Moja szafa z ubraniami
Mam w domu dużą szafę na ubrania, taką w zabudowie. Jest w niej sporo miejsca, jednak jestem typem osoby, która lubi kupować ubrania i często robię to pod wpływem impulsu. Skutek jest taki, że szafa dosyć szybko się zapełnia i zaczyna brakować w niej miejsca. Istnieje pewien potencjał dalszego upychania ubrań w szafie, jednak i on ma swoje granice. Wtedy jest już w niej bardzo ciężko coś zarówno schować, jak i znaleźć.
Tłok
Jest nieznośny. Ubrania powciskane na siłę, rzadko wcześniej wyprasowane. A nawet jeśli wyprasowane, to przez ten brak miejsca i tak się pogniotą i nie nadają do założenia prosto po wyjęciu z szafy. Podchodząc do tak zapchanej szafy czuję od razu jakiś rodzaj zniechęcenia, zawirowania i zauważyłem, że moje nastawienie do nowego dnia na tym cierpi. Chaos chyba mi nie służy.
Porządki
Wpadłem więc na prosty pomysł. Raz do roku staję przed moją szafą i otwieram ja na oścież. Przez chwilę przyglądam się jej w takim zapchanym stanie i zbieram w sobie energię do czynu. Zaczynam wyjmować wszystko na zewnątrz - z każdej półki i wieszaka po kolei. Systematycznie półka po półce, przegroda po przegrodzie, wszystko ląduje na podłodze. Dzięki tej radykalnej akcji mam możliwość zobaczyć dokładnie, co i w jakim stanie stanowi aktualnie zawartość mojej szafy. Całe to przedsięwzięcie ma oczywiście jeden cel – zrobić w szafie więcej miejsca na nowe ubrania. W związku z tym, czegoś muszę się jednak pozbyć. Klucz jest bardzo prosty – używając terminologii handlowej, sprawdzam rotację każdej z rzeczy. Rotację, czyli jak często nosiłem ją w ciągu ostatniego roku. Jeśli więcej niż raz, rzecz wraca do szafy. Jeśli ani razu w ciągu ostatniego roku, ale rzecz nadal mi się podoba – także, aczkolwiek warunkowo, wraca do szafy. Jeśli coś ewidentnie mi się już nie podoba, lub nie nosiłem tego znacznie dłużej niż rok – musimy się pożegnać. Odkładam rzecz na bok. Jak się okazuje, po każdej takiej akcji zbiera się dość pokaźna górka ubrań, których już nie noszę, nie mam więc z nich pożytku, zajmują tylko przestrzeń. Ich dalszy los czeka na nie w pojemnikach na odzież, ustawianych przez organizacje pomocowe.
Porządek
Zauważyłem przedziwną zależność. Po każdym czyszczeniu szafy coś się dzieje i zmienia w moim życiu. Pojawia się nowa energia, sprawy życiowe stają się przejrzystsze i prostsze. Łatwiej dostrzec mi ich prawdziwą naturę, łatwiej podejmować decyzje. Podobnie jak w szafie - w mojej psychice pojawia się przestrzeń na nowe doświadczenie. W jakiś magiczny sposób pozbycie się ‘zapychaczy’ z szafy pomaga mi pozbyć się różnych spraw, myśli, niedokończonych tematów zarówno w głowie jak i w życiu. Na swojej życiowej drodze zbieramy przecież mnóstwo różnych doświadczeń, wspomnień, zapisów. Wiele z nich dobrze nam służy, uczymy się dzięki temu świata i jego zasad. Znaczna jednak część to zupełnie niepotrzebny balast, którego utrzymanie pochłania bardzo dużo naszej energii. W procesie psychoterapii mówimy często o domykaniu nie zakończonych spraw, dzięki czemu przestają one być tak dużym obciążeniem. Mam wrażenie, że w nie do końca dla mnie jasny sposób, porządki w szafie z ubraniami mają dużo wspólnego z porządkami w psychice.
