacjentowi zobaczyć jego problem z różnych perspektyw. Pozwoli nabrać do niego swoistego dystansu, który umożliwi pacjentowi poszukiwanie ewentualnych jego rozwiązań, często takich, których pacjent sam wcześniej nie widział. Psycholog pozwoli pacjentowi dokonać jego własnej często ‘oczyszczonej’ oceny konkretnego zachowania z przeszłości lub planowanego. Pozwoli łatwiej zrozumieć motywy własnego postępowania pacjenta lub innych osób. Wiele przekonań, z którymi przychodzą pacjenci nie ma żadnych przesłanek w realnym życiu i podczas rozmowy z psychologiem pacjentowi łatwiej będzie dostrzec ich nieprawdziwość. Ostatecznie najważniejszym rezultatem wizyty pacjenta u psychologa będzie wzrastająca świadomość jego własnej sytuacji i możliwych sposobów postępowania. Wszystkie decyzje jednak podejmuje zawsze sam pacjent.

Iść czy nie iść?

Filed under: Psychologia — Dominik at 10:26 am on Thursday, May 1, 2008

Często napotykamy w swoim życiu różnego rodzaju trudności. Coś się nam nie udaje, nie dostajemy tego, co dla nas ważne, nie rozumie nas partner, szef, nawet własne dziecko traktuje bez szacunku. Lista mogłaby być długa i dla każdego inna. Jednak staramy się radzić sobie z tymi przeciwnościami na bardzo różne sposoby. Często są one skuteczne, twórcze, przykłady takie to chociażby szczera, uczciwa rozmowa czy pomoc przyjaciół. Jednak czasem mogą być niezbyt przemyślane i korzystne dla nas i sytuacji, np.: eskalacja konfliktu, kłamstwo, przekierowanie energii na czynności zastępcze, ucieczka w nałogi. Takie środki zaradcze potrafią na krótko pomóc, jednak najczęściej w dłuższej perspektywie nie sprawdzają się. Zdarzyć się również może, że życie już ‘tak nas przytrze’, że ciężko znaleźć jakikolwiek środek zaradczy. Nie pomaga nic – ani rozmowy, ani płacz ani uśmierzanie bólu. Jest on tak dotkliwy, że paraliżuje życie… szczególnie jeśli sytuacja pojawia się nagle w naszym życiu bądź przeciwnie – przytrafia nam się podobna już któryś raz z rzędu. W takich sytuacjach pojawia się czasem własna lub cudza myśl: a może pójść do psychologa?

Czy to takie proste?

Wydawało by się, że tak. Kiedy boli nas coś fizycznie albo czujemy się źle bez trudu udajemy się do lekarza. Nie ma w tym żadnej niepewności, wątpliwości ani mistyki. Jednak kiedy boli nas coś psychicznie, nawet tak mocno że nie daje żyć, wielu osobom bardzo ciężko podjąć decyzję i udać się po pomoc. A przecież psycholog to w pewnym sensie odpowiednik lekarza, tyle że dla sfery psychicznej.

Skąd takie trudności i opory?

Po pierwsze wydaje mi się, że ‘pójście do psychologa’ ma w naszym polskim kręgu kulturowym dość negatywne zabarwienie i wywołuje uczucie wstydu. Kojarzy się z zaburzeniami psychicznymi, ludźmi potocznie nazywanymi wariatami, szaleństwem, w najlepszym wypadku przyznaniem się do nie radzenia sobie czyli bycia w jakiś sposób słabym. Często propozycja skorzystania z takiej pomocy może spotkać się z ostrą kontrą: ‘Nie jestem przecież wariatem!’. Oczywiście że nie. Nie jesteś. Ale czy trzeba być koniecznie wariatem żeby korzystać z pomocy? Do lekarza też nie udajemy się tylko w stanie agonii lecz znacznie wcześniej. Psycholog to osoba dobrze przygotowana do pomocy w życiowych trudnościach. Mniejszych i większych.

Po drugie, sądzę, że ludzie często mylą i wrzucają do jednego worka psychologa, psychiatrę, o psychoterapeucie nie wspominając. A nie są to tożsame osoby. Stąd też starałem się wyjaśnić różnice między tymi fachowcami w tym tekście Psycholog, psychiatra, psychoterapeuta – kto jest kim?.

Spotkałem się też często z obawami związanymi z samym kontaktem z psychologiem czyli drugą żywą osobą. Czy on nie będzie się ze mnie śmiał? Czy moje problemy są na tyle ważne żeby zawracać mu głowę? Co sobie o mnie pomyśli? Czy będę w stanie otwarcie mówić o mojej sytuacji? Są to zrozumiałe i całkowicie naturalne wątpliwości. Szczególnie jeśli rozważa się pierwsze spotkanie z psychologiem. Warto pamiętać o tym, że psycholog to osoba która po pierwsze na co dzień zajmuje się ludźmi i ich sytuacjami i każda osoba jest dla niego tak samo ważna. Z pewnością powstrzyma się od wartościowania i ocen zarówno osoby jak i tego z czym przyszła. To nie tylko kwestia kształcenia ale i etyki obowiązującej wykonujących ten zawód. Po drugie psycholog to osoba, która najczęściej potrafi stworzyć odpowiednie warunki do tego, aby osoba uzyskała zdolność do mówienia o swoich problemach a następnie zajęcia się nimi. A o to tak naprawdę tutaj chodzi.

Czy zawsze?

Daleki jestem jednak od tego aby pochwalać i promować drugą skrajność, zauważalną często w społeczeństwach mających inną tradycję korzystania z pomocy psychologicznej, np. Stanach Zjednoczonych. Chodzenie do psychologa czy terapeuty z każdym drobiazgiem, przed każdą decyzją lub często po to aby pochwalić się tym przed znajomymi jest również moim zdaniem pomyłką. Taka aktywność nie przyniesie raczej wiele korzyści osobie, nie wyzwoli w niej jej własnych naturalnych sił życiowych, nie pomoże jej stać się zdrowszą osobą.

Co zatem?

W moim odczuciu, tak jak w większości życiowych zachowań, warto w przypadku potrzeby korzystania z pomocy psychologicznej zachować zdrowy umiar. Nie każdy problem wymaga interwencji specjalisty, czasem wystarczy spokojnie zastanowić się nad sytuacją bądź poradzić przyjaciół. Jednak kiedy trudności nas silniej doświadczą, pojawia się dużo uczuć i myśli, z którymi sobie nie radzimy, trudno znaleźć rozsądne rozwiązanie - nie warto chyba wahać się przed skorzystaniem z fachowej pomocy. Psychologowie to ludzie, znający się na ludziach. Decydując się na pierwsze spotkanie, inwestujemy najczęściej godzinę czasu, a może ona okazać się bardzo ważna w naszym życiu.

Next Page »