Gotowość do zmiany
Kiedy klient pojawia się u psychologa lub terapeuty, wnosi określony problem. Oczekuje, że uda się go jakoś rozwiązać. Z reguły ujawnia się wtedy, że jego rozwiązanie wiąże się z jakąś konieczną zmianą. Bardzo często zmiany te, jak się okazuje, mogą dotyczyć klienta, a nie jego otoczenia. I tu czasem zaczynają się schody. Teoretycznie zmiana jest oczekiwana (ma przynieść poprawę sytuacji lub funkcjonowania) jednak kiedy okazuje się, że jej dokonanie wymaga określonego wysiłku i nakładu czasu – często staje się ona mniej atrakcyjna. Inaczej mówiąc klient mniej lub bardziej świadomie robi bilans: czy mi się to opłaci?
Gdy pierwsze objawy ustąpią…
Czasami zdarza się sytuacja, że klient rezygnuje z terapii po kilku pierwszych spotkaniach. Co może być tego powodem? Pominiemy tu sytuację wynikającą z tego, że uznał, że ‘nie czuje’ kontaktu lub bezpieczeństwa pracując z danym terapeutą. Pierwsze spotkania z reguły przynoszą pewną poprawę stanu klienta. Już sama możliwość bycia wysłuchanym, wielu osobom bardzo pomaga. Dodatkowo, jeśli terapeuta jest rzeczywiście wrażliwy i empatyczny, zawiązująca się relacja stwarza miejsce na emocjonalne odreagowanie klienta. Czasem pierwsze interwencje i trafne pytania terapeuty pozawalają na pierwotne rozświetlenie problemu, z którym osoba przyszła. W rezultacie, najbardziej dotkliwe objawy skłaniające do kontaktu z psychologiem zostają osłabione. Zdarza się wtedy, że klient rezygnuje z dalszych spotkań. Czy słusznie? Odpowiedź nie jest jednoznaczna.
Czasem może to być właściwa decyzja. Szczególnie jeśli problem nie był olbrzymiego kalibru. Być może podczas tych pierwszych spotkań klient zdołał odzyskać równowagę emocjonalną lub też dostrzegł problem w nowej perspektywie. Możliwe, że uzna, że dalej jest w stanie radzić sobie sam, a przecież w gruncie rzeczy, do takiego stanu właśnie mają doprowadzić interwencje psychologa.
Jednak niekiedy, zwłaszcza przy bardziej głębokich lub złożonych problemach, takie rozstanie okaże się przedwczesne. Poprawa wynikająca z pierwszych spotkań może okazać się krótkotrwała, a nie zakończone sprawy mogą powrócić. Niestety często ze wzmożoną siłą.
Z czego to wynika?
W najszerszym ujęciu - ludzie nie przepadają za wysiłkiem. Z reguły aby coś osiągnąć, najatrakcyjniejsze są rozwiązania najmniej kosztowne. Z tego powodu, do rozwiązywania problemów często wybierane są strategie krótkoterminowe. Inaczej mówiąc – zrobić tyle, aby pomoc była jak nadeszła jak najszybciej i kosztowała jak najmniej. Przypomina to trochę strategię łatania dziur w ulicy. Strategia długoterminowa, pozwala na dokonanie gruntowniejszych zmian, jednak zazwyczaj wiąże się z większym wysiłkiem. Nieco podobnie do położenia nowego asfaltu na ulicy, wracając do analogii drogowej.
Boję się…
Czasem przerwanie terapii może wyniknąć z konfrontacji z nieprzyjemnym materiałem odkrywanym w trakcie sesji. Jeśli okaże się, że pojawiających się spraw, uczuć, nie zakończonych kwestii jest sporo, a w dodatku kontakt z nimi nie należy do łatwych, ucieczka może jawić się jako najprostsze rozwiązanie. Co w takiej sytuacji robić? Poddać się temu? Najlepiej podzielić się tymi odczuciami z terapeutą. Będzie on z pewnością w stanie właściwie zareagować i zaproponować inny sposób poruszania się w niebezpiecznych tematach. A kontynuacja terapii daje znacznie większe szanse na uporanie się z problemami.
