Psychoterapia - refleksja
Mam dobrą znajomą, z którą kontakt jest dla mnie zawsze wyjątkowym wydarzeniem. Mógłbym powiedzieć, że poznaliśmy się przypadkiem, choć jestem głęboko przekonany, że takimi zdarzeniami nie przypadki rządzą. Zazwyczaj rozmawiamy na tematy ludzkie, życiowe, psychologiczne i psychoterapeutyczne. Ponieważ jej wiedza i osobiste doświadczenia z pracy z kilkoma terapeutami wydały mi się niezwykle dojrzałe i wartościowe, poprosiłem ją o spisanie kilku swoich refleksji na temat psychoterapii. Oto co napisała, w całkowicie oryginalnej formie:
***
‘Nasze granice wyznaczone są tylko przez nasze lęki.’
[Yannik Noah]
‘Skrajny’ profesjonalizm jaki zauważałam na terapii to trzymanie się do ‘bólu’ drogi wytyczonych celów, granic relacji, czasu spotkań, kontaktów między sesjami, częstotliwości spotkań, płatności itp. Kiedyś wydawało mi się to dobre, dzisiaj jawi mi się jako nieżyciowe. Życie jest pełnie nieprzewidywalności, niejednoznaczności i sztuką jest umieć tak modyfikować drogę do celu i swoje cele aby osiągnąć to czego się pragnie. Terapia jest sztuczną, niesymetryczna relacją. Od klienta terapeuta oczekuje szczerości i spontaniczności oraz zachowań jak w codziennych relacjach. Wobec tego czy taki profesjonalizm pomaga i czy pomoże w urealnieniu relacji? Czy ją oddali od życia i rzeczywistości? Komu pomaga? Źle się czułam w profesjonalnym kontakcie i zawsze miałam to głębokie poczucie nierealności, odłączenia od życia, momentami wręcz przedmiotowości mojej osoby. Dużym wewnętrznym szokiem było, gdy zamiast wyczuwalnego przeze mnie suchego ‘musiało być Pani trudno’ od ‘profesjonalnego’ terapeuty, mogłam doświadczyć ciszy i poczucia bycia ze mną w doświadczeniu ze strony empatycznego terapeuty. Empatia pomogła mi poczuć samego siebie, pomogła mi być realnie w relacji, pomogła mi w odsłanianiu siebie, zachęcała do otworzenia się na kontakt. Paradoksalnie przy empatycznym terapeucie potrzeba ścisłego i konkretnego omawiania granic nigdy nie miała miejsca, granice same się pojawiały i nie potrzebne były dodatkowe zasady. Na terapii czułam coś prawdziwego i faktycznie terapia stała się częścią mojego życia, czułam że jestem ‘w’ terapii. W przypadku pierwszym, odbierałam taki kontakt tak jakbym byłam ‘na’ terapii będącej amboną, na której obserwowałam moje życie z dystansu zmieniając coś na odległość.
‘To absurd twierdzić, że człowiek jest dobry albo zły. Człowiek jest i dobry, i zły.’
[Elbert Green Hubbard]
Czy jesteśmy niewolnikami swoich popędów i doświadczeń z przeszłości, czy jest w nas dobro do którego docieramy i umiemy się nim dzielić z innymi? Pamiętam kiedyś wracałam z każdej sesji wewnętrznie zdruzgotana, z tą jedną chroniczną myślą ‘jestem całkowicie zła’ oraz manipuluję wszystkimi abym zaspokajali moje potrzeby. Po roku takich analiz zauważyłam w sobie coraz większą potrzebę ukrywania przed terapeutą moich planów, myśli, odczuć czy też wydarzeń dnia codziennego. Czułam, że wszystko co robię jest niedobre, a moja terapeutka jest po to aby mi pokazywać wszystkie ‘złe’ elementy mnie. Brakowało mi w tym równowagi i poczucia, że są zarówno rzeczy które robię dobrze jak i te, które robię źle. Myślałam: ‘Przecież nie ma człowieka, który jest całkowicie zły jak i całkowicie dobry, jest jakiś środek – musiał być…’. Praktycznie na wszystkich sesjach, oczywiście na tych, na które odważyłam się coś wnieść, wychodziło że moje mechanizmy zachowania i działania są niedobre i nieefektywne, wobec tego trzeba je zmienić na coś bardzie dorosłego i dojrzalszego. Miałam wrażenie, że z założenia jestem zła, postępuje niewłaściwie i jestem niewolnikiem swojej przeszłości. Jedyne co mogę zrobić to tylko kontrolować wszystkie moje egocentryczne zachowania przez pogłębianie wglądu. Taka terapia zakończyła się niepowodzeniem, ponieważ przestałam mówić. Dopiero po dwóch latach zobaczyłam w pewnym sensie ten absurd w dążeniu do kontroli ‘złych’ popędów. W terapii u innego terapeuty usłyszałam drugą ‘stronę. Usłyszałam, że mam w sobie zasoby i determinację, które pomogą mi przezwyciężyć moje trudności. Zaintrygowało mnie to, ponieważ do tamtego momentu nikt nie doceniał moich wysiłków w terapii. Do tej pory czułam się na terapii jak dziecko strofowanie przez rodzica, tyle że ja nie chciałam być dzieckiem i oczekiwałam partnerskiej relacji. Zauważanie we mnie ze strony terapeuty zasobów i ich nazwanie, sprawiło że poczułam je bardziej ‘w sobie’ oraz zobaczyłam, że mam na tyle siły aby zmienić wiele w swoim życiu. Na dalszym etapie terapii sama zaczęłam widzieć w sobie zarówno dobre rzeczy które warto wzmacniać, jak i te które warto osłabić, ponieważ nie są pomocne. Było dla mnie budującym gdy po sesji, na której bardzo ciężko pracowałam usłyszałam: ‘dziękuję’ lub informacje, że zrobiłam dzisiaj bardzo dużo.
Pamiętam na zajęciach z psychoterapii, gdy jeden ze studentów powiedział swojemu ‘klientowi’ po zakończeniu sesji ‘dziękuję’, nasz prowadzący się oburzył na to i dodał: ‘to pacjenci mają nam dziękować, a nie my im’. Zastanowiło mnie wtedy takie pytanie: ‘Co złego jest w docenieniu wykonanej pracy przez klienta? Przecież wielu psychologów udowodniło wielokrotne że pozytywne wzmocnienia są bardziej skuteczne niż negatywne. Inaczej mówiąc lepiej docenić niż karać. Czy prowadzący nie zaprzecza teraz sam sobie jako psycholog? Czy może sam nie umie docenić swojej pracy?’
‘Historia wolnego człowieka nigdy nie jest pisana przez przypadek, ale przez wybór - jego wybór.’
[Dwight D. Eisenhower]
Terapeuta ma wielokrotne rację, w końcu jest specjalistą, ma doświadczenie, wiedzę. Oczywistym jest, że terapeuta prowadzi terapię, ale za to dyskusyjnym czy prowadzi ją w tym kierunku, w którym chce podążać klient. Weźmy takie zdanie: ‘On jest alkoholikiem ale jeszcze o tym nie wie, że to jest jego problem’. Jeśli klient uważa, że alkoholizm nie jest jego problemem, to czy droga obrana przez terapeutę aby pracować z tym problemem jest tym o co chodzi? Myślę, że wiele osób uważa, że to dobre, choćby z logicznego punktu widzenia. Tak, jest to dobra droga dla otoczenia, ponieważ taki pacjent jest na terapii dla dobra otoczenia. Każdy z nas ma prawo przeżyć swoje życie tak jak chce i jeśli wybiera drogę cierpienia, czy mamy mu ją przerwać czy pozwolić mu decydować o swoim życiu? Pytania ‘Nad czym chcesz dzisiaj pracować?, ‘Co chcesz dzisiaj robić?’, kiedyś mnie denerwowały, kiedyś nie doceniałam w pewnym sensie ‘genialności’ tych prostych pytań. Prostych pytań, które pozwoliły mi iść drogą moich wyborów.
‘Pokora rodzi olbrzymów.’
[Gilbert Keith Chesterton]
Bardzo bliska jest mi myśl, że ostatecznie w terapii niesymetryczność i ‘władza’ terapeuty jest pozorna. Pozorna dlatego, że wystarczyłby inny ciąg wydarzeń życiowych i role mogłyby być odwrócone. Terapeuta bardzo efektywnie pracujący po 10 latach swojej praktyki, może sam zostać klientem i potrzebować pomocy u innego terapeuty. Nazwę to ‘pokorą’ wobec życia i pamiętaniem, że ‘jestem tutaj właśnie teraz’ nie dzięki swojej wybitności i wspaniałości jako terapeuta, ale tak się ułożyło z moją większą lub mniejszą pomocą. Osoba, która szuka u mnie pomocy potrzebuje abym jej towarzyszył i wspierał ją w jej drodze. To poczucie, które nazwę człowieczeństwo, kryło się za wieloma często przeze mnie niezauważonymi słowami terapeuty: ‘Nie jestem idealna’, ‘Mogłam źle zapamiętać’, ‘Nie rozumiem, możesz wyjaśnić’ lub momenty dekoncentracji, czy też zmęczenia. Inaczej mówiąc, terapeuta nie jest cyborgiem i im bardziej odbierałam go jako człowieka, tym lepiej się czułam w kontakcie. Terapia prowadzona w myśl: jako pacjent jestem słabym człowiekiem będącym na terapii u nieomylnego przepełnionego omnipotencją terapeuty, mnie odstraszyła i spowodowała rezygnację. Oczywiście seria błędów, zapomnień, spóźnień, dekoncentracji, zmęczenia też ma swoje limity i granice zdrowego rozsądku.
‘Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu.’
[Stanisław Lem]
Terapia ‘przez’ internet. Z jednej strony mnie intryguje, z drugiej strony czuje do niej niechęć. Terapia zawsze kojarzyła mi się z relacją, realnym kontaktem, spotkaniem z drugim człowiekiem, jego namacalną obecnością, tworzeniem bezpiecznej przestrzeni. Przez internet mamy literki, mamy kamerki internetowe, mamy lagi (opóźnienia w transmisji danych). Gdzie takie terapie internetowe się odbywają? w domu klienta i w domu terapeuty? Czy zachowana jest dyskrecja? Czy taką rozmowę można podsłuchać? Czy ktoś może wejść do pokoju w trakcie takiej terapii? Kto jeszcze czyta rozmowy, słucha ich? Jak wygląda superwizja takiej terapii? Czy klient wyraża zgodę na zapis rozmowy w archiwum? Czy wydarza się ‘coś’ pomiędzy rozmówcami? Terapia przez internet wytwarza we mnie niezliczoną ilość pytań. Terapeuci, których znałam niechętnie odnosili się do rozmowy przez telefon, traktując ją jako rozwiązanie w sytuacjach kryzysowych, ciekawe co myślą o terapii przez internet? Terapeuta koleżanki, jeśli ta przygotowała i przyniosła kartę z tym co chciała powiedzieć, prosił o opowiedzenie własnymi słowami, a nie czytanie.
‘Ludzie rodzą się równi, ale też rodzą się różni.’
[Erich Fromm]
To co napisałam wyżej jest ważne, ale dla mnie, komuś innemu może wydawać się zbędne. Dla mnie w terapii ważna była relacja i możliwość jej doświadczenia. Nie miał znaczenia czas, nigdy nie wytyczałam sobie określonego terminu trwania terapeutycznej relacji, chciałam jej doświadczyć, a nie ją skończyć w określonym czasie. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób czas i terminy motywują oraz sytuacja finansowa je wymusza. Miałam dość konkretnie oczekiwania od osoby terapeuty szukałam autentyczności, szczerości i cierpliwości. Oczekiwałam akceptacji oraz dania mi czasu za zaufanie osobie, z którą byłam w terapii. Dla mnie to doświadczenie było czymś więcej niż tylko pracowaniem nad zmianą zachowania. Dlatego wszystkie moje spostrzeżenia i refleksje są opatrzone tym błędem, ponieważ bardziej mówią o tym co sprawiło, że czułam się lepiej w kontakcie niż, co sprawiło, że efektywniej pracowałam.
***
Serdecznie dziękuję Ci za ten tekst. Dziękuję, że pozwoliłaś mi podzielić się Twoimi przemyśleniami z innymi osobami. Pozdrowienia i wszystkiego najlepszego, szczególnie dzisiaj : )
